Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (276) / 2015

Mirosław Skrzydło,

GRZECHY OJCA (BEZ PRZEBACZENIA)

A A A
Belgijski twórca komiksowy, Hermann Huppen, słynie z niezwykle naturalistycznego prezentowania  czasów, w których rozgrywa się akcja pisanych przez niego historii. Kultowy cykl „Wieże Bois-Maury” to mroczna wizytówka średniowiecza, odartego z romantycznej otoczki, rycerskiego heroizmu oraz nadwornej szlachetności. „Jeremiah” sprawdza się wyśmienicie jako postapokaliptyczny wariant „Przygód Tomka Sawyera”, łączący elementy opowieści drogi oraz studium nastoletniej inicjacji. Dodajmy do tego „Comanche”, czyli bezwzględny antywestern, którego nie powstydziłby się Sam Peckinpah. W podobnym tonie utrzymane jest „Bez przebaczenia”: kolejne, po „Stacji 16”, wydane w Polsce wspólne dzieło Hermanna i jego syna, Yvesa H.

Culver Creek, hrabstwo Sweetwater, Roku Pańskiego 1876. Wyzuty z emocji Buck Carter, osławiony rewolwerowiec i morderca, przemierza jałowe tereny Wyoming, uciekając przed (moralnie wątpliwymi) stróżami prawa. Schronienie łotr odnajduje w rodzinnym domu, gdzie przed laty pozostawił małżonkę oraz małoletniego syna, Jeba. Carter nie ma co liczyć na ciepłe przyjęcie: potomek go nienawidzi, teść najchętniej wbiłby mu nóż w plecy, a była żona na nowo próbuje ułożyć sobie życie u boku przykładnego mężczyzny. Kiedy prześladowcy pod wodzą okrutnego Mastersona przybywają na farmę Daggetów, wywiązuje się strzelanina, w której wyniku kobieta i jej ojciec giną, Jeb zaś zostaje uprowadzony – przy braku jakiejkolwiek reakcji ze strony wyrodnego rodzica. Po trwającej pięć lat upadlającej niewoli młody Carter powraca na łono społeczeństwa jako wykolejeniec podążający szlakiem krwawej zemsty. W sukurs mordercy, za którego głowę zostaje wyznaczona sowita nagroda, przychodzi sam Buck, próbujący raz na zawsze wyrównać rachunki z bandą Mastersona, jak również ocalić syna.   

„Bez przebaczenia” to kameralna opowieść o rodzinnych więzach, grzechach ojca, społecznych uwarunkowaniach, winie, odkupieniu, a nade wszystko – tytułowej łasce. W dziele Hermanna pobrzmiewają echa powieści Cormaca McCarthy’ego (zwłaszcza „Trylogii Pogranicza”), „Dzikiej bandy” przywoływanego już Peckinpaha czy „W samo południe” Freda Zinnemanna. Śmierć zbiera tu spore żniwo, a szansa na litość i pokojowe rozwiązanie jest czystą iluzją. Nie znajdziemy w tej opowieści dobrodusznych kowbojów o klarownym kodeksie moralnym, pociesznych postaci stanowiących komediowy dodatek (tak eksponowanych w spaghetti westernach spod znaku Sergia Leone) czy pięknych dam. Protagonista komiksu nie działa w imię górnolotnych ideałów: jego „misja ratunkowa” to zaledwie niewielki przebłysk (wciąż?) drzemiącego w nim dobra. Skrajną degrengoladę reprezentują za to stróże prawa, w których szeregach dominują zboczeńcy, sadyści i skończeni psychopaci.

Mimo dość przewidywalnego finału i ogranych motywów recenzowana historia broni się bogactwem czarnych charakterów, jak również sugestywnym, opresyjnym klimatem, z którym świetnie koresponduje szata graficzna albumu. Obraz malowniczych plenerów uchwyconych w późnojesiennej aurze, tom wiele zyskuje dzięki akwarelowej kolorystyce. Dominujące barwy to pomarańcz, brąz i wszelkie odcienie szarości pogłębiające pesymistyczny wydźwięk utworu. Swoją rolę odgrywa również prezencja poszczególnych postaci (zwłaszcza Carterów i Mastersona), podobnie jak namalowane z wielkim pietyzmem sceny pojedynków. Chociaż „Bez przebaczenia” nie należy do najlepszych albumów w bogatym portfolio Hermanna Huppena, to z całą pewnością warto zapoznać się z tym tytułem. Więzy rodzinne są silniejsze od własnego bezpieczeństwa, a instynkt zabójcy zdaje się przechodzić z ojca na syna. Taka też surowa lekcja płynie z lektury opowieści graficznej twórców „Stacji 16”.
Hermann Huppen, Yves H.: Bez przebaczenia (Sans Pardon). Tłumaczenie: Jakub Syty. Wydawnictwo Komiksowe. Warszawa 2015.