Wydanie bieżące

15 lipca 14 (278) / 2015

Michał Paweł Urbaniak,

KRÓLOWA ŻYCIA SCHODZI ZE SCENY (JACEK MELCHIOR: 'REGINA ZAMYKA DRZWI')

A A A
Swoją debiutancką powieścią Jacek Melchior wpisał się w nurt polskiej prozy podejmującej problematykę mniejszości seksualnych. „XXL – tragikomedia erotyczna” była pozycją dosyć wtórną (bo bazującą na charakterystycznych motywach i rozwiązaniach literatury LGBTQ), ale mimo to udaną. Teraz Melchior powraca z książką, w której przedstawia biografię kolejnej wyrazistej postaci (być może ciekawszej niż Wojtek – narrator „XXL…”) i zarazem pochyla się nad zupełnie innymi tematami. „Regina zamyka drzwi” to – najogólniej ujmując – opowieść o tym, w jaki sposób ciężką walkę z życiem, z której zawsze wychodziło się zwycięsko, przegrywa się na nieubłaganym finiszu, kiedy wrogami stają się starość i choroba.

Siedemdziesięciosiedmioletnia Regina Berger – polska emigrantka, oczekuje na przyjazd jedynego syna. Czuje się martwa, choć nadal pozostaje wśród żywych (jak stwierdza: „Życie najpierw odeszło, a teraz jeszcze się mści”). Dawniej pełna energii, dziś prawie unieruchomiona w swoim wiedeńskim mieszkaniu. Zawsze samowystarczalna, teraz skazana na pomoc dochodzących opiekunek. Piękna, pełna klasy i godności, wzbudzająca powszechny podziw i szacunek, obecnie jest stara, schorowana, nie panuje nad fizjologią. Nosi pieluchy, musi korzystać z aparatów słuchowych, po przebytej operacji nie może się uśmiechać, a zamiast wyciętego żołądka ma zaledwie tzw. „kieszonkę”, którą zapełnia kawiorem i alkoholem (jest to gorzka parodia minionego życia w luksusie). Bohaterka nie umie się odnaleźć w tej sytuacji („Niewiele wie o starości, poza tym, że ją widziała u innych. Była młoda przez prawie siedemdziesiąt siedem lat i nagle cyk, starość z dnia na dzień, z godziny na godzinę”). Tylko we wspominaniu znajduje namiastkę pocieszenia. Jak mówi: „Skończyłam marnie i nagle, ale przynajmniej się nażyłam”. Imię Regina oznacza „królowa” – bohaterka Melchiora była królową życia.

Wyróżniała się już jako mała Regina Sowa – jedno z wielu dzieci biednego wiejskiego kolejarza z Hajborka. Wobec wiecznej nieobecności ojca i bierności słabej matki, to właśnie ona została obarczona opieką nad młodszym rodzeństwem (wpojone jej wcześnie poczucie odpowiedzialności zostanie z nią na zawsze – przez wszystkie lata będzie wspomagać rodzinę materialnie i przesyłać paczki z Austrii). Wstydziła się wiejskiego pochodzenia, biedy, w której przyszło jej dorastać, braku odpowiedniego wykształcenia i pozbawionych większych ambicji, rażąco przeciętnych sióstr. To dlatego za wszelką cenę chciała uciec (co w końcu jej się udało). Regina wiecznie tęskniła za lepszym światem. Zrozumienie znalazła tylko u ciotki Jadwigi - bo przecież „tylko one w tej rodzinie są jakieś inne. (…) Nie, żeby bystrzejsze, ale jakoś bardziej ciekawe tego, czego dookoła nie widać, jakby nie wystarczało interesować się tym, co wokół jest. Niepasujące do otoczenia, ambitne, co dla wielu sióstr i braci ciotki Jadwigi oznacza – z pretensjami, a dla jej [Reginy – przyp. M. P. U.] rodzeństwa coś w rodzaju tajemniczego kokonu, w jakim ta ich Reginka sobie tkwi, niby obecna, a nie, niby obok, a jakby ponad”.

