Wydanie bieżące

15 listopada 22 (70) / 2006

Dominik Sołowiej,

KOMPANIA STRACEŃCÓW

A A A
Od interwencji wojsk rosyjskich w Afganistanie minęło już 17 lat, ale o wydarzeniach tych wciąż dyskutuje się w kontekście walki USA z reżimem Talibów i krwawej wojny w Czeczenii. Konflikt ten kosztował życie 1,5 miliona obywateli Afganistanu (w tym 90% ludności cywilnej) i ponad 30 tysięcy żołnierzy armii radzieckiej. „9 Kompania” w reżyserii Fiodora Bondarczuka to opowieść o afgańskim konflikcie, widzianym oczami żołnierzy Armii Czerwonej. Film ten zdobył w Rosji nagrodę Nike (rosyjski odpowiednik Oscara) za najlepszy obraz roku, a w jednej z rosyjskich gazet pojawiło się stwierdzenie, że „9 Kompania” jest pierwszym „normalnym” filmem wojennym w historii rosyjskiej kinematografii.

Fiodor Bondarczuk, syn znanego radzieckiego reżysera i aktora, Siergieja Bondarczuka, zrezygnował z próby oceny tego, co wydarzyło się w Afganistanie, wychodząc z założenia, że prostego żołnierza polityka nie interesuje – chyba, że musi uczestniczyć w zajęciach politycznych i wykrzykiwać na cały głos, że wojna w Afganistanie to walka z zachodnim imperializmem w obronie wolności i sprawiedliwości. Za odpowiedni komentarz wystarcza historia kilku bohaterów, rzuconych nagle w sam środek afgańskiego konfliktu.

Tytułowa 9 Kompania to oddział młodych żołnierzy służby zasadniczej, przydzielonych do ochrony konwojów wojskowych. Znaleźli się w nim wcieleni z poboru drobni przestępcy i chuligani, a także ci, którzy zgłosili się do armii na ochotnika: malarz Rusłan, przezywany Giocondą i Wołodia Worobiew – absolwent studiów pedagogicznych. Skusiła ich wizja niezwykłej przygody, bo wojna, jak stwierdził Rusłan, przypomina dzieło sztuki, w którym nie ma nic zbędnego. Jest tylko życie i śmierć. Jednak romantyczną wizję wojny szybko zweryfikowała rzeczywistość. Nieludzki wysiłek fizyczny, obca kultura islamu, wróg czający się w każdym domu, jaskini i pęknięciu skały – tego młodzi czerwonoarmiści się nie spodziewali. Wojna w Afganistanie, podobnie jak w Czeczenii, nie była wojną regularną, „twarzą w twarz”, tylko była wojną partyzancką, szarpaną i wyniszczającą szczególnie dla nieprzygotowanej do ekstremalnych warunków Armii Czerwonej. Dla tych żołnierzy już pierwszy kontakt z afgańską ziemią okazał się dramatyczny: tuż po wylądowaniu na lotnisku, stali się świadkami zestrzelenia przez partyzantów rosyjskiego samolotu (scena ta była filmowana przez 17 dni zdjęciowych i kosztowała 450 tysięcy dolarów). W jednej sekundzie potężny samolot transportowy Ił-76 przemienił się w płonący wrak – symbol „sukcesów” militarnych Armii Czerwonej w Afganistanie.

Warto przypomnieć, w jaki sposób doszło do faktycznego wybuchu konfliktu. 15 sierpnia 1979 roku żołnierze radzieccy brutalnie zamordowali 300 Hazarów (lud zamieszkujący środkowy Afganistan), 150 osób zakopując żywcem w ziemi, a resztę mordując w wiezieniu Pol-E-Czarkir. Afgańczycy wiedzieli, czego mogą spodziewać się od czerwonoarmistów i sowicie im za to odpłacili. Kiedy jeden z bohaterów „9 Kompanii”, podczas akcji pacyfikacyjnej, odwraca się plecami do małego chłopca, ten, bez chwili wahania, strzela mu w plecy. Jednak bojownicy afgańscy pojawiają się w filmie bardzo rzadko, tylko na moment, by oddać strzał i rozpłynąć się w powietrzu. Walka z nimi była w istocie walką z duchami (takiego określenia używali czerwonoarmiści), gdyż wykorzystując doskonałą znajomość systemu niewielkich jaskiń wykutych w skałach Kaukazu, Afgańczycy zadawali Armii Czerwonej dotkliwe straty, unikając bezpośredniej walki.

