Wydanie bieżące

15 listopada 22 (70) / 2006

Miłka O. Malzahn,

MOROSOPHUS

A A A
czyli mądrogłupi błaźnimędrzec w Białymstoku
Na tym spektaklu teatr jest pełen, a widownia – młoda i entuzjastycznie nastawiona do dzieła. W czerwonych fotelach zasiadają wycieczki w wieku szkolnym, które przybyły z własnej, nieprzymuszonej woli, przychodzą hip-hopowcy oraz inni posiadacze bluz z kapturami, przychodzą też normalni dorośli, stali bywalcy i ci ciekawi teatralnych nowinek. Wszystkich tych widzów przyciągnął do Teatru Dramatycznego w Białymstoku uliczny moralitet „Morosophus”.

Sporą siłę ma spektakl prezentowany w teatrze, lecz wzięty niejako wprost z kultury ulicznej (amerykańskiej wprawdzie, ale nieźle zaadaptowanej do polskich realiów). Podczas wakacji przedstawienie otrzymało nagrodę Bruk Theater Award w Gdyni. Spodobało się widowisko, które tworzą formacje taneczne: białostocka b-boyowa grupa „White Hill Side Breakers” oraz taneczna grupa „Fairplay” (założona przez tancerzy biorących udział w hip-hopowym projekcie Teatralnym „12 Ławek”, także „Opętaniec”, „Koty”).

We wrześniu twórcy spektaklu zostali ponownie zaproszeni do białostockiego teatru, więc na fali powodzenia i zainteresowania tematem, postanowili zorganizować „walki” najlepszych tancerzy breakdance. Był to tzw. dżem taneczny, co zastanawiające – mocno podlewany red bullem, którego nieprzeliczone puszki mogły by tworzyć scenografię widowiska, ale nie tworzyły. Taneczne walki do upadłego odbyły się po właściwym przedstawieniu i bez jury. Publiczność i zawodnicy oceniali kunszt, a tłum na widowni reagował żywiołowo i fachowo. Wstawki tekstowe w „Morosophusie” nie są duże, nie są też skomplikowane. Są szczere, co spotyka się z równie szczerą reakcją publiczności. Rzadko w ten sposób do młodzieży się mówi, a już na pewno nie ze sceny. Chyba że podczas koncertów, lecz wtedy panuje inna atmosfera, powiedzmy – mniej sprzyjająca skupieniu. Tym razem ze sceny mówi Te-Tris z Siemiatycz ze składu WPCC (Wiesz O Co Chodzi), który ma opinię jednego z najlepszych (jeżeli nie najlepszego) polskiego freestyle`owca (rymowanie na żywo). Ów nie-aktor w światłach rampy brzmi naturalnie, co nie wysuwa go jednak na pierwszy plan, nawet DJ, choć dobry, jest w cieniu, a elementy żywej muzyki gładko wtapiają się w całość.

„Morosopfus” to dość jednolite widowisko o indywidualności niszczonej przez rutynę i niechęć nijakiego tłumu. To zaadaptowany na język tańca, wideo-artu, graffiti, dramat o mądrym błaźnie, spisany w XVI wieku przez Wilhema Gnapheusa – holenderskiego protestanta, filozofa i literata, który żył i tworzył na ziemiach polskich (rzecz wystawiono w Elblągu w połowie XVI wieku). Tą sztuką zainteresował się Tomasz Gilewicz, student warszawskiej Akademii Teatralnej. Do scenariusza powstała prosta, lecz funkcjonalna scenografia, dzieło Marcina Żukowskiego (studiuje architekturę), treść zaś utanecznił Wojciech Blaszka.

Ciekawe multimedia zaprezentowała wideo-artowa grupa Alco.dudes, do tego wystąpiła ekipa deskorolkowa Filharmonia Skateboards, a także writerzy, muzycy oraz producent muzyczny – Dejot. Przekaz przedstawienia jest prosty: najważniejsza jest pasja. Wygrał ten, kto ja posiada, choć nie jest mu łatwo, wręcz przeciwnie. I nawet jeśli tłum oraz niezmiennie szara codzienność wchłoną pasjonata, to przyjdą następni, „niewchłanialni”. O pasję zaś walczyć trzeba, bo warto. „Nie ma społeczeństwa bez indywidualności" – napisał Tomasz Gilewicz w ostatnim zdaniu scenariusza. Co znaczy po prostu, że: „Finał to etiuda końcowa pokazująca całe społeczeństwo, poruszające się w jednym rytmie. Społeczeństwo nie jest jednorodne, gdyż z pokolenia na pokolenie wyłaniają się tu nowe indywidua, tak jak tancerze wyskakujący z tłumu, tańcząc we własnym stylu. Koniec.”

Amatorzy tańca undergundowego twierdzą, że ostatnio w Polsce rozwijają się style funk. Zatem dobrze jest wiedzieć, że przegląd owych stylów można zobaczyć podczas spektaklu, samą młodość i determinację można zobaczyć, jeśli ktoś ma tego mało na co dzień. „Morosophus” powstał w myśl idei „Do it yourself!”, zgodnie z punkową ideą samodzielnego tworzenia tego, co się chce oglądać lub posiadać. Bardzo sensowna idea i proszę – skuteczna! W przypadku „Morosophusa” formuła ta okazała się pojemna oraz inspirująca, więc szacowne teatry powinny częściej stawiać na młodych pasjonatów, wykazując przy tym pewną dozę zaufania do ulicznych moralitetów.
„Morosophus” (kultura uliczna-taniec-teatr) widowisko taneczne na motywach „Błaźnimędrca” W.Gnapheusa. Scenariusz i reż.: Tomasz Gilewicz. Scenografia: Marcin Żukowski. Choreografia: Wojciech Blaszko. Muzyka: Andrzej Stankiewicz (dejot) Piotr Chociej. Kostiumy : Dagmara Czarnecka (Kikimora). Slam (Adam Hrabin (Te Tris). Skateboard: Krzysztof Poskrobko. Wideo: Tomasz Narewki, Krzysztof Kiziewicz. Teatr Dramatyczny im. A. Węgierki w Białymstoku.