Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (276) / 2015

Przemysław Pawełek,

PRZEGRYŹMY TO JESZCZE RAZ (CHEW: MIĘDZYNARODOWY SMAK)

A A A
Pierwszy tom serii duetu Layman-Guillory pozostawił mnie z dysonansem poznawczym. Oto otrzymaliśmy pięć zeszytów przygód Tony’ego Chu: detektywa-cybopaty, który potrafi pozyskiwać informacje ze wszystkiego, co zjada. Kolejne zbrodnie zmuszały bohatera do konsumpcji tkanek naprawdę różnego pochodzenia (i w różnym stopniu rozkładu), często w celu poznania ponurych szczegółów morderstw. Z jednej strony John Layman zaproponował kryminał przemieszany z chwilami szokującym thrillerem, budzącym skojarzenia z czarno-komediowym wariantem „Milczenia owiec” lub dokonaniami Davida Finchera. Z drugiej natomiast wziął fabułę w duży cudzysłów (czy raczej „nakreślił” ją grubą, komiksową krechą) oraz doprawił niezbyt wyszukanym humorem. Całość zaś w cartoonowym stylu zilustrował Rob Guillory.

Być może zapowiedzi serii zbytnio nastawiły mnie na ponurą i duszną historię, w której wciąż pada deszcz, a dobro i altruizm (zakładając, że znalazłby się ktoś, kto chciałby je wcielać w życie) prowadziłyby wyłącznie do kolejnych dramatów. Otrzymałem za to coś zupełnie innego: zawód. Dodatkowo irytowała mnie pretekstowość elementów świata przedstawionego, bez których fabuła wiele by nie straciła. Gdyby zamienić zdelegalizowane mięso drobiu na narkotyki, a przy tym nie zmuszać Chu do jedzenia okropieństw, otrzymalibyśmy kolejny dość przeciętny serial policyjny. Zawód. Z pewną nieśmiałością sięgnąłem więc po drugi tom i proszę: albo tym razem byłem już przygotowany na to, co dostanę (a to przeważnie wiele zmienia w kwestii oceny), albo seria zaczęła się rozkręcać.

Layman wprowadza kolejne wątki, przenosząc przy okazji akcję z miasta do wyspiarskiej republiki bananowej. Mnożą się też bohaterowie: do Chu dołącza jego dawny partner, który w jednej z akcji stracił połowę twarzy. Pojawiają się również pracownica konkurencyjnej agencji rządowej, lokalny gubernator o aparycji Petera Lorre, kolejna postać o nietuzinkowych zdolnościach związanych z jedzeniem oraz osobnik rodem z klasycznych horrorów. Motorem działań protagonisty nie jest już tylko degustacja kolejnych trucheł. W „Międzynarodowym smaku” mamy bowiem szereg atrakcji: śledztwo, bijatykę w areszcie, nocną interwencję w wojskowej bazie czy małą rewolucję, nie mówiąc już o owocu nieokreślonego pochodzenia, który – podsmażony – smakuje zupełnie jak kurczak.

W dalszym ciągu nie jestem fanem „Chew”, choć muszę przyznać, że to przyzwoite, niezobowiązujące czytadło (a w czasie lektury zdarzyło mi się nawet kilka razy zarechotać). Nie przekonuje mnie co prawda kreska Guillory’ego, ale dałem się na chwilę porwać rollercoasterowi, jakim jest fabuła recenzowanego odcinka. Sporo w nim zwrotów akcji wychodzących poza sztampę poprzedniego tomu. Przybywa nowych wątków, a gdzieś zza trzeciego planu spoziera (pociągający za odpowiednie sznurki) znany już czytelnikowi Mason. Chociaż w mojej opinii „Chew” odbiega poziomem od innych serii ukazujących się pod szyldem Mucha Comics, lektura albumu nie będzie czasem straconym.

Czuję, że „Międzynarodowy smak” dość szybko zwietrzeje w mojej pamięci, ale przed trzecim epizodem już się bronił nie będę. Biorąc pod uwagę raczej pozytywny odbiór tej serii, może się okazać, że byłem po prostu recenzenckim marudą – w końcu dwie nagrody Harveya i kolejne dwa Eisnery o czymś świadczą. Dlatego zachęcam do samodzielnego skosztowania i jakościowej oceny owego komiksowego produktu.
John Layman, Rob Guillory: „Chew: Międzynarodowy smak” („Chew. International Flavor”). Tłumaczenie: Robert Lipski. Wydawnictwo Mucha Comics. Warszawa 2015.