Wydanie bieżące

1 maja 9 (273) / 2015

Dawid Kujawa,

'MNIEJSZA O TO, CZY POEZJA JEST MOŻLIWA, SKORO ŻAR PRACUJE'. KRZYSZTOF SIWCZYK I AFIRMACJA

A A A
We wszystkie przepaście bez dna niosę jeszcze błogosławiące swe „tak”
Fryderyk Nietzsche
1.

To ciekawe, że prawdziwie dzikim dzieckiem Krzysztof Siwczyk staje się dopiero w swoich ostatnich tomach poetyckich. Ponieważ każda niemal próba zmierzenia się materiałem, jakim są jego teksty, kończy się zwykle wnioskami o tkwiącym głęboko w tych wierszach nihilizmie i o ich, najprościej rzecz ujmując, apokaliptycznym (lub postapokaliptycznym, ewentualnie postpostapokaliptycznym) tonie, prawdopodobnie forsowanie tezy o afirmatywnym zabarwieniu utworów Siwczyka uznane zostanie za gest samobójczy lub niezrozumiały. Z pewnością nigdy nie podejmowałbym takiej próby, gdybym nie był szczerze przekonany, że poezja ta jest przesiąknięta myślą afirmatywną, nawet wtedy, gdy dotyka „spraw ostatecznych”. Aby uniknąć nieporozumień, postaram się w jasny sposób wyłożyć, czym w moim odczytaniu przywołana koncepcja jest.

Trajektorię, wzdłuż której porusza się myśl afirmatywna, wyznaczyć można, oczywiście dokonując znaczącej symplifikacji, za pomocą trzech nazwisk: Spinoza, Nietzsche, Deleuze. Aby przesadnie nie komplikować wywodu, ograniczam się do absolutnie podstawowych elementów „łańcuszka”, nie naniżę tu zatem Lukrecjusza i Michela Foucaulta, myślicieli, których wkład w interesujący mnie problem był mimo wszystko niebotyczny.

2.

Baruch Spinoza, pierwszy paciorek, w „Etyce” obwieszczając Deus sive Natura rewokuje wszelkie dualizmy (zob. Spinoza 2008) – Sokratejski (wiedza prawdziwa i fałszywa), ale przede wszystkim Platoński, profilujący całą myśl zachodnią i ustanawiający dla niej trwałe, do dziś trzymające się mocno ramy. Wartości transcendentne oddzielają od życia, bo kierują uwagę na to, co nie dość że znajduje się poza życiem, to nigdy nie będzie w zasięgu ręki i pozostawać będzie jedynie obiektem pożądania. Transcendencja kieruje nas prosto do braku, do „afektów smutnych” i trzech uosabiających je figur: niewolnika, tyrana i księdza, a stąd już prosta droga do drugiego paciorka, spinozysty Fryderyka Nietzschego i jego słynnej teorii resentymentu. Afirmowanie wartości transcendentnych wcale nie jest afirmacją, lecz całkowitym jej przeciwieństwem, przejawem antywitalizmu: to afirmacja Osła, który siłom reakcyjnym mówi „Ta-ak”, z dumą niesie ciężar. Tym sposobem dochodzimy do Gilles?a Deleuze?a, który w swoim otwartym projekcie filozoficznym do końca pozostał wierny spinozjańskiemu „szałowi immanencji” (lacaniści tacy jak Žižek widzieć w tym będą wręcz „witalistyczny faszyzm”). Praca filozofa bowiem, podobnie jak praca artysty i naukowca, opiera się na nie na refleksji, ale na eksperymencie i na tworzeniu: „Nikt […] nie jest większym przeciwieństwem twórcy niż ktoś, kto niesie. Tworzyć to odciążać – odciążać życie, wynajdować jego nowe możliwości. Twórca jest prawodawcą – tancerzem” (Deleuze 2012: 64), nie chodzi przy tym jednak o postulowany przez ruchy Wielkiej Awangardy „postęp” (do szczętu przesiąknięty resentymentem), ale o zmianę obrazu myśli: jeśli celem sztuki jest produkowanie wrażeń, zaś celem nauki produkowanie funkcji, celem filozofii jest produkowanie pojęć, które wyznaczają punkty na płaszczyźnie immanencji – myśliciel jest kartografem. Doskonale oddaje to jedna z moich ulubionych metafor zaproponowanych przez Nietzschego i kilkukrotnie przywoływanych w pismach Deleuze?a: „[…] jeden myśliciel wypuszcza strzałę w pustą przestrzeń, drugi zaś podnosi ją i wypuszcza w innym kierunku” (2007: 126).

