Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (275) / 2015

Michał Paweł Urbaniak,

WYJŚĆ Z CIENIA TRAUM (HANNA KOWALEWSKA: 'TAM, GDZIE NIE SIĘGA JUŻ CIEŃ')

A A A
Hanna Kowalewska – jedna z najciekawszych współczesnych polskich pisarek – ma na swoim koncie bogaty dorobek, na który składają się m.in. powieści dla dorosłych i młodzieży, zbiór opowiadań czy tomiki poetyckie. Popularność przyniósł jej poprowadzony z rozmachem pięciotomowy cykl o rodzinno-uczuciowych perypetiach Matyldy Malinowskiej-Just (kolejno: „Tego lata, w Zawrociu”, „Góra śpiących węży”, „Maska Arlekina”, „Inna wersja życia”, „Przelot bocianów”), którego ostatnia część ukazała się w 2011 roku. Obecnie Kowalewska powraca z powieścią „Tam, gdzie nie sięga już cień”, niezwiązaną fabularnie z jej ostatnimi książkami. Warto zauważyć, że wejście w odmienny literacki świat, zmierzenie się z inną konwencją to zwykle spore wyzwanie dla pisarza, który przez lata pozostawał twórczo „uwięziony” w jednej historii i wśród określonej grupy bohaterów.

Dwudziestosiedmioletnia Inka przyjeżdża do nadmorskiej miejscowości Jantarnia, gdzie dorastała. Przybywa na wezwanie umierającej ciotki Berty, która przez pewien czas była jej opiekunką. To dla Inki ważna, ale i bolesna wyprawa, próba zmierzenia się z dawnymi traumami, skonfrontowania z tragiczną historią, od której przez dziesięć lat uciekała. Bohaterka powraca do czasów dzieciństwa niejako odcinając się od życia w Warszawie, pracy w galerii, Grzegorza, z którym łączy ją luźny, niezobowiązujący związek (co znaczące, warszawski świat Inki jest w zasadzie w powieści nieobecny). Przekroczywszy próg domu starej ciotki, wchodzi niejako w inną rzeczywistość, czas zawieszony, „inny, niepokojący, nie do określenia, zastygły”. Powrotowi Inki do Jantarni towarzyszy wrogość, a nawet nienawiść otoczenia. W opinii lokalnej społeczności pozostała ona córką latawicy, diabelskim nasieniem, kukułczym jajem, pasożytem (żeby wymienić niektóre z określeń). To przybycie ożywia pretensje, bolesne wspomnienia, odkurza dawne plotki i rodzi nowe.

Inka jest bodaj najciekawszą postacią w „Tam, gdzie nie sięga już cień”. Warto zauważyć, że to zupełnie inny typ bohaterki niż narratorka cyklu o Zawrociu. Łączy je chyba tylko ogromna wrażliwość i naznaczony stratami życiorys. Matylda była silna, wychodziła naprzeciw światu, nie wahała się rzucić mu wyzwania, potrafiła walczyć o swoje, a jeśli upadała, zawsze udało jej się podnieść. Inka to postać pasywna, wycofana. Stara się uciec od swoich bolesnych wspomnień (choroba i śmierć matki, zawód miłosny, aborcja, maltretowanie psychiczne przez krewnych), zabijając w sobie wszelkie emocje. Samą siebie traktuje jak umarłą, która pozostała wśród żywych. Pozwala innym uderzać w siebie nienawiścią, na którą nie zasłużyła (mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że Inka była jedną z ofiar dramatu w rodzinie Krętów). Nie zwraca uwagi na prowokacje, wyzwiska, nie protestuje nawet wtedy, gdy Dominikowa – kuzynka Berty – pluje jej w twarz. Wydaje się zastygła w swoim bólu. Musi pogodzić się z bolesną przeszłością, aby odnaleźć samą siebie i żyć naprawdę. Szukając literackich powinowactw, można stwierdzić, że Ince całkiem blisko (pod względem tak biograficznym, jak i emocjonalnym) do Ani „Anity” Trawki z powieści Kowalewskiej „Julita i huśtawki”. Anita wychowywana przez oschłą ciotkę Stefę Kłącz nauczyła się tłumić emocje. Spotkała się też z taką samą nienawiścią rodziny po śmierci swej opiekunki. Podobnie jak Inka pozostawała w niepokojącej niewiedzy odnośnie własnej historii. Ten fragment poświęcony Anicie w dużej mierze mógłby się odnosić do głównej bohaterki „Tam, gdzie nie sięga już cień”: „Pytania zalegały na dnie jej pamięci jak ostre ciernie, otorbione wspomnieniami mijających dni. Anita umiała obchodzić te miejsca z daleka, ale bała się, że któregoś dnia straci czujność i wtedy dosięgnie ją ból – i to taki, którego może nie wytrzymać. Zacznie krzyczeć i już nie przestanie!” (Kowalewska 2003, s. 28).

