Wydanie bieżące

1 kwietnia 7 (271) / 2015

Dominik Szcześniak,

ŻEBY ŻYĆ, TRZEBA KRAKAĆ (PEWNEGO RAZU WE FRANCJI 2: CZARNE WRONY)

A A A
Kompozycyjna struktura pierwszej części „Pewnego razu we Francji” opierała się na częstych przeskokach czasowych oraz umiejętnie „poszatkowanej” narracji. W przypadku drugiego tomu tej graficznej serii Fabien Nury i Sylvain Valée przyjęli odmienną strategię, bazującą na chronologicznym przedstawieniu wydarzeń. Tym razem akcja rozpoczyna się w roku 1940, okresie, kiedy „w Paryżu nie było dobrze być Żydem”. Józefa Joanovici (protagonistę o wielu obliczach) spotykamy w chwili, gdy wręcza on łapówkę osobom, które byłyby skore zapewnić bezpieczeństwo jego bliskim – mówiąc krótko, wywieźć ich do Ameryki.

Dzięki ugruntowanej pozycji, wpływowy handlarz złomem może zrobić wiele: przekupić oficjeli, wyeliminować wrogów i omotać swoją elokwencją niemal każdego. Mężczyzna szybko jednak przekonuje się, że wchodząc między wrony, musi krakać tak jak one, a jego żydowskie pochodzenie nie tyle zostało zaakceptowane, co jedynie bywa tolerowane przez „zaprzyjaźnionych” nazistów. Nie zmienia to jednak faktu, że pomimo swego rodowodu Joanovici zostaje uznany przez hitlerowców za Aryjczyka…

Dla jednych czytelników postawa głównego bohatera komiksu będzie zdradzieckim sprzeniewierzeniem się tradycji i więzom krwi, dla innych – wymuszoną okolicznościami postawą, mającą na celu ochronę oraz dobro najbliższych mu osób. Fabien Nury nie ocenia, a jedynie obiektywnie staje na stanowisku, że nic nie jest czarne lub białe. „Mój kraj to moja rodzina” – słowa Joanoviciego wygłoszone w pierwszym tomie opowieści zyskują fabularne rozwinięcie w „Czarnych wronach” i zapewne konsekwentnie będą pobrzmiewać także w kolejnych epizodach.

Fikcyjne wydarzenia, jakimi scenarzysta otacza nieliczne fakty z życia protagonisty, przywodzą na myśl zabiegi twórców serialu „Breaking Bad”. Joanovici jest takim Walterem White’em czasów II wojny światowej – z safandułowatego poczciwiny przeobraża się (mimo woli) w gangstera. Metamorfoza zachodzi stopniowo, pod wpływem niemal każdej jego decyzji, każdego uścisku dłoni i każdej przerażającej sceny, jakiej jest świadkiem. Kreując postać ambiwalentnego handlarza, autorzy dużo uwagi poświęcają jego otoczeniu: relacjom z żoną, dziećmi czy zaufanymi współpracownikami.

Póki co twórcy „Pewnego razu we Francji” prowadzą serię w bardzo elegancki i przemyślany sposób. Inaugurujące cykl „Imperium pana Józefa” było skrótową biografią Joanoviciego, ukazującą najważniejsze chwile jego życia. W „Czarnych wronach” pewne sytuacje zyskują wyczekiwane rozwinięcie, choć niektóre z nich Nury odstawił na boczny tor. Przykładem niech będzie (napędzający akcję pierwszego epizodu) wątek złożonej relacji między Joanovicim a ścigającym go inspektorem Legentilem. W „Czarnych wronach” tego elektryzującego związku wprawdzie zabrakło, choć jego powrót jest zapewne nieunikniony. Autorzy zadbali natomiast o nowych antagonistów, kryjących się w mrocznym półświatku Paryża – przerażającego szefa gestapo z Rue Lauriston czy przemykającego cichaczem doktora z gabinetu przy ulicy Lesueur.

„Czarne wrony” to bardzo udany epizod, głównie dlatego, że zdecydowanie różni się od swojego poprzednika. Duet Nury-Valée potwierdza wysoką formę, w chwilami niezwykle brutalny sposób opowiadając o nieuniknionych kompromisach protagonisty i związanych z nimi wyrzeczeniach. Kolejny tom „Pewnego razu we Francji” pojawi się na polskim rynku w przyszłym roku. Myślę, że warto będzie na niego czekać.
Fabien Nury, Sylvain Valée: „Pewnego razu we Francji 2: Czarne wrony”. Tłumaczenie: Grzegorz Przewłocki. Wydawnictwo Komiksowe. Warszawa 2015.