Bohaterowie „9 Kompanii” już od początku filmu stają się nam bardzo bliscy. Rozumiemy ich strach, samotność, potrzebę bliskiego kontaktu z człowiekiem. Wzrusza nas ich wspólne świętowanie, wspólne rozmowy o miłości, o życiu w cywilu. „Kiedy wybuchła pierwsza wojna w Czeczenii cały świat mówił, że poborowi, świeżo po szkole, nie powinni być tam wysyłani – stwierdził w jednym z wywiadów Fiodor Bondarczuk. – A nikt nie pamiętał, jak nasz rząd wysyłał takie same dzieciaki do Afganistanu, kompletnie obcego kraju. To byli chłopcy nie mający ukształtowanego światopoglądu, więc próby odpowiedzenia sobie na pytanie: Co ja tu robię z karabinem w ręku? – były bardzo trudne. Nie interesowały mnie uwarunkowanie polityczne, ale motywacja kierująca żołnierzami”.

Wojna w Afganistanie trwała 10 lat, więc Rosjanie i Afgańczycy mogli „przyzwyczaić się” do swojej obecności. Jest w filmie jedna, szczególnie dobrze oddająca to scena, w której usytuowani po przeciwnych stronach barykady żołnierze pozdrawiają się, a później posyłają w swoim kierunku kilka strzałów z ręcznej wyrzutni rakiet. Dowódca rosyjski przed rozpoczęciem kanonady krzyczy: „A teraz wasz ulubiony utwór zespołu AC/DC”.

Reżyser „9 Kompanii” nie ustrzegł się kilku błędów. W niektórych miejscach Rosjanie kreowani są na romantycznych bohaterów, skazanych na wojnę z dala od swoich bliskich i ukochanych. Zniszczony wojną starszy chorąży Dygała, który płacze rzewnymi łzami, siedząc na polu kwitnących maków; nadzy czerwonoarmiści oddający hołd prostytutce – bogini, z którą sypiała cała 9 kompania – tego krytycy Bondarczukowi chyba nie wybaczą. Również w finałowej scenie filmu, reżyser dokonał „niewielkiego” retuszu rzeczywistości. Ostatnia bitwa „9 Kompanii” rozgrywa się na wzgórzu Host, na wysokości 3234 metrów. Rosjanie zostają zaatakowani przez dysponujące znaczną przewagą oddziały afgańskich bojowników. Atak jest tak silny, że z kilkunastoosobowego oddziału ocalał jedynie jeden żołnierz. W rzeczywistości z 39-osobowego oddziału Armii Czerwonej w walkach o Wzgórze Host zginęło tylko 6 żołnierzy. Po drugiej stronie straty w ludziach wyniosły 200 osób. Bondarczuk nie mógł jednak odmówić sobie widoku samotnego żołnierza, z dumą meldującego dowódcy, że Wzgórze Host nie zostało zdobyte. Całość obrazu dopełniają dzicy i nieokrzesani Afgańczycy, którzy atakują bez jakiejkolwiek taktyki, rzucając się pod kule wroga.

„9 Kompania” powstała niewątpliwie pod dyktando hollywoodzkich produkcji (dla porównania warto obejrzeć chociażby „Kompanię braci”). Są w niej zarówno efekty specjalne jak i, nieco przesadzone, sceny okrucieństwa i rozpaczy. Mimo to Fiodor Bondarczuk stworzył film przejmujący do szpiku kości, nawiązujący do najlepszych tradycji rosyjskiego filmu wojennego.

W Czeczenii, mimo zapewnień rosyjskiego rządu, wciąż trwa wojna. Dawne imperium radzieckie rozpadło się z wielkim hukiem, ale Rosjanie nie dają za wygraną i za cenę czeczeńskiej ropy wciąż wysyłają do walki nowych rekrutów. Podobnie jak w Afganistanie, ich straty są znacznie mniejsze niż bojowników czeczeńskich, ale film Fiodora Bondarczuka „9 Kompania” udowadnia, że wiara w zwycięstwo, poświęcenie i pogarda dla śmierci potrafią zdziałać cuda.
„9 Kompania”. Reż.: Fiodor Bondarczuk. Scenariusz: Jurij Korotkov. Występują: Fiodor Bondarczuk, Aleksiej Chadov, Michaił Evlanov, Ivan Kokorin, Aleksander Bashirov. Zdjęcia: Maksim Osadchy. Muzyka: Dato Evgenidze. Gatunek: dramat, wojenny. Finlandia, Rosja, Ukraina, 2005. 130 minut.