W najnowszej książce Kowalewskiej pojawiają się także inne interesujące kobiece postaci: Berta Kręt zabijana przez śmiertelną chorobę i wspomnienia, zawieszona między życiem i śmiercią, istniejąca między bolesną jawą i jeszcze bardziej bolesnymi snami; stara zielarka Weronika, swoista wiedźma rozmawiająca z Bogiem i pozostająca najbliżej świata natury; owdowiała Danuta Patyk, która pomimo upływu czasu nie potrafi się uwolnić od brutalnego męża-alkoholika. Trzeba tu jeszcze wymienić rozchwianą emocjonalnie Ankę i dojrzałą, atrakcyjną Tamarę – obie kochają jednego mężczyznę i są jego ofiarami.

„Tam, gdzie nie sięga już cień” jest powieścią o toksycznych związkach miłosnych (lub szerzej – międzyludzkich) i próbach uwolnienia się, przerwania spirali nieszczęścia przechodzącego z rodziców na dzieci. Autorka „Góry śpiących węży” przedstawia niezwykle przygnębiający obraz miłości. Można stwierdzić, że u Kowalewskiej śmierć jest czynnikiem, który rozdziela, ale zarazem często scala. Najszczęśliwsza w powieści wydaje się samotna Truda Tryska, która pochowała swojego narzeczonego, a teraz pielęgnuje pamięć o nim. Małżonkowie Turbaczowie mają dla siebie najwięcej zrozumienia, kiedy Zygmunta zbraknie. Tomek Turbacz, rozmawiając z nieżyjącym ojcem, buduje mocną relację, której nie udało się stworzyć wcześniej. Szczere rozmowy prowadzą ze sobą również Berta i dawno zmarły Romek. Okrutny mąż Danuty nie dręczy jej po śmierci – to ona sama zadręcza się wspomnieniami, nie potrafiąc mu wybaczyć.

To psychologiczne portrety kobiet tkwiących w toksycznych związkach są najciekawsze w tej powieści. Anka mówi: „Wszystkie jesteśmy samotne i przetrącone” i te słowa można odnieść do większości bohaterek. Najpierw zostają skrzywdzone, nie zawsze świadomie, przez matki czy opiekunki, a potem niewłaściwie wybranych mężczyzn. Berta zmiażdżona psychicznie przez surową ciotkę nie umiała stworzyć dobrej, głębokiej relacji z mężem (związek Krętów przypomina małżeństwo Maurycego i Aleksandry Milskich z cyklu o Zawrociu – ona była tak samo nieprzystępna i wroga dla męża. Maurycy okazał się zbyt słaby, aby się zbuntować, za to Romek w „Tam, gdzie nie sięga już cień” inicjował pozamałżeńskie romanse). Anka, skrzywdzona w dzieciństwie kochanka Zbyszka, nie chce postępować jak jej egoistyczna, zaślepiona matka, a tymczasem podąża tą samą drogą. Historie kobiet wielokrotnie się powtarzają, jakby przebiegały według z góry ustalonego porządku. Aborcja, rozstania, straty, zdrady, poniżenie, rywalizacja, konflikty – to wszystko wpisuje się w biografie bohaterek. Inka, Tamara czy Anka muszą dojrzeć do tego, aby przerwać toksyczne związki, aby zmienić swoje życie. Ich kochanek Zbyszek tak samo jak jego ojciec angażuje się w romanse, nie bacząc na to, ile kobiet krzywdzi. Wychowany w toksycznej rodzinie, w której panował uczuciowy chłód, a pożądanie brało górę nad małżeńską lojalnością (Zbyszek był świadkiem zbliżeń erotycznych ojca i jego konkubin), kipi nienawiścią. Uzależnia od siebie kobiety ze swojego otoczenia – matkę, żonę, kochanki – manipuluje nimi, okłamuje je, poniża i wykorzystuje. Jedna z bohaterek powie: „On trzyma nas wszystkie na oddzielnych półeczkach, jak jakieś Barbie. Jedna półka nad drugą. (…) On nie umie inaczej. Nigdy się nie zmieni”. Życie Anki tkwiącej w tym „trwale nadpsutym” (jak sama go określa) związku upływa jej na oczekiwaniu na wiadomości od ukochanego, które „decydowały o wszystkim – o jej nastroju, rozkładzie dnia i planie na kolejne”. Dla Tamary ten romans jest rodzajem przedłużenia historii miłosnej z udziałem Romka. W imię tej relacji może wiele poświęcić (na przykład dziecko – i ona poddała się aborcji). Inka szczerze pokochała przybranego brata, który traktował jak żałosnego w swym przywiązaniu wiernego psa. Z kolei dla swej żony Alicji Zbyszek zupełnie nie ma szacunku, choć na użytek otoczenia odgrywa rolę dobrego małżonka. Powtarza on wzorce przekazane przez ojca, ale zarazem je karykaturuje. Romek, gdy naprawdę pokochał, porzucił żonę i inne kochanki, otwarcie cieszył się miłosnym szczęściem, skazując się na społeczny ostracyzm. Kiedy jego partnerka zachorowała, otoczył ją i jej dziecko troskliwą opieką. W Zbyszku trudno szukać śladów prawdziwej miłości, wbrew deklaracjom nie kocha on żadnej z kobiet, z którymi się związał. Jak się zdaje, jest nastawiony na swoistą mizoginistyczną zemstę. W finale powieści to właśnie on przegrywa – zostaje poniżony i pokonany przez swoje kochanki.