Nowe pojęcia, wrażenia i funkcje nie są niczym innym niż urządzeniami posiadającymi trzy rodzaje linii, które pozwalają na różne sposoby inwestowania pragnienia: pomiędzy liniami molarnymi (odpowiedzialnymi za budowanie wyraźnie oddzielonych od siebie segmentów, innymi słowy za terytorializację) oraz liniami ujścia („monizującymi”, umożliwiającymi deterytorializację, unieważniającymi granice między kodowanymi elementami) istnieją jeszcze linie molekularne, które mogą prowadzić do niedużych modyfikacji w sposobie działania urządzenia, i choć nie są w tym tak skuteczne, jak linie ujścia, nie są też tak łatwo dostrzegalne i opresywne jak linie molarne (Deleuze, Guattari 2014: 234, 237–238). Maszyny tworzą przy tym skomplikowaną sieć połączeń, oddziałują zatem również wzajemnie na siebie. Uproszczeniem ryzykownym, acz może potrzebnym, byłaby teza: afirmacja w tekście poetyckim jest działaniem prowokującym istotne zmiany na płaszczyźnie immanencji, bez tworzenia złudzeń, że immanencja jest immanentna „czemuś”.

3.

Wszystko stanie się jasne, gdy zmienimy optykę i na wiersz Siwczyka spojrzymy z perspektywy maszynizmu: utwory z pierwszych książek gliwickiego poety mają raczej organizację molarną, bo skonstruowane są tak, by działać w jasno uregulowany sposób, doskonale znany przygotowanemu do „interpretacyjnego” odbioru czytelnikowi. Wiersz realizuje pewne założenia, linie ujścia są tu niejako blokowane, bo to co kodowane, nie pozwala swobodnie płynąć strumieniom pragnienia. Taką konfigurację doskonale widać w wierszu „Rysunek palcem” z debiutanckiego tomu autora:





Na stole między kciukiem a kostką maggi

namalowała cukrem pudrem

Boga tylko dla siebie

Wszedłem do kuchni Ona cicho

zdmuchnęła Boga ze stołu

za wypastowane linoleum

a palce dała mi do oblizania

Moje oczy zamknęły się natychmiast

jak centralny zamek i w ustach poczułem

Jego ciało i smak

(LO: 17)

Naturalnie wciąż mamy tu do czynienia z produkcją wrażeń, wrażenia te mogą jednak powstawać w ściśle wyznaczonych punktach terytorium: prosta sytuacja liryczna, jasno określony podmiot, konwencja wyznania, spójny komunikat itd. „Molarny funkcjonalizm jest […] funkcjonalizmem, który nie idzie wystarczająco daleko, który nie dociera do tych regionów, w których projektuje pragnienie, niezależnie od makroskopowej natury tego, czym jest projektowanie” (Deleuze, Guattari 1983: 181). Taka organizacja pozwala sprawować pełną kontrolę nad urządzeniem, jakim jest wiersz, a nawet ukryć jego maszynową ontologię, skonstruowany w ten sposób utwór jawić się może bowiem jako statyczny byt, w gotowości oczekujący na hermeneutyczną interwencję czytelnika, który nie zorientuje się nawet, że ma przed sobą coś nieustannie pracującego, że jest świadkiem procesu produkcji. Ten model obcowania z tekstem już na wstępie zastawia na czytelnika sidła resentymentu, dewaloryzując sam wiersz, odmawiając mu atrybutu aktywności i czyniąc go jednie nośnikiem niedostępnego sensu – „prawdziwie wartościowego” składnika literatury.

4.

