Wydanie bieżące

15 kwietnia 8 (272) / 2015

Zuzanna Sokołowska,

MĘCZĄCA BEZSENNOŚĆ

A A A
Ciało wyrwane nagle z głębokiego snu nie chce się łatwo podporządkować chęci ponownego zaśnięcia. Przewraca się z boku na bok, myśli w głowie galopują niemiłosiernie, a poduszka, która wcześniej wydawała się miękka i wygodna, zaczyna przeszkadzać. Nerwowo uklepywana, przybierająca najróżniejsze kształty, pod wpływem szorstkiego dotyku, graniczącego niemal z przemocą, odbija się na zmęczonym bezsennością policzku, pozostawiając sieć cienkich zmarszczek, które złagodnieją dopiero w świetle dnia. Brak snu  bez wątpienia nie wróży niczego dobrego. Jednak dla Jakuba Czyszczonia stan bezsenności i wszelkich jej efektów ubocznych staje się inspiracją do stworzenia wyjątkowej kolekcji prac, które można było oglądać w katowickim BWA w ramach ekspozycji „Oko chce spać, ale głowa to nie materac”.

Jakub Czyszczoń w swojej twórczości balansuje między wizualną kontemplacją a wzrokowym zmęczeniem. Prezentowane na wystawie prace to odpryski bezsenności, ciągłego ruchu, braku regenerującego odpoczynku. Pozbawione jednoznacznego kontekstu, jakby wyrwane z niespokojnego snu, koncentrują się na uchwyceniu stanu rozkojarzenia, kompletnej dekoncentracji. Realizacje artysty, składające się w głównej mierze z asamblaży i obrazów typu footage, stają się symbolicznym katharsis, próbą artystycznego oczyszczenia z emblematów nocy. Wycinki z gazet, zakonserwowany w kleju pognieciony do granic możliwości podkoszulek, błyszcząca złota folia czy srebrna poduszka to namacalne „odciski” asomii oraz, jak można przeczytać w tekście towarzyszącym wystawie, „próba pozbycia się pamiątek po widmowym życiu przedmiotów, z którego wracają nad ranem wymięte i poturbowane”.

Czyszczoń poszukuje miejsca, w którym głowa może odpocząć, wyłączyć myśli. Aranżacja wystawy sprzyja chwilowemu zawieszeniu. Rozwieszone na białych ścianach prace artysty bezpośrednio zachęcają do dotyku, do cielesnej kontemplacji i badania tekstylnych struktur, które wymykają się jednoznacznej interpretacji. Artysta kolekcjonuje pozornie przypadkowe przedmioty, które mają swoją historię. Złota folia, naciągnięta na jedną z prac, to pamiątka z dalekiej podróży. Pierwsze skojarzenia widza, który spogląda na płótno z błyszczącym celofanem, dotyczą określanego mianem „folii życia” termicznego koca wykorzystywanego w ratownictwie medycznym do zapewnienia jak największego komfortu cieplnego przewożonemu ambulansem pacjentowi. Jednak materiał wykorzystany przez artystę pochodzi z Indii, a jego właściwym przeznaczeniem jest pakowanie cukierków Werther’s Original. Artysta zdobył ów złoty celofan dzięki przyjacielowi, który wędrując po Indiach został okradziony i zmuszony do tułaczki oraz niewygodnego noclegu na folii z cukierków.

Częściowo zamalowane wycinki z amerykańskich gazet na kolejnym obrazie artysty, spowite subtelną mgłą bieli, sugerują chroniczne zmęczenie wzroku, chęć natychmiastowego odpoczynku. Jednakże wyzwalający letarg po prostu nie chce nadejść. Głowa nie pozwala zasnąć, dręczona przez nieustannie kołatające się w niej lęki i obawy, szukające ujścia w insomnii i bezcelowej wędrówce. Kolejna praca: pognieciona tkanina, brutalnie zakonserwowana w kleju, to wyeksploatowany przez noc podkoszulek, w którym do tej pory, być może, obecny jest zapach spoconej skóry, resztek wody toaletowej, intymnej bliskości, a przede wszystkim własnego legowiska, będącego symboliczną przestrzenią zmagań z własnym rozumem i wiercącym się niespokojnie ciałem.

Robert Schneider w błyskotliwej powieści „Brat snu” opisuje historię młodego genialnego muzyka, Johannesa Eliasa Aldera, który posiada słuch absolutny – jest wrażliwy na każdy dźwięk, nawet na trzepot skrzydeł motyla i szumy własnych wnętrzności. Alder tworzy niezapomnianą muzykę, która nie chce mu przynieść ukojenia w nieszczęśliwej miłości. Dręczony potwornym cierpieniem, postanawia już nigdy nie zasnąć, umierając w szaleństwie wzrokowych i słuchowych omamów, poddając się brutalnej degeneracji ciała. Czyszczoń tymczasem próbuje przechytrzyć przedłużającą się insomnię, poszukując kryjówki, w której będzie mógł  po prostu zamknąć powieki i czekać na Morfeusza, mimo że, jak sam trafnie zauważa, „głowa to nie jest wygodne miejsce dla oka, dlatego nie znajdzie w niej spokoju”. Artysta jednak w tym czasie nie próżnuje – pieczołowicie tworzy obrazy, czekając na sen, który nie zawsze przynosi upragnione wytchnienie.
Jakub Czyszczoń: „Oko chce spać, ale głowa to nie materac”. 19.03–7.04.2015. Galeria Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach.