Wydanie bieżące

15 lipca 14 (278) / 2015

Kinga Kasperek,

ARCHEOLOGIA PRZYSZŁOŚCI (MIROSŁAW FILICIAK, ALEK TARKOWSKI: 'DWA ZERO')

A A A
„Dwa zero. Alfabet nowej kultury i inne teksty” to konieczna lektura dla wszystkich, którzy chcieliby poczytać o związkach sieci i kultury w Polsce. Jestem pewna, że zadowoleni będą zarówno teoretycy internetu (przyjemne podsumowanie najważniejszych przemian, terminów, trendów), użytkownicy sieci (lekko i merytorycznie), pracownicy IT (warto sobie czasem przypomnieć o początkach branży i oddać się nostalgii) oraz osoby zainteresowane szeroko pojętą kulturą.

Książka składa się z esejów publikowanych przez Mirosława Filiciaka i Alka Tarkowskiego w latach 2009-2013 na łamach portalu dwutygodnik.com. Teksty zostały uporządkowane i ułożone w trzech częściach: „alfabet nowej kultury”, „archeologia przyszłości” i „inne teksty”. Najstarsza jest część „alfabet nowej kultury” pisana od kwietnia 2009 do kwietnia 2010. Jej celem było wyjaśnienie czytelnikom dwutygodnik.com najważniejszych pojęć z zakresu kultury i internetu. Znajdziemy tam więc takie pojęcia jak: hipertekst, fan, konwergencja, tag, ale i creative commons oraz nostalgia. Mogłoby się zdawać, że ten otwierający tom zbiór definicji łatwo znudzi czytelnika. Nawet bez znajomości tekstów Henry’ego Jenkinsa większość użytkowników sieci wie, czym jest fan fiction. Jednak skompresowana (a wciąż lekka) wiedza stanowi pewien punkt odbicia dla pozostałych tekstów – autorzy przywołują najważniejsze fakty w sposób bardzo przyjemny, budując bazę wiedzy dla ówczesnych czytelników dwutygodnika.com oraz dla teraźniejszych odbiorców książki. W kolejnej części – „archeologii przeszłości” – Filiciak i Tarkowski przyglądają się popularnym niegdyś postulatom i zjawiskom z pogranicza kultura-internet, starając się znaleźć dla nich miejsce w teraźniejszości. Można odkryć wiele ciekawych anegdot o zespole Kombi (jako symbolu nowoczesności w latach 80.), polskich początkach sieci i zmierzchu blogów. Najciekawsza jednak jest część trzecia, której daleko do przypadkowego zbioru niezagospodarowanych wcześniej tekstów (jak mogłaby sugerować jej nazwa). W „innych tekstach” można znaleźć niezwykle interesujące eseje, opisujące bieżące problemy kultury w sieci: prawo autorskie, niechęć instytucji do technologicznych rewolucji, otwarty dostęp, problem piractwa, poetykę Twittera…

Wszystkie teksty łączą się ze sobą w luźny, ale zrozumiały sposób. Razem portretują polski internet w latach 2009-2013, jednak, co istotne, autorom udało się uniknąć częstego błędu dotyczącego publikacji o sieci. Ich teksty kompletnie nie tracą na aktualności – niezależnie, czy mowa o eseju z 2009 czy 2013 roku. Wynika to z tego, że Filiciak i Tarkowski nie koncentrują się na portretowaniu konkretnych portali, serwisów – a nawet jeśli (jak w wypadku Twittera), to zawsze narzucają szerszy kontekst i umieszczają dany portal/aplikację/stronę w kontekście przemian kultury. To przemyślana i korzystna strategia – chociaż Twitter się zmienił i panują na nim inne trendy, diagnozy i przypuszczenia autorów są wciąż trafne.

Na uwagę zasługuje forma tekstów. Bardzo krótkie eseje, na zaledwie dwie-trzy strony. Zgodnie z zasadą tl;dr („too long; didn’t read”) doskonale dopasowują się do nowych wzorów komunikacji internetowej (w końcu pierwotnie były publikowane w sieci). Jest krótko, zwięźle, interesująco, z mocną tezą i trafnymi przykładami. Filiciak i Tarkowski potrafią snuć narracje o skomplikowanych zagadnieniach ani nie spłaszczając omawianego problemu, ani nie nudząc. Gdy trzeba, przywołają najważniejszych teoretyków (Marshalla McLuhana, Johna Fiske’a, Lva Manovicha, Chrisa Andersona), nawiążą do tzw. historii z życia, wyciągną na światło dzienne niszowych artystów i najważniejsze sieciowe projekty. To eseje w najlepszym wydaniu. Nie teksty naukowe (chociaż wykształcenie autorów jest widoczne), ale lekki zbiór, który sprawdzi się i jako lektura do poduszki, i jako tekst na ćwiczeniach w murach uniwersytetu.