Twórczość Krzysztofa Siwczyka przemierza drogę od „pchnięcia kulą” do „surfingu” – „Jak dopasować się do ruchu wielkiej fali albo wznoszącego się prądu powietrznego? Jak «wejść pomiędzy», zamiast zapoczątkowywać pewien wysiłek – oto zasadnicza kwestia” (Deleuze 2007: 130). Niełatwo wskazać moment przełomowy, zmiana idiomu autora „Wierszy dla palących” ma raczej charakter ciągły, nie jest i nie może być zmianą doprowadzoną „do końca”, obserwować możemy jej płynność, bez wątpienia ważnym punktem w toku tej zmiany jest jednak moment publikacji poematu „Zdania z treścią”. Tutaj właśnie wyjątkowo przejrzyste staje się to, że Siwczyk systematycznie traci stabilne punkty oparcia i odblokowuje kolejne linie ujścia: od wyrazistego puentowania i wykorzystywania układów „typowych”, zorganizowanych molarnie, do swobodnego przebiegu bloków perceptów i afektów, który swoją najpełniejszą formę uzyskuje w postaci poematu z bardzo szeroką frazą. Czytelnik Siwczyka jest Ariadną poddaną procesowi stawania-się-aktywnym: opuszcza „ociężałego” Tezeusza, który doskonale wie, czym wiersz ma być, by związać się afirmującym Dionizosem, uosobieniem sił aktywnych, któremu wiedza Tezeusza do niczego nie jest potrzebna: resentymentowi przeciwstawiony zostaje eksperyment.

Fakt, że utwory poety zachowują autobiograficzny sznyt (najbardziej schowany chyba w „Centrum likwidacji szkód” i w „Koncentracie”, później jednak powracający), paradoksalnie działa na korzyść ich coraz bardziej radykalnej językowej ekspresji: takie sprzężenie uzmysławia, że ekspresja owa nie jest zawieszona w urojonym, tekstowym świecie, ale nadal spełnia swoją przedstawieniową funkcję, uwaga zostaje jednak skupiona właśnie na liniach ujścia. Mamy tu zatem do czynienia z siłami deterytorializacji dokonującymi sabotażu wewnątrz doskonale zorganizowanego „przedstawienia”, które jako urządzenie wkracza na drogę stawania-się-innym, przeistacza się. „[...] molekularne ucieczki i ruchy byłby niczym, gdyby nie powracały one do molarnych organizacji, by przetasować ich segmenty” (Deleuze, Guattari 2014: 253). Tam, gdzie tekst unika molarnej strukturyzacji (np. figuratywnych, rutynowych sytuacji lirycznych), tam stawiać może czytelnikowi opór, wynika to jednak wyłącznie z nawyków czytelnika, który styranizowany został przez maszyny molarne, w związku z czym bliższy jest mu scentralizowany model działania aparatu państwa (zawsze dążącego do zachowania obecnego stanu rzeczy) niż model działającej przeciw państwu nomadycznej maszyny wojennej. Niemożliwość zajścia ruchów deterytorializacji bez istnienia pewnego terytorium i osobnicza dyskrecja pracy schizofrenii w liniach ujścia – to dwie strony słynnego: „nigdy nie widzieliśmy schizofrenika” (zob. Deleuze, Guattari 1983: 380).

5.

Choć głównym zadaniem sztuki jest produkowanie wrażeń, nie pojęć, warto przyglądać się temu, w jaki sposób te dwie formy pracy przenikają się, tworząc kompozycję rizomatyczną i wzajemnie się stymulując. Oczywiście twórczość autora „Koncentratu” pełna jest obrazów dezintegracji, rozpadu (być może warto przyjrzeć się temu zjawisku z perspektywy ostatniego etapu Nietzscheańskiego przezwyciężania nihilizmu), ale w ciekawy sposób – jestem przekonany, że zupełnie poza intencją autora – tematyzacji podlega tu kwestia Spinozjańskiego monizmu i wyrastającej z niego koncepcji „radykalnej” immanencji.

Fresk w zimnej celi opowiada o własnej zagładzie, nic poza tym.

