Wydanie bieżące

15 listopada 22 (70) / 2006

Martyna Markowska, Anna Klamecka,

DWUTEKST FASTRYGOWANY

A A A
O „Fastrydze” Grażyny Jagielskiej rozmawiają Anna Klamecka i Martyna Markowska.
Martyna Markowska: „Fastryga” to książka potrzebna i bolesna, a może raczej dlatego potrzebna, że bolesna. Choć mam kłopot z jej określeniem. Kiedy staram się wyłuskać z niej problematykę i poddać ją refleksji, nie sposób wykroczyć poza zbanalizowane wnioski: że w chorym społeczeństwie instytucja rodziny jest zdegenerowana, że alkohol rodzi przemoc, że nie tylko alkoholizm jest nałogiem, że ból jest nie tylko fizyczny, że system społeczny jest patriarchalny i rodzi przemoc, a przemoc rodzi ból.

Anna Klamecka: Dla mnie powtórzeniem bolesnej problematyki tekstu jest chaotyczny, naszpikowany metaforami początek, przez który niezwykle trudno przebić się czytelnikowi. Moja lektura „Fastrygi” trwała dość długo – pierwsze jej strony skutecznie mnie odrzuciły…

M.M.: To prawda, zastanawiałam się nad przyczyną owych trudności. Wydaje mi się, że najbardziej rażące jest to, że „Fastryga” stanowi dość karkołomną próbę połączenia dwóch porządków: próby zabaw z formami narracyjnymi i reportażowego zacięcia tej historii. Wychodzi z tego bowiem nasycona negatywnymi emocjami „historia prawdziwa”, analogicznie do schematu, proszę o wybaczenie, dokumentalnej telenoweli. Choć nie chciałabym porównywać tekstu Jagielskiej do tej formy telewizyjnej. Niemniej, w przypadku podejmowania problematyki, na jaką odważyła się autorka, trzeba rozsądnie ważyć środki i trudno o kompromis pomiędzy własnymi ambicjami literackimi a reporterską precyzją.

A.K.: Niezwykle eliptyczna narracja a szczególnie szybkie przeskoki między wątkami mogą przywodzić na myśl reportażową retorykę. Dodatkowo tekst konsekwentnie budowany jest w oparciu o czającą się w każdej postaci i w każdym wydarzeniu tajemnicę. Dla mnie „słowa-klucze” „Fastrygi” to właśnie tajemnica, kłamstwo, przemoc i pamięć (choć także one trącą banałem, wydaje mi się, że nie sposób jej czytać bez tych właśnie kategorii).

M.M.: Wszystkie te problemy wiążą się ze sobą w narracji, wzajemnie się warunkują i celują prosto w czytelnika, żeby go zawstydzić, wzbudzić poczucie winy i smutek, żeby pobawić się trochę z jego emocjami. Może raczej powinnam napisać, że z jej emocjami, bo wbrew zaszczytnej idei książki, wątpię, że trafi ona do szerokiego kręgu czytelników męskich. Który z panów sięga chętnie po „Serię z miotłą”? Chyba niewielu, co jest smutne z tego względu, że właśnie mężczyźni powinni taką książkę przeczytać i co ważniejsze, zrozumieć. Może właśnie dlatego emocjonalne igranie z czytelnikiem nie sprawdzi się w roli niosącej przesłanie złej nowiny. Może dlatego opis pokiereszowanego kobiecego ciała jest potrzebny, bo bolesny, a drugiej strony tak ordynarnie tendencyjny, jak scena gwałtu z filmu „Nieodwracalne”. Czy może „Fastryga” została napisana z myślą o wyrodnych matkach, które w imię świętego w Polsce statusu rodziny pozwalają na to, żeby córkę katowano do nieprzytomności?

A.K.: Matka jest rzeczywiście postacią kontrowersyjną i nie sposób oprzeć się spostrzeżeniu, że wpisuje się w model tradycyjny. „Fastryga” w pewnym sensie oskarża matkę o symboliczną nieobecność, której konsekwencją jest także fakt, iż Ewa jest zmuszona do realizacji dość specyficznego fantazmatu kobiecości…

M.M.: Fantazmatu autorstwa swojego psychopatycznego męża, warto dodać, którego postać można potraktować jako „jaskrawą” jednostkę na tle całego chorego społeczeństwa. Ewa nie realizuje bowiem fantazmatu czy zachodniego modelu idealnej kobiety spod znaku trzech A, czyli niemożliwego do spełnienia bycia jednocześnie A Babe, A Mother i A Professional, jak pisała między innymi Kaarina Hazard. Ewa ma zostać jedynie A Slave, niewolnikiem poddawanym przemocy fizycznej i psychicznej, dla którego więzieniem i katownią jest dom rodzinny.

