Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (271) / 2015

Przemysław Pieniążek,

IT'S A KIND OF MAGIC (LOCKE & KEY 2: ŁAMIGŁÓWKI)

A A A
Kiedy niezrównoważony psychicznie Sam Lesser z zimną krwią zastrzelił Rendella Locke’a, problemy rodziny ofiary dopiero się rozpoczęły. I nie chodzi wyłącznie o próby radzenia sobie z traumą, piętnującą małżonkę oraz trójkę dzieci tragicznie zmarłego szkolnego psychologa. Bo chociaż zgodnie z wcześniejszym życzeniem (dopuszczającym możliwość nieoczekiwanego zgonu) najbliżsi bohatera przeprowadzili się do Keyhouse – położonego w miejscowości Lovecraft (stan Massachusetts) zabytkowego domostwa – to na pierwszy rzut oka posiadłość trudno uznać za najbezpieczniejsze miejsce na ziemi. Ale z całą pewnością jest ona wymarzonym miejscem dla Bode’a – najmłodszej z pociech rodu Locke’ów, która z zapałem zgłębia liczne sekrety i zagadki, jakimi wprost emanuje wiekowa rezydencja.

To właśnie ów rezolutny chłopiec jako pierwszy z rodzeństwa doświadcza eksterioryzacji (gdy jego duch na chwilę opuszcza ciało), jak również odkrywa przeznaczenie tajemniczego klucza (jednego z wielu magicznych artefaktów rozsianych na terenie domu), umożliwiającego dogłębne – choć słowo „namacalne” jest w tym przypadku o wiele bardziej na miejscu – poznanie bogatego pejzażu jednostkowej podświadomości. Fantastyczne perypetie stają się także udziałem Tylera i Kinsey, nawiązujących bliską zażyłość z charyzmatycznym Zackiem, nowym uczniem, który zamieszkuje u swojej ciotki Ellie – szkolnej trenerki samotnie wychowującej niepełnosprawnego syna Rufusa. Locke’owie nie wiedzą jednak, że zakolczykowany przystojniak jest de facto męską inkarnacją powabnego echa, któremu Bode pomógł opuścić jego dotychczasowe więzienie (vide: tom „Witajcie w Lovecraft”). Podejrzenia co do ambiwalentnej natury przybysza ma natomiast profesor Joe Ridgeway, sędziwy nauczyciel literatury klasycznej, dostrzegający w nastolatku uderzające podobieństwo do dawnego podopiecznego, Lucasa Dona Caravaggio. Problem polega na tym, że ten ostatni, wedle wszelkich przesłanek, nie powinien już przebywać w gronie żywych.

„Łamigłówki”, jak na rasową opowieść z (nomen omen) kluczem przystało, otwierają przed czytelnikiem kolejne drzwi prowadzące do równie przerażającego, co fascynującego uniwersum zrodzonego (a jakże!) w głowie pisarza i scenarzysty Joe Hilla. Amerykanin już dawno udowodnił, że bycie synem sławnego ojca (dla niezorientowanych: twórca „Rogów” jest dzieckiem Stephena Kinga) wcale nie musi oznaczać odcinania kuponów od rodowego nazwiska. Lektura „Locke & Key” przypomina bowiem, że Hill jest autorem pomysłowym, w dodatku biegle posługującym się literackim rzemiosłem. Stąd w komiksowej serii nie mogło zabraknąć wzorcowo zawiązanej akcji oraz klasycznie budowanego napięcia towarzyszącego powolnemu, lecz sukcesywnemu odsłanianiu arkanów mrocznej, choć otoczonej także baśniową aurą rzeczywistości świata przedstawionego.

Wiarygodni bohaterowie, zwielokrotniona, nielinearna narracja, naturalnie brzmiące dialogi czy umiejętne zbilansowanie melancholii ze szczyptą (czarnego) humoru, uncją makabry oraz solidną dawką autentycznej grozy (wynikającej nie tylko z ingerencji nadnaturalnych czynników) decydują o wysokiej ocenie scenariusza drugiego tomu przebojowej serii. Sukces „Locke & Key” nie byłby jednak pełny bez wkładu Gabriela Rodrigueza. W swoich pracach Chilijczyk płynnie łączy realistyczne odwzorowanie kolejnych scenerii z cartoonowymi profilami postaci, których oblicza intrygują stopniem emocjonalnego zróżnicowania. Nie inaczej jest w przypadku „Łamigłówek”. Jeśli dodamy do tego bezbłędną kompozycję kadrów oraz klarowny rytm opowieści, otrzymamy dzieło, w którym na naszych oczach dokonuje się komiksowa alchemia. Hill i Rodriguez bez wątpienia znaleźli klucz do sukcesu, otwierający przy okazji drzwi do serc czytelników. Brawo!
Joe Hill, Gabriel Rodriguez: „Locke & Key 2: Łamigłówki” („Locke & Key 2: Head Games”). Tłumaczenie: Jakub Pietrasik. Wydawnictwo Taurus Media. Piaseczno 2015.