Hanna Kowalewska przyzwyczaiła czytelnika do ciekawych fabuł, pogłębionej psychologii złożonych postaci, umiejętności wytworzenia wyrazistego klimatu. To wszystko wpisuje się także w jej najnowszą powieść. Autorka „Innej wersji życia” powróciła do motywów właściwych swej twórczości. Są tu tajemnice rodzinne, trudne relacje między najbliższymi sobie ludźmi, kazirodcza miłość (choć oczywiście w tym przypadku to kazirodztwo ujęte w cudzysłów, Zbyszka i Inki nie łączyły więzy krwi – inaczej niż Matyldę i Pawła z cyklu „Zawrocie”). „Tam, gdzie nie sięga już cień” to proza mocna, duszna od emocji. Ta pozycja wyraziście wpisuje się w nurt literatury traktującej o pobrużdżonych dzieciństwach, występującej przeciwko tradycyjnym wzorcom związku czy rodziny. Hanna Kowalewska w jednym z wywiadów stwierdziła, że potrzebowała „doświetlić” tę ponurą powieść tak, aby wydarzenia dramatyczne splatały się z tragikomicznymi czy humorystycznymi. Niestety nie wyszło najlepiej – lżejsze w swej wymowie fragmenty niepotrzebnie „rozcieńczają” mroczny, duszny klimat. Mam tu na myśli przede wszystkim wątek Tomka Turbacza, jego związku z roztrzepaną Kaśką oraz sceny spotkań z kumplami przy piwie. Brak tym fragmentom charakterystycznej dla twórczości Kowalewskiej swady narracyjnej, a lekki ton, w jakim są utrzymane, kłóci się z zasadniczą treścią powieści.

Tomek – wzbudzający sympatię, lojalny, pełen ciepła – sprawdza się jako przeciwwaga Zbyszka, ale zarazem wydaje się zbyt „jasny” i wypada trochę blado w porównaniu z innymi bohaterami.

Rozczarować również może mało wyrafinowane zakończenie wzbogacone o niepotrzebny wątek quasi-kryminalny. Autorka „Julity i huśtawek” udowodniła, że potrafi tworzyć prawdziwie mistrzowskie finały w swoich powieściach – ten się jednak do takich nie zalicza. Można docenić to, że Hanna Kowalewska stara się przekraczać pewne konwencje we własnej twórczości (warto w tym miejscu zauważyć, że narracja w tej książce nie jest pierwszoosobowa, inaczej niż w książkach z cyklu o Zawrociu czy w „Julicie i huśtawkach”). Zasadna wydaje się też chęć rozładowania dramatycznych sytuacji humorem w celu zbliżenia literatury do prawdziwego życia, w którym tragedia często idzie w parze z komedią. Niestety w tym przypadku rezultat trudno nazwać zadowalającym.

„Tam, gdzie nie sięga już cień” to przejmująca, dobrze skonstruowana i wielopłaszczyznowa powieść o przemijaniu, utracie i odradzaniu się na nowo. Zamrożona w swoim bólu, bierna, a jednocześnie spragniona miłości, bezpieczeństwa i akceptacji Inka jest jedną z najciekawszych bohaterek, jakie wyszły spod pióra autorki „Kapelusza z zielonymi jaszczurkami”. Hanna Kowalewska opuściła Zawrocie i zmierzyła się z zupełnie nowym światem. Kolejną udaną książką potwierdziła swoją pisarską klasę. „Tam, gdzie nie sięga już cień” to – pomimo pewnych wad – naprawdę dobra literatura środka.





LITERATURA:

Hanna Kowalewska: „Julita i huśtawki”. Zysk i S-ka Wydawnictwo. Poznań 2003.
Hanna Kowalewska: „Tam, gdzie nie sięga już cień”. Wydawnictwo Literackie. Kraków 2015.