ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 kwietnia 8 (272) / 2015

Witold Marzęda,

ERBNOŃĆ FILOZOFJO (MARCIN KIK: 'FILOZOFJO PO ŚLONSKU')

A A A
Ta książka to dwie historie. Pierwsza, króciutka, ledwie zalążek wielkiej epickiej opowieści o człowieku niezwykłym, jego świecie i symbolicznym dziedzictwie. Druga to wykład filozofii, uporządkowany chronologicznie wedle znanych podręcznikowych reguł.

Zalążkiem i pretekstem do opowiedzenia historii filozofii po śląsku jest dziadek Kik. Z zarysowanego we wstępie obrazu tego starzyka wyłania się postać mieniącą się wszystkimi rysami pierwszych filozofów. Jest tam i pozorna bezczynność myślicieli w świecie pragmatycznych ludzi – „(…) woloł ślynceć nad knigami, niż naprowjać pot, łazić z kiblami wonglo, suć haśym przed familokjym co by ludzie w zima na lodzie się niy ślizgali i na zol londowali…” (s. 16). Jest również wynikający z niej dystans do świata i rozkojarzenie myśliciela: „(…) strugo kartofle ale jakby go przi tym niy było” (tamże). Jest również zapobiegliwość pasjonata: „(…) musioł też pewnie jeździć do Bytomia banom, w katowickich bibljotykach tyz musioł sznupać (…) do Tarnowskich Gór gzuł na kole ôd ôjca…” (s. 19). Ale przede wszystkim jest kofer skrywający w sobie heft, w którym dziadek pielęgnował swoje samotne myśli, robił notatki i zbierał spostrzeżenia na temat swych filozoficznych lektur i odkryć. Na tym fabularnym pomyśle – oddziedziczenia niechcianego skarbu – Marcin Kik oparł swój wykład historii filozofii. Filozofia jest bowiem tym, co pozostaje.

Książka napisana została w niezobowiązującym stylu. Można ją czytać nie po kolei, wybierając interesujące fragmenty, bez szkody dla zrozumienia całości. Pod warstwą anegdot i złotych myśli kryją się jednak ważkie problemy filozofii. Nawet, zdawałoby się wyjałowiona, etymologia słowa „filozofia” jako „miłowania mądrości” niesie w sobie (pod płaszczem prostej analogii) iście sceptyczną tezę: „Jak wtoś się chycił filozofje – to przepod; jak karlus chyci się frelki – niy ma go, tera yno łona bydzie mu w gowje, a niy tylko w sercu i duszy! A co w ty filozofje takigo, co tak może chycić? Pytejcie filozofow – może wom pedzom… A może niy. Pytejcie karlusa cymu zacon pszajać frelce? Powjy wom? Gupoty ja – ale prowda pedzieć, to bydzie mioł ciynżko…” (s. 16). Czy zatem filozofia nie może znaleźć swego uzasadnienia… i skazana jest na nieskończone pytania? A filozof to zaślepiony ukochaną synek, kery durś fanzoli? I kto się kogo chyto? Karlus swojej frelki (filozof mądrości) czy frelka karlusa? Pojawia się tu w przebraniu analogii jeden z podstawowych problemów filozofii – problem samouzasadnienia tej (na pozór?) uzasadniającej życie w całej jego rozciągłości nauki. Dlatego nie można czytać tej książki jak srandownych berów o filozofie napisanych wyłącznie ku uciesze czytelnika. Autor od pierwszych słów wstępu prowadzi grę z odbiorcą w formie anegdotycznej i dobrze osadzonej w śląskich, „ligoniowych” gatunkach narracji, w której o lepsze idą aforyzmy i anegdoty z zakamuflowanymi nieco i subtelnymi tezami dotyczącymi filozofii lub poszczególnych teorii…

Tym też książka Kika różni się od dobrze znanej „Filozofii po góralsku” Tischnera. Tischnerowska opowieść to apoteoza góralszczyzny, a jej dowcipnąpuentą jest to, że filozofia była zawsze obecna w życiu ludzi gór („[…] Grecy to nie byli Grecy – pisze Tischner – ino górole co udawali Greka” [Tischner 1997: 5]) i to do tego stopnia, że na przeszkodzie w twierdzeniu, że to górale byli pierwszymi filozofami, stoi tylko… historia filozofii.

