Wydanie bieżące

1 października 9 (9) / 2003

Beata Popczyk-Szczęsna,

BALANSOWANIE

A A A
Dla widzów-miłośników spektakli Teatru Korez przedstawienie "Homleta" Andrzeja Celińskiego nie będzie zaskoczeniem. Jak w soczewce odbijają się tutaj differentia specifica warsztatu katowickich artystów, warsztatu doskonalonego przede wszystkim na tekstach Bogusława Schaeffera. Przedstawienie rozgrywa się na kilku poziomach. Ten najbardziej zewnętrzny, uwarunkowany prawami fabularnymi dobrze skrojonego tekstu dramatycznego, to dowcipna opowieść o meandrach współczesnego życia teatralnego: o problemach reżysera, determinowanego pragnieniem nowej, twórczej interpretacji "Hamleta", o stresach dyrektora teatru, uwikłanego w układy personalne i zależności finansowe od sponsorów, wreszcie o nastrojach sprzątaczki, obserwującej wybryki artystów i zmiatającej sceniczne odpadki. Od początku przedstawienia wkraczamy zatem jako widzowie w rejony pomysłów autotematycznych. 

Rywalizacja między Dyrektorem (Mirosław Neinert) a Reżyserem (Dariusz Stach), pełna komizmu sytuacyjnego i językowego, zaprezentowana została z wykorzystaniem temperamentu aktorskiego rodem z komedii dell'arte. Gagi, niewybredne złośliwości, szybkie tempo, zmienność nastroju, rytmiczne budowanie interakcji wiele w sobie miało z dobrej tradycji uciech jarmarcznego widowiska. Autor tekstu zaprojektował również fragmenty improwizowane. Postać Sprzątaczki (w tej roli Elżbieta Okupska) pomyślana została jako osoba komentująca przebieg sytuacji scenicznych. Jej repliki, wzbogacające montaż scen o płaszczyznę narracji, dały szerokie pole do popisu dla vis comica aktorów kreujących rolę Dyrektora i Reżysera. 

Nie zabrakło także, właściwej Korezowi, nie nachalnej i pełnej humoru, zabawy z publicznością. Bezpośrednie zwroty do widza i celne repliki - aluzje do wydarzeń i postaci z różnych sfer kultury najnowszej, nie mogły pozostać bez odpowiedzi, tzn. gromkich śmiechów i braw widowni. Przedstawienie bawiło, pozostając świetnym przykładem trafnej aktorskiej karykatury, która prezentuje przywary artystów. 

Ale nie znaczy to, że "Homlet" w wykonaniu Teatru Korez stanowi jedynie powtórkę z dobrej teatralnej rozrywki. Spektakl może zaciekawić wybrednych ze względu na bogactwo aluzji teatralnych. Bohaterowie, dzięki swemu ustawicznemu pragnieniu wielkości, stają się uczestnikami osobliwego seansu spirytystycznego. Pojawiają się widma - postacie ze słynnych przedstawień polskiego teatru dwudziestowiecznego; ożywione klisze ze spektakli Grotowskiego i Kantora. Oryginalne stylizacje dialogów między Reżyserem a Dyrektorem wskrzeszają z kolei na tej małej scence nastroje ze sztuk Szekspira, Czechowa, Witkacego. Jeśli dodać do tego zabawne rozwiązanie akcji, tzn. scenkę z robotnikami, którzy uczestniczą w budowie Pomnika Twórcy Teatru, finezyjna sztuka zmienia się w ironiczną przypowieść o zmaganiach służebników Talii i Melpomeny, o ich bolączkach - zarówno artystycznych, jak i ekonomicznych. 

Aktorzy z Korezu dobrze wiedzą, w jaki sposób zaangażować widza, jak zbudować porozumienie, wykorzystując chwyty jawnie teatralne i poetykę "przymrużonego oka". Z "Homletem" kojarzyć mi się będzie jednak nie tylko zamiłowanie do scenicznych gagów i parodia dyskursu o interpretacji sztuki teatralnej. Przede wszystkim w pamięci pozostanie dziwne, subtelne balansowanie aktorów na niewidzialnej linie podtekstów. Pod powierzchnią kpiny z megalomanii artystów i ich pomnikowych dzieł, pod pozorem błahej zabawy z widownią, ukrywają się ledwie zarysowane, choć bardzo realne obawy ludzi teatru. Oni to właśnie balansują na granicy: między rolą, którą chcieliby zagrać oraz tą, której wymaga widz, między oryginalną interpretacją a własnymi ograniczeniami, między autoironią a parodią, w końcu między trafną aluzją, która łączy scenę i widownię, oraz aluzją, która delikatnie cieniuje dystans do upodobań powszechnych i pospolitych.
Andrzej Celiński: "Homlet". Teatr Korez, Katowice. V Letni Ogród Teatralny, 2 sierpnia 200.