Wydanie bieżące

15 lipca 14 (278) / 2015

Andrzej Ciszewski,

STEAMPUNK SAMURAI (TOSHIRO)

A A A
Gdy militarne zeppeliny Unii Stanów Zjednoczonych zrzuciły na Atlantę i Savannah pierwsze w historii bomby parowociśnieniowe, wojna secesyjna wkroczyła w finalne stadium. Konfederacja wstrzymała dalsze prace nad projektem mechanicznego żołnierza, sprzedając patent temu, kto dał najwięcej (wszak Południe potrzebowało środków na spłacenie wojennego długu). Prototyp zasilanego parą wojaka przekazano Prusom (gdzie ochrzczono go mianem Prinz Adalbert), jego bliźniak natomiast trafił do Japonii, by wraz z uzyskaniem samoświadomości zamienić dotychczasowe imię K?tetsu na Toshiro.

Opancerzonego samuraja poznajemy w chwili, gdy wraz ze swoim partnerem – amerykańskim poszukiwaczem przygód Robertem „Bobem Żywe Srebro” Fultonem III – stara się zrozumieć intencje stojące za działalnością eterycznych istot zwanych meduzami, a przede wszystkim przetrwać w samym centrum Manchesteru (Anno Domini 1867) opanowanego przez hordy żywych trupów, skądinąd całkiem nieźle radzących sobie z bronią palną. Kiedy armia brytyjska przygotowuje się do zniszczenia miasta, Toshiro nie bez powodu zaczyna nabierać podejrzeń, że jego druh celowo przemilcza pewne palące kwestie.

Steampunkowy sztafaż, niepokojące przypadki metempsychozy, japońska masakra kataną analogową, czarny humor, Lovecraftiańskie motywy oraz przygarść intertekstualnych dobroci: „Toshiro” to pozycja skierowana do miłośników komiksowego postmodernizmu w przyzwoitym wykonaniu.

Debiutująca za wielką wodą (pod szyldem Dark Horse) seria jest owocem współpracy amerykańskiego scenarzysty Jaia Nitza z człowiekiem wielu talentów, Januszem Pawlakiem. Wciągająca, pierwszoosobowa narracja, dobre dialogi, bezbłędnie rozrysowane sceny pojedynków, filmowy montaż kadrów, ciekawie dobrana paleta barw oraz nastrojowa gra świateł i cieni – twórca „Josephine” skutecznie przykuwa uwagę czytelnika, proponując mu mroczną, choć urokliwą opowieść z nurtu weird fiction, przesyconą parą, magią oraz zapachem krwi. Opowieść, warto dodać, będącą przykładem solidnego rzemiosła wyrosłego na gruncie wyraźnej fascynacji „Hellboyem” Mike’a Mignoli, czego wcale jednak nie należy uznawać za wadę. Wprost przeciwnie. „Toshiro” jest intrygującym otwarciem nowego cyklu, któremu warto kibicować.
Jai Nitz, Janusz Pawlak: „Toshiro”. Tłumaczenie: Maciek Drewnowski. Wydawnictwo Kultura Gniewu. Warszawa 2015.