Przesłanie książki Marcina Kika jest inne. Filozofia jest tutaj potraktowana zupełnie serio, jest trudem: „(…) cza wjedzieć kaj sie jest i co śwjat mo nom do pedzynio; po druge – czowjyk dyć musi cuć co mo robjyć i wjedzieć jak to robjyć tak, coby inkszygo niy ukrziwdzić; po czecie – cza paczeć na siebje tak trocha z boku abo jak przeglondo się w żadle, bo to jes łoglond inkszy niyźi się cowjykowi wydowo (a casym nawet blank inkszy); po cworte – filozofjo to durch myślynie samy siebje i śwjata, i inkszigo cowjyka, to szukonie synsu (czyli uzasadniynio) cowjyka i wartości, kerymi mo się kerować w życiu” (s. 20). Przede wszystkim filozofia u Kika – a tego z pewnością nie ma u Tischnera – jest poszukiwaniem lektur i co najważniejsze: interpretacją tekstu i notowaniem. Ten trud podejmuje jeden człowiek, a jego samotna historia filozofii jest historią emancypacji, odnajdywaniem siebie.

I tutaj pojawia się zasadniczy problem „Filozofje po ślonsku” – problem dziedzictwa. Młody Kik erbnoł kofer z notatkami dziadka, a prócz tego również zamiłowanie do mądrości starego Kika. Ale czy dziadek nie jest tu symbolem śląskości, która przejmuje i przyswaja wielką kulturę myślenia, a wnuk, który określa siebie skromnie jako redaktora („(…) zaznacza sam yno, że żech nic w tym tekście niy zmjynioł, bo to jes przecanś tekst dziadka a niy mój” [s. 22]), nie stanowi tu symbolu odrodzenia? Nasi dziadkowie pamiętają dwa oblicza Śląska – przedwojenne i późniejsze. A my zostaliśmy wychowani przez dziadków… Można symbolikę zaproponowaną przez Kika (a właściwie dwu Kików) rozwijać w różnych kierunkach. Odnosić do własnych doświadczeń i dowolnie wzbogacać. Aura tej książki – mimo pozornej prostoty zamysłu – jest niezwykła, prowadzi nie tylko do rozważań nad filozofią (być może nawet filozofia jest w książce tylko pretekstem), lecz porusza (ale zawsze jakby niechcący, mimochodem i bez zobowiązań) całe gamy problemów, które, bez skojarzeń z Diltheyem, można określić jako problemy życia.

Miałem przyjemność być jednym z pierwszych czytelników „Filozofje po ślonsku”. Patrzyłem autorowi przez ramię na powstawanie kolejnych, poświęconych poszczególnym myślicielom rozdziałów i zastanawiałem się, co jest celem tej książki. Z pewnością nie chodzi tylko o to, aby napisać podręcznik do historii filozofii w mowie śląskiej, ani tylko o to, by przybliżyć problematykę filozoficzną miłośnikom śląszczyzny. Właściwą opisaną w tej książce przygodą jest odnalezienie języka śląskiego dla potrzeb królowej nauk, odpamiętanie tych obecnych w śląszczyźnie filozoficznych elementów – pokazanie, eli idzie po slonsku ôzprawioć o filozfie oby w godce Kanta czy Norwida, czy jak powątpiewa dziadek Kik: „(…) mom sam być gizdym, kery bjere sie za tak wjelko spościzna filozoficzno-naukowo i chce śniy pora notatek zrobjyć…” (s. 90).

Chodzi tu więc o wyzwanie, które stanęło swego czasu przed myślicielami, chcącymi uprawiać filozofię w swoim języku – przed Dantem, Kartezjuszem i Kantem. To oni w dużej mierze tworzyli filozoficzne systemy pojęciowe swoich języków, przyjmując przetworzone w wiekach średnich dziedzictwo greki i łaciny. Ale i później, po tym, jak języki filozoficzne okrzepły, zawsze obecny pozostawał w nich problem przekładu, problem przyswojenia. Współczesne języki filozoficzne łączy zatem to, że są one bez wyjątku oparte na kaskadach tłumaczeń, przyswojeń i słowotwórstwa. Ich źródłem są zawsze – jak zauważył Dante – „języki ludowe” i pomysły samych filozofów, co do dziś widać jeszcze w podwójnym, homonimicznym życiu wielu wyrażeń, które potocznie znaczą zupełnie co innego niż w żargonie filozofów.

