ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 lipca 13 (277) / 2015

Sławomir Płatek,

WIERSZE

A A A
historia niewydarzona



od pierwszego ujęcia wiadomo że jest problem

piękno wynika z błędu i wpada w obłęd

stąd krok do zbrodni i do usprawiedliwienia

oczywiście jest też nowoczesny wystrój

(radio i wiatrak pod sufitem może nawet telewizor)

oraz nieszczęśliwie piękna kobieta



na klatce schodowej coś wyło potępieńczo

z biegiem czasu dowiadujemy się

że to wiertarki lub cierpiące ściany żelbeton pożerał

nas pożerany przez maszyny

skowytaliśmy aż zaczęliśmy przypominać gruz



wrzeszczący gruz może strzępki pamięci

trudne do powiedzenia i zapisania obcowanie

z realnością czasem objawia się

jako seks czasem jako objawienie

być może za dużo czytamy a chodzi o to

że był upał i że ludzie pili wódkę

i ktoś kogoś zabije zanim ten zabity

pomyśli że chce żyć



potem nastąpi opis i jego niestabilny gramatycznie czas

który lunatykuje po samym sobie i rozczłonkowuje

siebie kubistycznie rozrzutnie szpetnie

od czasu do czasu zdarzy się też

chwila przyjemności. Zapiszmy to poprawnie:

Chwila przyjemności. Taki moment,

kiedy jesteśmy zdolni do bezbłędnego piękna.



stacja pomiarowa



czekamy w zasadzie spokojnie i ewentualne objawy

to raczej nic groźnego już prędzej skutek bezczynności

na przykład minimalnie drżą ręce podające cegłę z ust do

uszu nieco więcej podtekstów może półtorasłówka

urywki transmisji ogryzki

rąk i talerze uciekające do posadzki na wstrzymanym oddechu czasu



nie wydają dźwięku tylko zapowietrza się

powietrze kaleczone skorupami jakby z pismem klinowym –



spokojnie to nie pismo tylko kąt padania złudzenie optyczne

powierzchnia jest gładka atrament jest sympatyczny a język

przezroczysty to są znaki wiemy czym są znaki

i jak się z nimi obchodzić język jest sympatyczny



nic nadzwyczajnego na tej głębokości mają prawo trzaskać

wręgi stękać grodzie puszczać zwieracze wynurzać się

oczy i języki z tego lekkiego nadmiaru wewnątrz

więc wypluwamy je i jest nadzieja że nie odrosną chwila

bezdechu bez tlenu bez siarki to jeszcze nic groźnego



albo to pewien rodzaj melancholii którą łatwo

pomylić ze spokojnym snem szaleńca to rodzaj

przekleństwa zbiorowego umasowiony bohater tragiczny

taki Villon podkładający saletrowe bomby w fast-foodach



to wisi w powietrzu za poślednie ziebro na haczyku

w kształcie § i dynda jak zadżumione zwłoki

może nie urwie się nadpsuty nadgarstek bądź skorodowany kabel

kręgosłupa jak na razie prąd płynie

wertykalnie spokojnie równym tempem rośnie tylko

różnica napięć w pomiarach trochę bardziej wychylają się

gapie z okien szukają czerwonych alarmów czarnego

czwartku czerwonych khmerów czarnych

koszul czerwonych baronów czarnych śmierci



prawie niezauważalnie estetyka nabiera gładkości

stali czyścimy rdzę żeby nie było o czym mówić jakby

nieco bardziej impulsywnie przecieramy szyby irytują nas

chropowatości wygładzamy efekt karbu zdania wolnym

krokiem przechodzą jedno w drugie

świat jest pełen wody i to zdaje się gwarantować istnienie

zamorskich miejsc płynnie ukrytych a ziemia obraca się

w żart nawet jeśli to ironiczna nadinterpretacja



rzeczy czekają w zmowie z czasem

rzeczy produkują rzeczy

materia wymyka się i nadal zakładamy

że kiedyś szczęśliwie całkowicie nam ucieknie

drobne błędy w obliczeniach staramy się ignorować

niuanse urocze drobiazgi bibeloty

najważniejsze to nie nudzić się

nie wiadomo jak długo trzeba będzie wytrzymać.