([Incydentalny horyzont określa cel podróży], CLS: 5)

[…] chowaliśmy się wśród społecznej większości,

niemej jak mysie złudzenia, delikatnie recytowane na akademii ku czci dnia akademii

(„II. W historii”, DB: 15)

chochoły zaglądają do szoferek aut prowadzonych przez te same chochoły

(„III. Wielkie zgromadzenie ponagleń”, DB: 31)

Metafora jako kompozycja o wertykalnym, hierarchicznym układzie zawsze flirtuje z transcendencją: jedno z jej ogniw jest tylko medium odsyłającym bezpośrednio do właściwego, tematycznego ogniwa. W jaki sposób transcendentny charakter metafory może zostać przełamany, tak aby ona sama została „położona”, tak by zmieniła swoją pozycję na horyzontalną, by filiację zastąpił alians? Na którymś z pięter przenośni pojawić się musi to, co znamy z niższego piętra, wysoko pozycjonowany temat utożsamiony musi zostać z sytuowanym niżej nośnikiem. Ta pętla to miejsce zagięcia wstęgi Möbiusa – mamy do czynienia z gładką powierzchnią (Z sentencji Paula Valery'ego: „skóra jest tym, co najgłębsze” Deleuze wyprowadza koncepcję filozofii jako sztuki powierzchni, zob. Deleuze 2007: 96, 2011). Warto zaznaczyć, że takie operacje nie są czymś symptomatycznym wyłącznie dla utworów Siwczyka: w polskiej poezji ostatniej dekady wracają one permanentnie, szczególnej, niespotykanej dotychczas intensywności i zagęszczenia nabierając w tomach roczników osiemdziesiątych (zob.: Taranek 2013, Szwarc 2013).

Z systemem filozoficznym Deleuze?a łączy autora „Danych dni” coś jeszcze: „Siwczyk zawsze pokazuje nam przestrzenie w taki sposób, iż odnosimy wrażenie, że mogłyby one pojawić się obok przestrzeni już istniejących…” – poeta bywa w swej pracy filozofem-kartografem (Kałuża 2011: 264).

6.

O wierszach, które silnie problematyzują sytuację komunikacyjną, a zatem między innymi o wierszach Siwczyka, często mówi się, że są szczególnie wartościowe ze względu na fakt, iż otwierają wiele ścieżek interpretacyjnych, czerpiąc w ten sposób z filozofii różnicy: w kontekście przedstawionych wyżej intuicji sformułowania takie wydają mi się nietrafione ze względu na ich – mimo wszystko – głębokie zakorzenienie w myśli statycznej.

Kondukt monideł w kwartale dołów i

rozproszenie przed słońcem.





Zostaje to, co widać w ziemi.

Tamto życie jeszcze, do dobicia,





wychodzi z cienia,

gdzieniegdzie.

(„Gdzieniegdzie”, G: 15)

Każda próba hermeneutycznej konfrontacji z tekstem takim jak powyższy skończyć się musi większym lub mniejszym fiaskiem interpretatora: z bloków perceptów i afektów, które „coś robią” czytelnikowi, nie wydobędziemy siłą „cennego kruszcu” transcendentnego sensu, tworzenie wrażeń może jedynie uaktywnić u czytelnika produkcję pragnienia odpowiedzialnego np. za polemikę z tekstem. „Rozgrzebywanie” języka postrzegam jako zabieg, który czyni wiersz-urządzenie znacznie bardziej produktywnym, bez problemu kierując strumienie pragnienia liniami ujścia: „kondukt monideł w kwartale dołów” działa, bo tworzy schizofreniczne pasmo, które wymyka się kodowaniu i kontroli urządzeń innego rzędu. Interpretacja jest kategorią z odmiennego porządku, dotyczy wiersza jako stabilnego materiału, na którym odbiorca pracuje, używając nadanych mu odgórnie narzędzi wypracowanych i legitymizowanych przez rozmaite kody społeczne. Kluczowe tymczasem są tu pytania: jak wiersz pracuje na mnie? Jak pracuje nad modyfikacją kategorii poezji?

7.

