Wydanie bieżące

1 maja 9 (273) / 2015

Tomasz Misiewicz,

BENZEDRYNA, CZYLI KŁAMAĆ KAŻDY MOŻE ('HOTEL MINISTER' W REŻ. G. CASTELLANOS)

A A A
W przedsionku łódzkiego Teatru Powszechnego mijamy ściany wytapetowane zdjęciami Konrada Swinarskiego. To dobry prognostyk przed degustacją spektaklu „Hotel Minister” Raya Cooneya (autora takich komedii, jak „Mayday” czy „Okno na parlament”). I choć gatunki, jakim hołdowali obaj twórcy, są diametralnie różne, to troskliwy patronat Swinarskiego wydaje się dobrze wróżyć poziomowi sztuki Cooneya. Niestety, realia sceniczne, co łatwe do przewidzenia, nie są łaskawe dla wielbicieli kunsztu pierwszego ze wspomnianych autorytetów. Zasadne wydaje się jednak pytanie: czy sztuka zagrana w Teatrze Powszechnym trzyma poziom właściwy produkcjom angielskiego mistrza farsy?

Fabuła nie jest przesadnie skomplikowana. Oto w hotelu Minister zamieszkał wraz z żoną poseł Ryszard Wolski. Przyjechał na posiedzenie parlamentu. Zanim jednak zasiądzie w poselskiej ławie, chce, pod chwilową nieobecność żony, spędzić upojny wieczór z uroczą sekretarką. Planów tych nie pochwala jego asystent, Dobiesław Ryski, który obawia się skandalu -  szczególnie, że kolejnego dnia w parlamencie ma zostać poddana pod głosowanie ustawa o korupcji, upadku moralności i walce z pornografią. Sekretarz wykonuje polecenia szefa, wywołując lawinę nieoczekiwanych komplikacji. W tym miejscu prosta z założenia sztuka zaczyna irytować natrętną manierą mnożenia nieprawdopodobieństw.

Gęstość infantylnych dialogów wypełnia czas spektaklu tak ściśle, że w pewnym momencie widz nie reaguje już na pointy, zwischenrufy i repliki, lecz co najwyżej na aktorską gestykulację i pozy. Te zaś w żaden sposób nie wzbogacają rachitycznej materii komediowej. W dialogach zaś bryluje syndrom zapętlenia. W przedstawieniu opartym na nieporozumieniu sytuacyjnym wiodące postaci współzawodniczą w sztuce permanentnego oszukiwania swoich partnerów. By jednak czynić to wiarygodnie, gubią się w swoich zeznaniach, wprowadzając akcję na coraz wyższe piętra absurdu. Absurd jest władcą tego widowiska i merda niczym ogon psem. Kłamie poseł, jego żona, sekretarz, kochanka. „Jestem Ryski, robię, co mogę, i to dla wszystkich” – credo wypowiedziane przez asystenta ma tłumaczyć jego aktywność publiczną, lecz de facto zaledwie wytycza granice jego elastycznego morale. Jeżeli autor chciał zawrzeć w tej postawie jakąkolwiek pointę, to można tylko spekulować o jej treści. Czy jest nią fakt, że politycy z definicji kłamią częściej niż inni obywatele? Że polityka to szwindel? Miałkie to przesłanie, ale dla odbiorców „Hotelu Minister” wydaje się w sam raz. Równie prosty i niewyszukany jest królujący na scenie dowcip. Bohaterowie często lądują w czyimś kroku lub niechcący zostają przyłapani na czynnościach imitujących akt kopulacji. Zdarza się, że komuś spadają spodnie. Odtwórca roli sekretarza Dobiesława  (Jakub Firewicz) wydaje się najjaśniejszym punktem ekipy aktorskiej, choć i jego kreacja nie jest pozbawiona przesady. Wydaje się, że gdyby reżyser (Giovanny Castellanos) nie szedł na skróty, tworząc kreacje ociosane topornym dłutem, aktorom  udałoby się stworzyć role ambitniejsze i nieco bardziej wyrafinowane. A tak – z magmy chaosu trudno wyłowić wartości dodane. Sceniczny bałagan można uzasadnić tym, że jeden z bohaterów myli lek na alergię z benzedryną – środkiem pobudzającym. Tłumaczyłoby to histeryczne wręcz diapazony, na jakie reżyser pchnął swoją ekipę. Trudno mieć jednak do niego przesadne pretensje. Konwencję sztuki określił autor dramatu, a reżyser skwapliwie za nią podążył. Spektakl nie jest przecież całkowicie pozbawiony wartości. Jego atutem jest muzyka, skomponowana przez Marcina Rumińskiego. Zwraca także uwagę scenografia autorstwa Wojciecha Stefaniaka.  

„Hotel Minister” miał swoją premierę 11 października ubiegłego roku. To arcyważna data w dziejach naszego kraju. Jednak nie za sprawą spektaklu Teatru Powszechnego, a sukcesu polskiej reprezentacji piłki nożnej, która w tym dniu po raz pierwszy w historii pokonała drużynę Niemiec.
Ray Cooney: „Hotel Minister”. Reżyseria: Giovanny Castellanos. Scenografia i kostiumy: Wojciech Stefaniak. Muzyka: Marcin Rumiński. Obsada: Katarzyna Grabowska, Marta Jarczewska,  Natalia Rewieńska, Barbara Szcześniak, Jakub Firewicz, Jakub Kotyński, Damian Kulec, Piotr Lauks, Arkadiusz Wójcik. Premiera: 11 października 2014 r. Teatr Powszechny w Łodzi.