Jako dorosła kobieta Regina w nieustannej walce o lepsze jutro potrafiła wykorzystać możliwości, jakie dawały powojenne przemiany polityczne. Wykazywała się inteligencją i sprytem. Wkraczała na nieznane ścieżki, nie bała się nowych wyzwań zawodowych (była m.in. księgową czy urzędniczką w Urzędzie Stanu Cywilnego), zaskarbiała sobie powszechny szacunek. Poślubiła zakochanego w niej oficera, którego podziwiała za to, że wyrwał się z rodzinnej wsi i reprezentował sobą coś więcej niż jego prości bracia (jednak Stach okazał się obsesyjnie zazdrosny, a przy tym dość ograniczony, więc małżeństwo po wielu latach zakończyło się rozwodem). Regina Kacperska – bezkompromisowa i wytrwała – dbała o poziom życia swojej rodziny, zdobywała pieniądze (nie zawsze legalnie), nie pozwoliła na to, aby w wyniku ryzykownej operacji jej syn stał się kaleką. Znów znajdowała się „ponad” otoczeniem, którym w gruncie rzeczy gardziła. Jak zawsze dążyła do zdobycia czegoś więcej niż oferowała jej peerelowska rzeczywistość. Nie przestała wszak marzyć o tym, aby „objąć życie, lecz nie na odległość, a najbliżej jak się da… (…) Objąć życie to siebie samą objąć i przytulić w poczuciu, że tak, to jest właśnie to, o co chodziło i nawet jeśli można inaczej, to lepiej już nie”.

Ostatecznie bohaterka uciekła do Wiednia, aby sprzątać w domach zamożnych ludzi i na drodze odpowiednich machinacji stać się powszechnie szanowaną, cieszącą się poważaniem społecznym, bogatą Austriaczką – Reginą Berger. To kolejne jej wcielenie i według niej najszczęśliwsze (w dalekiej przyszłości zapyta syna: „Ha, jak to jest, że jedni po pięćdziesiątce kończą, a drudzy dopiero zaczynają?”). Wydaje się, że ostatecznie osiągnęła spełnienie. Całe życie dążyła do tego, aby „wciąż piąć się, wiedzieć coraz więcej i widzieć coraz więcej, wspiąć się i utrzymać na takiej wysokości, by nie złapała cię bieda i nigdy nie zaczęła szczypać. Nie chodzi o miliony, chodzi o niepodeptaną godność”. Jako Regina Berger na dobre zostawiła za sobą Hajborek, zadbała o najbliższych, związała się z mężczyzną, który stanowił przeciwieństwo jej męża.

Jacek Melchior przedstawia Reginę w momencie, w którym ta wywalczona godność została jej brutalnie odebrana przez chorobę i starość. Tworzy tym samym brutalny kontrast. Wspomnienia „królowej” są barwne (być może niekiedy upiększone), ale jednak bardziej realna okazuje się teraźniejsza samotność, a także trud w zrobieniu paru kroków, odór wymiocin, zgubiony aparat słuchowy, stanik wciśnięty w krocze zamiast pieluchy. Następuje zamiana ról w wielu aspektach – ekskluzywne mieszkanie przekształca się w swoisty bunkier, eleganckie stroje zostają zastąpione przez piżamy, silna kobieta staje się zniedołężniałą staruszką. To czas zmian również dla pięćdziesięcioletniego Pawła zmuszonego do zaopiekowania się matką. Jak dotąd to ona – „uparta, twarda, apodyktyczna kobieta, uosobienie Wszelkiej Racji o jakiejś szatańskiej energii i sile przekonywania” – roztaczała nad nim swoisty klosz ochronny (i w rezultacie Paweł wyrósł na człowieka słabego, pozbawionego pewności siebie, przyzwyczajonego do tłamszenia przez innych). Konfrontacja matki i syna tkwiących w toksycznej relacji to bardzo ważny wątek w tej powieści.

