Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (271) / 2015

Zuzanna Sokołowska,

ZERU, CZYLI DUCH

A A A
Ludzkie ciało podlega nieustannej wzrokowej kontemplacji oraz zawłaszczającej konsumpcji. Współcześnie zostało ono brutalnie wywleczone na światło dzienne, ulegając fizycznym modyfikacjom, wpisującym się w obowiązujące kanony i standardy. Ciało musi być młode, smukłe, gładkie i  jędrne, o regularnych rysach twarzy oraz wielkich, zmysłowych oczach. Nie wiadomo, ile w tym zasługi łaskawego dla wszystkich Photoshopa, a ile natury. Każda „inność” wzbudza wzrokowy niepokój i chęć natychmiastowego odrzucenia. Anna Bedyńska postanowiła zmierzyć się z wizualnymi przyzwyczajeniami, fotografując osoby chore na bielactwo. Efekt jej sesji zdjęciowej można oglądać w Centrum Kultury Katowice.

Bedyńską interesują zagadnienia, które w dyskursie społecznym są niewygodnymi tematami: poród, śmierć, rola kobiety, a przede wszystkim matki, we współczesnej rzeczywistości. Artystka nie próbuje iść na wizualną łatwiznę i efekciarstwo. Jej fotografie posiadają silny ładunek emocjonalny, który ma przede wszystkim wywołać w widzu zmianę percepcji. Temat albinizmu stał się inspiracją do fotograficznego coming outu osób zmagających się z bielactwem, chorobą genetyczną polegającą na trwałym zaburzeniu produkcji melaniny, odpowiedzialnej za kolor oczu, włosów i skóry.

Osoby zmagające się z bielactwem muszą unikać słońca, które pali ich skórę, oraz dbać o oczy, żeby uniknąć takich schorzeń, jak światłowstręt czy oczopląs. Mimo że ten rodzaj depigmentacji nie wywołuje fizycznych zniekształceń, przyczynia się do wzrokowej alienacji. Albinosi są niezwykle charakterystyczni, wręcz bezbronni, nadzy i przezroczyści, a rysy ich twarzy, między innymi za sprawą koloru brwi, rzęs oraz tęczówek, stają się niewyraźne, rozmyte, jakby spowite łagodną zimową mgłą. Mimowolnie przykuwają one niecierpliwe spojrzenia, starające się nadać określony kształt fizyczności, której brakuje barw. 

Temat bielactwa pojawia się w mediach głównie w kontekście afrykańskich wierzeń i związanych z nimi masowych morderstw – w pewnych regionach Czarnego Lądu uważa się, że fragmenty ciał albinosów mają magiczną moc, gwarantującą trwałe szczęście. Z ich anatomicznych struktur tworzy się amulety i eliksiry zapewniające ochronę. Bielactwo jest bardziej widoczne na tle czarnoskórych mieszkańców Afryki, którzy, podążając za albinosami, złowrogo wykrzykują słowo zeru, oznaczające ducha i jednocześnie będące wyrokiem śmierci.

Artystka, zainspirowana medialnymi doniesieniami o okrutnym traktowaniu chorych na bielactwo, postanowiła przyjrzeć się temu zjawisku w Polsce. Zauważyła, że osoby dotknięte tym zaburzeniem nie są w naszym kraju w żaden sposób zrzeszone i nie mogą tym samym liczyć na wsparcie profesjonalistów, między innymi dermatologów, okulistów czy psychologów. Są one zatem zdane tylko na siebie i na samotną walkę o akceptację swojego wyglądu, dalekiego od kulturowo narzuconych standardów.

Bedyńska, fotografując osoby cierpiące na bielactwo, zarejestrowała czułym okiem aparatu bezbronność swoich bohaterów. Na białych ścianach katowickiej galerii zawisły fotografie, pod którymi widnieją napisy z imionami sportretowanych osób. Na zdjęciach artystki nikt nie jest anonimowy: Nikodem, Bartek, Bożena, Zuzia, Agnieszka, Piotr czy Magda to ludzie-duchy. Wizualne piękno fotografii Bedyńskiej jest obezwładniające; mieści się gdzieś między dokumentem, reportażem a uświadomioną sztuką. Fotograficzne realizacje artystki, zdominowane przez biel, mimowolnie odwołują do symboliki tej barwy w różnych kulturach. W starożytnym Egipcie utożsamiana była ona ze śmiercią, podobnie rzecz ma się w Chinach, gdzie biel jest kolorem żałoby. Tymczasem w tradycji chrześcijańskiej oznacza ona czystość, światło i dobro.

Bedyńska w swoich fotografiach wyznacza cienką granicę między życiem a nieuchronnym przemijaniem, stąd też bohaterami jej zdjęć stały się osoby w różnym wieku. Oniryczne, stonowane portrety artystki przedstawiają między innymi białowłosą dziewczynkę w białej sukni falującej w rytm ruchów jej ciała, starszą, siwą kobietę, której delikatnie rozmyta twarz znika pod powierzchnią światła, chłopczyka zasłaniającego nadwrażliwe oczy czy młodego mężczyznę z zamkniętymi powiekami, o niezwykle łagodnej, subtelnej twarzy. Na uwagę zasługuje również fotografia młodej dziewczyny z gęstymi, długimi włosami, której właśnie rodząca się dojrzałość została uchwycona w momencie lekkiego zawstydzenia, niepewności oraz niepokoju – wszystko to sprawiło, że bohaterka Bedyńskiej unika spoglądania w obiektyw. Artystka rejestruje również w kadrze dziewczynkę w podartym ubraniu, wydającą się postacią nie z tego świata, aniołem, który przypadkowo pomylił wymiary i rzeczywistości, próbując odnaleźć właściwą drogę do nieba.

Trzeba przyznać, że Bedyńskiej znakomicie udało się uchwycić dialektykę fizycznej ulotności oraz bezbronności – na fotografiach przybrała ona formę poetyckiej opowieści o kruchym, bezbronnym ciele, rozpływającym się we mgle pod wpływem brutalnego popkulturowego spojrzenia, wykluczającego Inne. Artystka, mimo pełnego zaangażowania w opowiadaną przez siebie historię o polskich albinosach, zachowuje niezbędny dystans, który umożliwia widzowi prywatną i zarazem niezwykle intymną ocenę ludzkiej cielesności, wymykającej się narzuconym kanonom. Za pomocą swoich inscenizowanych portretów, Bedyńska próbuje wyjść poza społeczne stereotypy, umieszczając to, co wizualnie niekompatybilne, w kontekście pociągającego i niespodziewanie akceptowalnego piękna, wymykającego się wzrokowej dyscyplinie. I ta bez wątpienia trudna sztuka udaje się jej w stu procentach.     

LITERATURA:

Anna Bedyńska: „White Power”, http://ck.art.pl/events/events/view/id/1354.
Anna Bedyńska: „White Power”, 25.02.–22.03.2015, Centrum Kultury Katowice.