Trzeźwe spojrzenie, widział to kto, tak ograniczać pole działań

urojeń, naszej jedynej racji, która produkuje istnienie, zaciekle

głosząc własną nieomylność w konfrontacji z trupim ołtarzem cnót

zdrowego rozsądku, mamy go w bibliografii naszych fantazmatów,

ale nie skorzystamy, nie ma tłumaczeń dla rewelacji jaką jesteś, odruchu

ssania, droga awangardo, nie potrzebujesz plot stabilnych pojęć,

zmieć tła, na jakich odgrywamy obowiązkowe dramaty powagi,

kiedy ty tańczysz w swojej kolebce, rozprostowujesz się na naszych oczach,

bierzesz nas w obroty […]

(„Dokąd bądź”, DB: 78)

Nie sposób znaleźć u Siwczyka fragment, w którym bardziej dosadnie wyartykułowane zostałyby intuicje związane z działaniem maszyn abstrakcyjnych i ich produkcją: to punkt, do którego poeta dochodzi dzisiaj, coraz bardziej świadomie otwierając linie ujścia w wierszu. Co być może warte uwagi: ostatnia część poematu „Dokąd bądź” daleka jest w swojej treści od znanych z wcześniejszych dokonań twórcy obrazów zniszczenia, powiedziałbym nawet, że kwestia afirmacji podejmowana jest tu wprost, a nie dotyczy wyłącznie sposobu pracy tekstu.

Poezja afirmacyjna to poezja, w której maszyny pragnienia pracują nad wyraz intensywnie, a zatem taka, która nieustannie deterytorializuje molarną strukturyzację wiersza jako takiego i wyprowadza go na ścieżkę stawania-się, dając mu możliwość łączenia się z innymi maszynami (jak często słyszymy dziś: „czy to jeszcze jest poezja?”). Innymi słowy: każda dobra poezja jest z konieczności mniej lub bardziej afirmacyjna, bo unika działań zachowawczych, nie pozwala przejmować inicjatywy siłom reaktywnym, które bazują wyłącznie na tym, co skodyfikowane i związane z segmentarnymi liniami molarnymi. Twórczość Siwczyka z tomu na tom coraz mocniej zwraca się ku siłom aktywnym, stając się przestrzenią eksperymentu literackiego, ale i – jako maszyna afektująca czytelnika – społecznego, ze względu na stopniową zmianę obrazu myśli, do jakiej bezpośrednio prowadzi. Sprawnie działający wiersz, choć wielu dziś w to wątpi, może prowokować reorganizację urządzeń społecznych – i „mniejsza o to, czy poezja jest możliwa, skoro żar pracuje” („Urazy”, G: 17).





LITERATURA:





B. Spinoza: „Etyka w porządku geometrycznym dowiedziona”. przeł. I. Myślicki. Warszawa 2008.

G. Deleuze: „Nietzsche”. Przeł. B. Banasiak. Łódź 2012.

G. Deleuze: „Negocjacje. 1972–1990”. Przeł. M. Herer. Wrocław 2007.

G. Deleuze, F. Guattari: „A Thousand Plateaus”. Przeł. B. Massumi. London–New Delhi–New York–Sydney 2014.

G. Deleuze, F. Guattari: „Anti-Oedipus”. Przeł. R. Hurley, M. Seem, H.R. Lane, Minneapolis 1983.

G. Deleuze: „Logika sensu”. Przeł. M. Herer. Warszawa 2011.

A. Kałuża: „HOLO: architektura, kreacja i mity”. W: K. Siwczyk: „Gdzie indziej jest teraz”. Poznań 2011.

M. Taranek: „repetytorium”. Kraków–Internet 2013.

S. Szwarc: „Umowa o dzieło”. Poznań 2013.





Cytaty z wierszy Krzysztofa Siwczyka pochodzą z podanych poniżej tomów, które odpowiednio oznaczam skrótami:

LO – „List otwarty. 1995–2005”. Wrocław 2006.

CLS – „Centrum likwidacji szkód”. Wrocław 2008.

G – „Gody”. Poznań 2012.

DB – „Dokąd bądź”. Kraków 2014.