Wydanie bieżące

1 czerwca 11 (275) / 2015

Karolina Obszyńska,

ZWIERZĘCE "IMPROWIZACJE"

A A A
Kwietniowe, czwarte już „Improwizacje”, inicjowane przez Agatę Dudę-Gracz w Capitolu, można podsumować, przytaczając rzuconą swobodnie – w ferworze walki z niełatwą postacią Ślimaka – refleksję Sebastiana Pawlaka: „To jest jakiś folwark zwierzęcy!”

Tak było w istocie. Wcielając się w postacie Ślimaka, Psa, Osła i Świni, Ireneusz Czop, Sebastian Pawlak, Stefan Pawłowski i Maciej Maciejewski zbudowali na scenie obłąkańczy kolaż sytuacyjny, przenosząc widzów do przestrzeni zawieszonej gdzieś między stajnią wypełnioną zwierzętami a szpitalem psychiatrycznym, w którym leczy się schizofreników. A może to tylko metaforyczny świat, który niczym lupa wyolbrzymia najbardziej charakterystyczne ludzkie wady: upór, służalczość, przesadny introwertyzm czy nieokrzesanie?

Tak jak we wszystkich dotychczasowych „Improwizacjach”, aktorzy przeczytali listy ze wskazówkami od reżyserki dopiero na godzinę przed wejściem na scenę, a widzowie poznali ich treść po zakończeniu eksperymentu. Po ujawnieniu zadań, jakie Agata Duda-Gracz wyznaczyła artystom, widzowie, jak sądzę, nie byli szczególnie zaskoczeni – a to za sprawą sugestywnych kreacji aktorskich.

Scenę pokrywają snopy siana. Ślimak tworzy ze słomy imitację domu, który nosi na plecach, Psu służy ona do podkreślenia jego najbardziej psiej cechy, czyli umiejętności aportowania, dla Świni symbolizuje „słomę wystającą z butów”. To właściwie jedyna, poza wypchaną figurką kury, scenografia „Improwizacji”. Na scenicznym wzniesieniu uparcie stoi Osioł, niechętnie przemieszczający się w głąb przestrzeni gry, od czasu do czasu skubiący tylko źdźbła siana.

Powróćmy jednak do tego, co w „Improwizacjach” dla widzów i dla Agaty Dudy-Gracz najważniejsze, czyli kreacji aktorskich. Każdy z artystów wykazał się nie tylko imponującą spontanicznością i błyskawicznymi reakcjami w obliczu kolejnych scenicznych sytuacji, lecz także niebywałym talentem komediowym. Istotnie – nieporadny, rozczulający w postaci Ślimaka Pawłowski czy nieokrzesany Maciejewski pałający gorącą nienawiścią do wszystkich… psów wykreowali swoje role tak, aby stworzyć postacie komediowe. Efekt? Gromkie brawa.

Zabawny spektakl pokazał przy okazji, jak wszystkie te odzwierzęce cechy utrudniają relacje międzyludzkie – jak trudno jest Ślimakowi odnaleźć się w towarzystwie, a Świni uwolnić od uciążliwego stereotypu. Muzycznym tłem, również improwizowanym, zajął się Paweł Romańczuk. Tworząc podkład z dźwięków imitujących zwierzęce nawoływania, wspiera on swoich kolegów w budowaniu scenicznego napięcia.

Zanim zorientujemy się, że Świnia, Pies, Osioł i Ślimak to nie prawdziwe zwierzęta ani też nie wyłącznie ich metaforyczne ucieleśnienia, możemy pokusić się o jeszcze jedną, gdzieś zresztą podpowiadaną ze sceny interpretację – jesteśmy w szpitalu psychiatrycznym, a grupka zwariowanych zwierząt to schizofreniczni pacjenci. Niezależnie jednak od interpretacji, całość przedstawienia po raz kolejny okazuje się warta uwagi. „Improwizacje” Teatru Capitol to jeden z ciekawszych pomysłów w tym sezonie – obyśmy po wakacjach doczekali się jego kontynuacji. 
„Improwizacje”. Pomysł: Agata Duda-Gracz. Improwizowali: Ireneusz Czop, Sebastian Pawlak, Stefan Pawłowski i Maciej Maciejewski, Paweł Romańczuk. Tomasz Wesołowski. Współpraca: Sabina Misakiewicz, Daniel E. Groszewski. Odsłona czwarta: 27 kwietnia 2015. Teatr Muzyczny Capitol.