Czytając „Dwa zero”, nie mogłam pozbyć się wrażenia, że pomimo rewolucyjności i dynamiczności sieci, przyjmowanych powszechnie za pewnik, niewiele się zmieniło. Oczywiście, z przyczyn naturalnych zabrakło w zbiorze Filiciaka i Tarkowskiego doniesień o Snapchacie, Vinie, zmianach w polityce Google’a, blogerskim gwiazdozbiorze. Jednak dzięki wspomnianemu już umieszczaniu zjawisk w szerokim kontekście oraz skupianiu się na przemianach i problemach kultury w sieci braki te są niezauważalne. W eseju „Nevermind” autorzy zwracają uwagę, że rewolucje technologiczne zmieniają nasze życie, jednak nie są to przemiany tak ważne, jak na przykład te polityczne lub religijne. W zamykającym „Koniec 3.0, albo jak tabletem zrobić zdjęcie meduzie” podkreślają, że technologie są dla nas przezroczyste. Pomimo podniosłych przemian polski internet w wielu aspektach niewiele się dziś różni od tego z 2009 roku. Wciąż toczą się dyskusje o prawach autorskich, otwartym dostępie, przemianach w komunikacji, łatwości w publikacji treści przez amatorów, piractwie.

Być może wynika to z tego, że dla autorów ważne jest ekonomiczne i prawne funkcjonowanie kultury w technologicznej rzeczywistości. Tu zmieniło się niewiele. Dwa ważne eseje „Zrozumieć konserwę. O otwartości inaczej (część 1: nauka)” oraz „Zrozumieć konserwę. O otwartości inaczej (część 2: kultura)” w ani jednym słowie nie tracą na aktualności. Polskie uniwersytety wciąż nie potrafią rozwiązać problemu wolnego dostępu, tak samo jak instytucje kultury. Pomimo tego, że Filiciak i Tarkowski stoją po drugiej stronie barykady, wiarygodnie motywują punkt widzenia tytułowej „konserwy” (większość instytucji kultury, jak muzea, wspomaga swój budżet sprzedażą zasobów w formie fizycznej, zaś inne modele biznesowe są dla nich niemożliwe z powodów szerszej polityki). Dodatkowo autorzy wskazują na różnice… kulturowe i pojęciowe, które uniemożliwiają porozumienie się zwolennikom wolnego dostępu i przedstawicielom instytucji kultury: „Kłopot w tym, że zwolennicy otwartości, w tym my, posługują się hasłami jak dobro wspólne, uczestnictwo, walka z wykluczeniem. Nasza tytułowa konserwa ma jednak słownik, z którym te pojęcia nie są kompatybilne” (s. 128). Problem otwartości wraca w kilku tekstach, ale to wyłącznie świadczy o jego ważności. Filiciak i Tarkowski z pewnym dystansem (choć ich nastawienie jest jasne) opisują projekty takie jak Wolne Lektury, creative commons, odwołują się do kluczowej książki „Wolna kultura” Lawrence'a Lessiga, pozostawiając równocześnie przestrzeń do dialogu.

Autorzy sprawnie dekonstruują mit o wolności internetu. Przewodnim motywem nostalgicznej części drugiej są początki sieci i wiara w jej rewolucyjną moc. Wraz z upowszechnieniem się internetu łatwiejszy miał się stać nie tylko kontakt pomiędzy poszczególnymi użytkownikami, ale i dzielenie się wszelką wiedzą. Tu Filiciak i Tarkowski przechodzą od hakerskiej kultury wolności i dzielenia się wiedzą do otwartego dostępu w instytucjach kultury i nauki (podobne operacje i łączenie teoretycznie odległych zjawisk w spójną narrację są mocną stroną „Alfabetu kultury”), wskazując, że czynność naturalna w latach 70. i 80. dziś jest spostrzegana często jako zbędna fanaberia i szkodliwe działanie. Wkrada się pesymizm – z esejów wynika, że sieć była kiedyś przyjaźniejszym miejscem dla użytkownika. Jej obsługa była trudniejsza, interfejs toporniejszy, ale gwarantowała większą wolność, mniejszą władzę korporacji, a zmiany przebiegały bardziej dynamiczne. Dziś, jak wynika z tekstów, to miejsce „wędkowania” – już nie szukamy nowych informacji, ale raczej korzystamy z oswojonych miejsc i kanałów (jak Facebook), odkładając na bok „surfowanie” (zgodnie z przepowiedniami Chrisa Andersona). Czy mamy więc powody do dalszego czarnowidztwa? Nie sądzę. Chociaż autorzy wskazują, że daleko odeszliśmy od pierwotnych, rewolucyjno-utopijnych wizji internetu, chociaż przez ostatnie sześć lat nie nastąpiły gwałtowne zmiany w przestrzeni komunikacji, ekonomii, prawa, to książka obfituje w bardzo interesujące rozwiązania powyższych problemów. Czasem należy spojrzeć do sąsiadów (nawet tych odległych – jak Brazylia), przyjrzeć się starym projektom z lat 80. lub porządnie zrozumieć wady i zalety aktualnych, polskich. Sieć jest miejscem przyjaznym kulturze, należy tylko odpowiednio wykorzystać jej potencjał.

Do otwierającej tę recenzję listy osób, do których może być kierowana publikacja, dopisałabym również pracowników instytucji kultury. Jak piszą Filiciak i Tarkowski, rzadko kierują się oni złą wolą. Czasem po prostu nie wiedzą, po co im ta cała technologia, udostępnianie, tweetowanie i dzielenie się. W końcu nie każdy kustosz musi być specjalistą od social media. A „Dwa zero” w przyjemny sposób tłumaczy wszelkie zawiłe i sporne kwestie, przedstawia punkty widzenia różnych stron i proponuje ciekawe rozwiązania, nie narzucając ich nachalnie czytelnikowi.
Mirosław Filiciak, Alek Tarkowski: „Dwa zero. Alfabet nowej kultury i inne teksty”. Narodowy Instytut Audiowizualny, Słowo/obraz terytoria. Warszawa 2015.