A.K.: Bycie A Slave wydaje się być tożsame z pewną symboliczną kastracją, której poddana została Ewa – musi ona wyrzec się swego talentu malarskiego, swej prywatności, prawa do sprzeciwu, wszystkiego, co w mniemaniu Marka odgradzałoby ją od niego. Każda z kobiet przedstawionych w „Fastrydze” jest głęboko pogrążona, zakotwiczona we własnym wewnętrznym świecie. Porażająca jest dla mnie ich bezsilność – każda naznaczona jest specyficznym brakiem i skłonnościami niemal neurotycznymi. Inaczej funkcjonują oczywiście postacie Meli i Leonii, które doświadczyły pewnych zaburzeń psychologicznych. Szczególne przyzwolenie na dominację neurotycznego stanu wyraża jednak postać matki. Przeczuwa ona, iż jej córka doświadcza czegoś „wymykającego się normalności”, lecz nie ufa swej intuicji i nie podejmuje dialogu z córką. Z powodu swej tuszy nie jest w stanie wybrać się w podróż – to tak, jakby ciało ograniczało ją, skutecznie odgradzało od córki. Odgradzało powtórnie – wszak pierwszym stopniem oddzielenia jest mąż Ewy. Rozrastające się ciało Krystyny oddziela ją także od otaczającego świata – to ciało, nad którym nie posiada żadnej kontroli. Im więcej ciała posiada matka tym bardziej zanika jej aktywność – stopniowo odrzuca konieczność wykonywania jakichkolwiek obowiązków, przebywając większość dnia w towarzystwie umierającej teściowej. Matka jest także strażniczką obowiązującego układu społecznego, o którym wspomniałaś powyżej – powrót Marka do Ewy przyjmuje z ulgą …

M.M.: Ten wątek jest chyba jednym z najciekawszych elementów fabuły, postać matki zaś najbardziej nieprzenikniona. Osoba ta potrafi poświęcić swoje potrzeby dla rodziny, a z drugiej strony coraz bardziej pogrąża się wewnątrz własnych fobii. Z jednej strony potrafi przebaczyć mężowi, ale raczej w imię społecznych powinności niż w imię miłości bądź miłosierdzia. Z drugiej strony, zatraca instynktowną potrzebę chronienia własnego dziecka, również na rzecz statusu rodziny… „Rodziny nie rozbijać, przystępu nie dawać” (s. 70), ślepo kieruje się tymi słowami, choć interpretuje je jednocześnie na swój posępny sposób, egoistyczny i niezrozumiały. Niejednoznaczna postać matki stanowi doskonałą przeciwwagę dla Marka, którego postępowania nic nie jest w stanie usprawiedliwić. Jego celem jest zadawanie cierpienia, nałogowe czerpanie sił witalnych z umęczania bezsilnej żony. Jak wspomniałaś, bezsilność cechuje każdą bohaterkę „Fastrygi”, bezsilność Ewy zmienia się ostatecznie w przyzwolenie na ból, a może raczej przyzwyczajenie do przemocy?

A.K.: Nieco inaczej odczytuję moment, w którym Krystyna przyjmuje pod swój dach byłego męża, Aleksandra. Ona po prostu akceptuje jego obecność, początkowo zdziwiona, że został, że nie była to kolejna chwilowa wizyta… Taka porażająca akceptacja widoczna jest także w sposobie, w jaki Ewa pojmuje przemoc, której doznaje, oraz rodzący się w jej wyniku ból. Jagielska ujmuje to w następujących słowach: „Zdarza się, że ludzie mają więcej zębów, palców, ona miała stały ból, coś czego nie da się usunąć. Marek zawiesił w niej tę pękliwą, szklaną kulę, jak choinkową bombkę, tę stałą gotowość bólu” (s. 168). Ta specyficzna predyspozycja powoduje wywrócenie normalnych reakcji emocjonalnych – sytuację, w której zdziwienie, a nie radość, towarzyszy dotykowi pozbawionemu charakteru przemocy.


M.M.: Czytamy też w pewnym momencie, że Ewa żyła w symbiotycznym związku z bólem (s. 167), że zdawała sobie sprawę, że będzie w niej tkwił do końca (s. 168). Jednak tą postawą działała również przeciwko swoim dzieciom, narażonym na patologię przemocy w równym stopniu. Tylko że przemoc jest nie tylko chorobą, jak to podkreśla narrator, jest także przestępstwem, którego w tekście nikt skutecznie nie potępił.

A.K.: Przestępstwo wiąże się także z rodzinną tajemnicą, która zostaje odkryta w finale. Prawda przeszłości przekreśla jedyną posiadaną przed Leonię, matkę Aleksandra, perspektywę odniesienia – pamięć… Aleksander, jako „stróż prawdy”, staje się przyczyną katastrofy rodziny, która jest punktem wyjściowym powieści Jagielskiej.

M.M.: Pamięć to prawdopodobnie jedyna szansa wyzwolenia tych kobiet od koszmaru codzienności, ale też narzędzie zniewolenia w kapsule neuroz. Mężczyźni w „Fastrydze” jakby doznają amnezji, oczyszczając się w ten sposób od niewygodnych wspomnień i pozbywając się odpowiedzialności za nie, tak jak wspomniany przez Ciebie Aleksander.

A.K.: Ideę „Fastrygi” idealnie odbija okładka książki (chyba jedna z najbardziej udanych w tej serii) – fastrygowana (co symptomatyczne, na papierze) twarz kobiety, pozostawia ją niedokończoną, złożoną z elementów, które bardzo łatwo pozbawić integralności (z uwagi na nietrwałość ściegu). Jest to twarz, która teoretycznie mogłaby przyjąć niemal każdy, nawet nie pasujący do niej element…
Grażyna Jagielska: „Fastryga”. Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2006.