Wydanie bieżące

15 kwietnia 8 (272) / 2015

Andrzej Ciszewski,

GRYZONIE NAD TAMIZĄ (SHERLOCK HOLMES I WAMPIRY LONDYNU. TOM 1. ZEW KRWI)

A A A
Niezrównany mistrz dedukcji powstaje z martwych (wszak pogłoski o jego śmierci były mocno przesadzone), by stanąć oko w oko z istotami, które również nie zagrzewają miejsca w przytulnych grobowcach. Brzmi zagadkowo? Spróbujmy nieco inaczej. Maj 1881 roku. Nagłówki szwajcarskich gazet donoszą, że słynny detektyw Sherlock Holmes zginął nad wodospadem Reichenbach podczas epickiej konfrontacji ze swoim osławionym adwersarzem, profesorem Jamesem Moriartym. Nic bardziej mylnego. Oto legendarny mieszkaniec domu przy Baker Street sfingował swój zgon, by rozpocząć nowy etap w życiu. Przynajmniej tak utrzymuje podczas (rozgrywającego się w Paryżu) spotkania z bratem, Mycroftem.

Niestety, licho nie śpi. Tym razem nie chodzi zresztą o siepaczy Moriarty’ego powątpiewających w wiekuisty spoczynek utrapienia ich szefa. Pierwsze spotkanie ze szkaradnymi dziećmi nocy kończy się wygraną Holmesów, w czym niemała zasługa mocarnych pięści Mycrofta oraz mistrzowskiej improwizacji Sherlocka (jej skuteczność podnosi biegłe posługiwanie się przez bohatera sztuką jujitsu), który postanawia na własną rękę zgłębić sekrety wampirzej społeczności. Studiując teksty źródłowe – w tym pisma profesora Abrahama Van Helsinga – protagonista gruntownie przygotowuje się do kolejnej, rzecz jasna, nieuniknionej konfrontacji.

„Zew krwi” to pierwszy z dwóch zeszytów miniserii „Sherlock Holmes i wampiry Londynu” stworzonej przez francuskiego scenarzystę Sylvaina Cordurié oraz serbskiego grafika Vladimira Krstića, podpisującego swoje prace jako Laci. Europejski duet proponuje czytelnikom stricte rozrywkową opowieść, w której nastrojowa aura bliska literacko-filmowej grozie oraz soczysta porcja brutalności nie przesłaniają detektywistycznego kośćca komiksu, bądź co bądź z szacunkiem podchodzącego do prozatorskiej schedy sir Arthura Conan Doyle’a.

Retrospektywną ramę narracyjną wyznacza treść listów Holmesa adresowanych do Johna Watsona, wciąż pogrążonego w nieutulonym żalu po „stracie” przyjaciela. Cordurié sprawnie prowadzi historię, której wartkie tempo wiele zawdzięcza dynamicznie skomponowanym kadrom oraz przyzwoicie zarysowanym relacjom między osobami dramatu. Komiksowy Sherlock nie traci nic ze swej przenikliwości oraz dedukcyjnego geniuszu podszytych zamiłowaniem do przebieranek i adrenaliny (ale także środków odurzających), podczas gdy wampiryczny książę Selymes, jak również ścigany przez swoich współbraci długozębny Owen Chanes emanują charyzmą oraz złowrogim czarem, który nie pozwala zapomnieć, że mamy do czynienia z bezlitosnymi mordercami.

I chociaż scenariusz Francuza zasadniczo nie wnosi nic nowego do mitu bladolicej pijawki (vide: znany skądinąd motyw porozumienia między przedstawicielami społeczności żywych i nieumarłych, respektujących jasno wytyczone strefy wzajemnych wpływów oraz granice, których nie wolno przekraczać pod groźbą poważnych sankcji), to wampiryczny epizod z biografii Holmesa czyta się szybko i całkiem przyjemnie. Duża w tym zasługa realistycznej kreski Laciego, która sprawdza się przy tworzeniu profili postaci (Sherlock odziedziczył fizys po ojcu artysty), sekwencjach krwawych pojedynków oraz rekonstrukcji londyńskiego pejzażu schyłku XIX wieku (rozwiązania architektoniczne, stroje itd.).

Lekka, niezobowiązująca lektura, zapowiadająca nadejście kolejnych miniserii o nadnaturalnych śledztwach prowadzonych przez (nomen omen) nieśmiertelnego bohatera popkultury. Osobiście wypatruję sprawy zogniskowanej wokół bluźnierczego Necronomiconu.
Sylvain Cordurié, Vladimir Krstić-Laci: „Sherlock Holmes i wampiry Londynu. Tom 1. Zew krwi” („Sherlock Holmes & Les Vampires de Londres: 1. L’Appel du sang”). Tłumaczenie: Maria Mosiewicz. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2015.