Śląszczyzna – z wieloma dialektami, swoją otwartością na nowe frazy i tolerancją wobec odmian języka – jest tu na pozycji uprzywilejowanej. Z łatwością przyswaja niemieckie i polskie terminy oraz związki frazeologiczne. Nie ma zatem na trwale ustalonego i przez to ograniczonego zasobu, wobec którego nowe słowa mogłyby brzmieć „obco” albo niewłaściwie (co bywa zmorą polskich tłumaczy). Jest źródłem, które nie tylko trudno wyczerpać, ale nawet trudno przejrzeć i przewidzieć jego możliwości.

Wobec tego powstaje tu pewien „paradoks”: kwestia uznania języka śląskiego w odniesieniu do uprawiania filozofii nie ma znaczenia. Mamy tutaj do czynienia z zupełnie nowym zagadnieniem – czy śląszczyzna (niezależnie od swojego administracyjnego i politycznego statusu) jest na tyle wyspecyfikowana, że można z jej pomocą referować zagadnienia o wysokim poziomie abstrakcji? Książka Marcina Kika daje pozytywną odpowiedź. „Bjera to za swoje i ida dali” (s. 121) – można przeczytać na koniec wykładu o Kancie i jest to motto autora.

Kik korzysta z mowy śląskiej w sposób zbliżony do polszczyzny popularyzującej filozofię. W kolejnych fragmentach referujących teorie ważnych, zdaniem autora, myślicieli pojawia się szereg „polonizmów”, które bynajmniej nie rażą i mieszczą się w tolerancyjnej i szerokiej formule języka śląskiego, a przy tym ułatwiają lekturę: streszczając poglądy Hegla na historię Kik pisze: „Nawet, jak czowjyk ryalizuje swoje chcynie, to w sumje w sposób niy uśwjadomjony ryalizuje cel łogolny Dziejow – a ta sytuacjo Hegel nazywo »chytrościom rozumu dziejowygo«…” (s. 128 ). Korzysta tutaj z dobrze sprawdzonego repertuaru słów, który czyni tekst zrozumiałym, zarówno pod względem treści, jak i językowo, także dla osób nieosłuchanych ze śląszczyzną. Przyglądając się poszczególnym rozdziałom „Filozofii…”, warto zwrócić uwagę nie tylko na sposób przedstawiania materiału, ale również komentarze do referowanych teorii. Przy okazji omawiania poglądów Maxa Stirnera pojawia się taka uwaga: „Cytanie skrajnych łopini jes uo tyla ważne bo pokazuje, że konsekwyntne podonżanie za jednom myślom zamyko nom inksze perspektywy i problemy z tym zawionzane. Jak sie filozofuje to cza wjedzieć kedy sztopnonć, a może nawet cofnonć sie pora krokow do zadku, by niy skorzi niy zapyndzić sie tak daleko, że już yno gowom w mur bydziem ożno walić” (s. 134). Na całą książkę składają się zatem dobór myślicieli, sposób ich przedstawienia i komentarze, które czasem można czytać w szerszym kontekście.

Praca Kika – jak każda wypowiedź – składa się z tego, co się w niej rzekło, i tego, co w niej przemilczano. Czasem ten drugi element jest ważniejszy. Sądzę, że tak jest i w tym wypadku. Tym, co przemilczane, co kryje się pod skórą tekstu, okazuje się wyzwanie, jakie stanowi odpowiedź na pytanie: czy język śląski jest w stanie obsłużyć tradycje filozoficzną, czy nadaje się do tego, aby kodować w nim abstrakcyjne schematy rozumowania? Czy symboliczna spuścizna dziadka Kika będzie zalążkiem filozofii uprawianej po śląsku?

Ta książka to dwie symboliczne historie. W „Filozofie po ślonsku” wielka historia filozofii jest nie tylko dziedzictwem przodków, ale również historią filozofowania kogoś pojedynczego, jednostkowym doświadczeniem człowieka.



LITERATURA:

Tischner J. „Historia filozofii po góralsku”. Kraków 1997.
Marcin Kik: „Filozofjo po ślonsku, czyli heft do historje filozofje dziadka Kika”. Wydawnictwo Silesia Progress. Kotórz Mały 2015.