Wydanie bieżące

1 czerwca 5 (5) / 2003

Barbara Klarzyńska,

SODOMA I GOMORA!

A A A
Zakochałam się. "... jak się zakochać to tylko we dwóch..." Tak brzmi ta piosenka? Nie wiem. Nic nie wiem, prócz tego, że zakochałam się. I to w trzech chłopakach na raz. "Sodoma i Gomora", to amatorska wytwórnia filmowa, którą tworzą, wespół w zespół, od blisko trzech lat - Jacek Namiota, Tomasz Namiota i Andrzej Piekarz. 22 maja w gliwickim kinie "Amok" odbyła się trzecia w historii wytwórni, publiczna prezentacja filmów. Są mało znani? Nie ulega wątpliwości, że to tylko kwestia czasu.

Wspomniany pokaz składał się z kilkunastu krótkometrażowych realizacji, różnorodnych pod względem tematycznym i gatunkowym. Niektóre z prezentowanych tytułów, poprzedzone zostały trailerami. Rola zwiastunów polegała nie tyle na antycypacji i "zadomowieniu" filmów w świadomości widza, co na parodiowaniu tej powszechnej w kinie praktyki. Kilka filmów zakończyły krótkie relacje z "wpadek" na planie, których pokazanie dobitnie świadczy o tym, że domorośli filmowcy potrafią się śmiać także z siebie. Właśnie za sprawą niezwykłego poczucia humoru, twórcom udało się wciągnąć widzów w dobrą zabawę, której nie zakłóciły, ani drobne problemy techniczne w trakcie projekcji, ani niedopracowany jeszcze dźwięk - wszak konwencja wszelkiego rodzaju twórczości amatorskiej i jej pokazów, zakłada obecność potknięć i niedopatrzeń, na które przymyka się oko, by nie zepsuć zabawy.

Zabawa jest słowem-kluczem twórczości tej grupy. Pojawia się explicite w ich wypowiedziach. "My, "Sodoma i Gomora" jesteśmy grupą młodych ludzi z Gliwic, których cieszy robienie filmów." Implikuje ją natomiast amatorski charakter ich artystycznych poczynań. Amatora (filmowca) można by zdefiniować jako tego, który bawi się w filmowca (profesjonalistę). Nie oznacza to jednak, że traktuje to zajęcie niepoważnie. Wprawdzie, jak pisze Johan Huizinga: "Zabawa stanowi w naszej świadomości antytezę powagi.(...) Jeśli jednak przypatrzymy się bliżej, przeciwieństwo zabawa - powaga nie wyda się nam ani jednoznaczne, ani zasadne. Możemy powiedzieć: zabawa jest nie-powagą. Abstrahując jednak od tego, iż zdanie to nie mówi nic o pozytywnych właściwościach zabawy, niezmiernie łatwo je obalić. Gdy tylko zamiast: 'zabawa jest nie-powagą' powiemy: 'zabawa jest niepoważna', przeciwieństwo już nas zawodzi; bo przecież zabawa doskonale może być poważna."

Nie przywiązywanie w świadomości potocznej większej wagi do zabawy wynika z dwóch formalnych cech tejże. Stanowi ona przede wszystkim swobodne działanie, a jako taka jest bezinteresowna, co oznacza, że pozostaje poza "'zwyczajnym życiem, znajduje się poza procesem bezpośredniego zaspokajania konieczności i żądz, a nawet proces ów przerywa." Dla człowieka dorosłego i odpowiedzialnego, jest zatem zajęciem zbytecznym, które w każdej chwili może zostać przerwane lub zaniechane. Stąd mówi on z niejakim poczuciem wyższości 'to tylko zabawa'. Zresztą sam bawiący się także zdaje sobie sprawę, że to "tylko tak dla zabawy". Johan Huizinga zwraca jednak uwagę, "iż świadomość samej tylko zabawy bynajmniej nie wyklucza rozwijania tej 'tylko zabawy' z jak największą powagą, a nawet z oddaniem, które przechodzi w entuzjazm i na pewien czas całkowicie znosi sens określenia 'tylko'. Każda zabawa może w każdej chwili całkowicie zaabsorbować jej uczestnika. Przeciwstawność zabawa - powaga jest stale chwiejna. Mniejsza wartość zabawy ma swoje granice w większej wartości powagi. Zabawa przekształca się w powagę, powaga zaś w zabawę. Może ona wzbijać się na wyżyny piękna i świętości, a wówczas pozostawia powagę daleko poniżej siebie."

Wśród kolejnych cech formalnych zabawy Johan Huizinga wymienił: odrębność i ograniczoność czasoprzestrzenną. "Pewna zamknięta przestrzeń zostaje oddzielona w sposób materialny lub idealny, odgrodzona od codziennego otoczenia. Tam, wewnątrz, toczy się zabawa, tam obowiązują jej reguły." W filmach twórców"Sodomy i Gomory" pojawia się często prywatne, jak się zdaje, mieszkanie któregoś z nich. Stanowi ono element "codziennego otoczenia", ale wciągnięte do zabawy, raz odgrywa rolę siedziby nazistów, innym razem zwykłego mieszkania, do którego zawita podejrzany gość. Filmowcy nie dbają przesadnie o scenografię. Nie próbują nas zwodzić "kopiując" wnętrza na takiej zasadzie jak odbywa się to choćby w filmach historycznych (jaskrawym przykładem byłby tutaj "Titanic" Jamesa Camerona). Wręcz przeciwnie. W filmie "Generał XXX" pokój jest jedynie stylizowany na kwaterę hitlerowców, a już pod jedną ze ścian znajdziemy upchnięte przedmioty, nie potrzebne akurat do sceny. Z pewnością umowność scenografii wymuszają ograniczone środki finansowe, jakimi dysponuje ta amatorska wytwórnia. Niemniej jednak siła przekonywania twórców ani na chwilę nie pozwala nam zwątpić w to, że jest to autentyczna, na czas wspólnej zabawy, siedziba żołnierzy niemieckich.

Każdą zabawę cechuje określony ład i reguły. W przypadku filmu amatorskiego, zabawy, rozgrywającej się w planie przedstawienia, będzie to m.in. język filmu - a ten, twórcy "Sodomy i Gomory", opanowali na tyle, że mogą sobie pozwolić na grę cytatów. Dotyczy to przede wszystkim muzyki. Muzyka w ogóle odgrywa istotna rolę w filmach grupy, niejednokrotnie stając się ich inspiracją. Świadomość powtarzalności zabawy, przedostatniej z cech formalnych wyróżnionych przez J. Huizingę, każe mi wierzyć, że wkrótce zobaczę nowe filmy amatorów z Gliwic. Od tej chwili, wciągnięta w grę, będę trwać w oczekiwaniu na kolejną premierę czy choćby przegląd, szczególnie silnie uzmysławiając sobie ostatnią z cech zabawy jaką jest element napięcia.



Cytaty pochodzą z: Huizinga J.: "Homo Ludens. Zabawa jako źródło kultury". Przeł. Maria Kurecka i Witold Wirpsza, Warszawa 1985; oraz oficjalnej strony grupy "Sodoma i Gomora": www.awfsig.eu.org