Życie Reginy Sowy Kacperskiej Berger to właściwie wieczna walka z „kompleksem Hajborka”. Można odnieść wrażenie, że bohaterka wcale nie uciekła z rodzinnej wsi i nadal istnieje tylko w kontraście do swoich sióstr i tego, co sobą reprezentują (a są to osoby przeciętne intelektualne, o nieciekawych biografiach, prowadzące dosyć nijakie życie). Regina ciągle podkreśla własną wyższość względem Krysi, Basi czy Gieńki i brzmi to tak, jakby próbowała przekonać samą siebie, że jest zupełnie odrębną kobietą, która nie ma nic wspólnego z tamtymi. Wszystkie cztery biorą udział w codziennym rytuale – siostry telefonują do Reginy, aby zadać parę konwencjonalnych pytań (w rodzaju: „Jak się czujesz”, „Jadłaś coś”), pochwalić się, ponarzekać i usłyszeć złośliwe odpowiedzi. Każda taka rozmowa jest dla Reginy utwierdzeniem się w przekonaniu o jej własnej wyjątkowości.

W tym kontekście warto zwrócić uwagę na słowo „wyreżyserowana”, które pojawia się tu wielokrotnie w różnych wersjach. Tytułowa bohaterka reżyseruje swoje życie (istotnym elementem jest reprodukcja obrazu Renoira „Panienka Irena” niektórzy biorą uroczą postać za Reginę w młodości i nie zostają wyprowadzeni z błędu). A jednak reżyseria zawsze oznacza maskę, fałsz, działanie zgodnie z opracowanym scenariuszem. Regina jest inteligentną kobietą, świadomą tego, że wchodzi w kolejne role, aby osiągnąć określone cele („Ciągła praca nad sobą i wieczna kontrola rezultatów. Oto, co jest sensem i czego brak się mści”). Podporządkowała swoje życie gorączkowej ucieczce z Hajborka (bo ta ucieczka nie skończyła się z chwilą, gdy Regina jako wchodząca w dorosłość dziewczyna opuściła rodziców i rodzeństwo). Jednak bohaterka Melchiora ciągle wraca do tamtego okresu – to może świadczyć o tym, że wcale nie wyszła z rodzinnego domu, nie pokonała też własnego wstydu, tylko nałożyła nań maskę. Czy zdała sobie z tego sprawę? To pytanie pozostaje bez odpowiedzi.

„Regina zamyka drzwi” to proza subtelna i wyważona. Jacek Melchior z dużym wyczuciem buduje wyrazisty portret psychologiczny królowej życia (być może królowej, która zawsze była naga, choć nie zdołała bądź nie chciała tego dostrzec). A jednak jego najnowsza powieść pod pewnymi względami rozczarowuje. Proporcje nie zostały właściwie zachowane – większość retrospekcji jest dosyć krótka, niektóre etapy życia bohaterki potraktowano z rażącą powierzchownością, a pojedyncze postaci pierwszego planu to tylko imiona.

Literatura polska ma w swoich szeregach wiele nietuzinkowych, silnych bohaterek, które sporo wymagały od życia i szukały szczęścia poza otaczającą je rzeczywistością, często na przekór społeczeństwu. Reginę Berger można włączyć w ich szeregi. Paradoks polega na tym, że Jacek Melchior, powołując ją do życia, nie zaofiarował jej wystarczająco dużo powieściowego miejsca (dla porównania: narrator „XXL, tragikomedii erotycznej” dostał go znacznie więcej!). A przecież właśnie w „XXL…” Melchior udowodnił, że stać go na rozmach. W powieści „Regina zamyka drzwi” (królewskiego) rozmachu niestety zabrakło, choć niewątpliwie należał się on tytułowej bohaterce. W rezultacie potencjał tej historii – skądinąd naprawdę interesującej – nie został w pełni wykorzystany.
Jacek Melchior „Regina zamyka drzwi”. Wielka Litera. Warszawa 2015.