Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (276) / 2015

Radosław Pisula,

ROZBITA TOŻSAMOŚĆ (BATMAN - DETECTIVE COMICS: GNIEW)

A A A
John Layman – niedawny gość festiwalu Komiksowa Warszawa – konsekwentnie kontynuuje swoją przygodę z Gotham City, stawiając Mrocznego Rycerza naprzeciw jego całkowitego przeciwieństwa – tajemniczego Wratha. Dodatkowo wprowadza do gry poczciwego doktora Kirka Langstroma, transformującego się w zabójczego Man-Bata. Dualizm i wiwisekcja ludzkiej tożsamości są wyrazistymi tematami przewodnimi kolejnego tomu „Detective Comics”.

Poprzednia historia prezentowała upadek Pingwina oraz zawłaszczenie jego pozycji przez Ignatiusa Ogilvy’ego, mianującego się od tamtej pory Pingwinem Cesarskim. Nowy tom jest mniej zwarty, a scenarzysta salwuje nam kilka historii – pozornie niepowiązanych, choć w tle spaja je konkretna nić fabularna. Na początku zostajemy wrzuceni w wir akcji, gdy Batman rozprawia się z atakiem ludzi-nietoperzy na jedną z bogatych dzielnic miasta. Wydarzenie to rozpoczyna wątek Man-Bata, będący wariacją na temat opowieści o doktorze Jekyllu i panu Hydzie, świetnie rozwijany przez cały album (jako kilkustronicowy dodatek do każdego z zeszytów).

Epizod został zatopiony w klimacie naukowego horroru i ma naprawdę zaskakujący zwrot fabularny, sprawiający, że to właśnie ten segment zapamiętałem najlepiej. Kolejną historią jest (pozornie) finałowe starcie Batmana z Ogilvym, który zaczyna wprowadzać w życie swój wielki plan, później natomiast obserwujemy (szczodrze doprawione wątkiem psychologicznym) śledztwo Mrocznego Rycerza poszukującego złodziejki tożsamości. Na koniec stajemy się świadkami kulminacji starcia protagonisty z tytułowym Wrathem (Gniewem) – seryjnym zabójcą policjantów, przewyższającym głównego bohatera pod względem wyposażenia, uzbrojenia i bezkompromisowości. To debiut klasycznego Anty-Batmana w świecie Nowego DC.

Lektura tomu umacnia w przekonaniu, że Layman dokładnie zaplanował swoją przygodę z Mrocznym Rycerzem. Umiejętnie rozstawia pionki na planszy, konsekwentnie kontynuuje wątki z poprzednich albumów i chce zostawić po sobie niezatarty ślad. Nieustannie stara się podtrzymywać uwagę czytelnika, czy to przez wprowadzenie nowych postaci czy przez krzyżowanie ze sobą różnych narracji. Całość chwilami przypomina komiksową wersję filmowego blockbustera, a sceny akcji (kiedy to Batman wykorzystuje różnorakie gadżety i zbroje, ciekawie zarysowując swoje technologiczne uwarunkowania oraz miejsce na trykociarskim nieboskłonie) sensownie korespondują z fabularnymi niuansami.

Nie są to opowieści idealne, ale stanowią dobry odpowiednik serialu telewizyjnego „do obiadu”: historia postaci nas angażuje, przyzwyczajamy się do nich i, co najważniejsze, chcemy wracać do tego świata, by zobaczyć, co będzie dalej – nawet jeśli wyczuwamy błędy całości (czasem wyraźnie kuleją dialogi, a niektóre rozwiązania emanują prostotą) oraz mamy świadomość, że produkt jest tylko solidną rozrywką. I bardzo dobrze, gdyż scenarzysta wcale nie udaje zbawcy rajtuzów, szczególnie, że warstwa graficzna to bardzo dynamiczne, chociaż dość konwencjonalne sekwencje z udziałem superbohaterów.

Gwiazdą numeru jest bez wątpienia Jason Fabok – fetyszysta detali oraz wizualny przyjaciel znanego w Polsce Davida Fincha. Mało który artysta potrafi z taką dokładnością kreślić gadżety bohaterów, pojazdy oraz destrukcję otoczenia. Dodatkowo Fabok konsekwentnie utrzymuje odpowiednio mroczny klimat opowieści. To na pewno wyższa półka z trykotami. Rysownika wspomagają Andy Clarke (pieczołowicie prezentujący systematyczną degrengoladę Man-Bata) oraz Scott Eaton (naśladujący Faboka, dzięki czemu przejście między ilustratorami jest bezbolesne).

„Gniew” stanowi bezpośredni dalszy ciąg poprzedniego tomu, jeżeli więc już lubicie Laymanowego Batmana, to z pewnością będziecie chcieli kontynuować tę przygodę. Bez znajomości „Imperium Pingwina” również można czerpać przyjemność z lektury, choć całość warto poznawać chronologicznie, ponieważ scenarzysta ma ciekawy pomysł na rozwój świata. Nie jest to na pewno kamień milowy komiksu, ale zapewnia naprawdę dobrą rozrywkę – szczególnie w zestawieniu z pojawiającymi się u nas wcześniej koszmarnymi opowieściami z Mrocznym Rycerzem autorstwa Tony’ego Daniela lub przywoływanego już Davida Fincha. Podstawa tomu, czyli postać Wratha, jest dość średnio nakreślona, a intryga rozwiązana zbyt pośpiesznie, niemniej reszta historii trzyma wysoki poziom, dzięki czemu ten gruby tom na pewno zapewni fanom Batmana rozrywkę na przyzwoitym poziomie.
John Layman, Jason Fabok, Andy Clarke, Scott Eaton: „Batman – Detective Comics: Gniew” („Batman: Detective Comics vol. 4: Wrath”). Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2015.