Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (72) / 2006

Bernadetta Darska,

PRZEMIJANIE, KTÓREGO NIE WIDAĆ

A A A
„Najgorętsze lato” to druga książka Zsuzsy Bánk, jaką ma okazję poznać polski czytelnik. Po debiutanckiej powieści „Pływak” tym razem otrzymujemy zbiór opowiadań. Autorka odsłania przed nami zwyczajność, codzienność, przeciętność, wszystko to, co pozornie wydaje się nieciekawe, co nie zasługuje na szczególną uwagę i co umyka naszej pamięci. Tymczasem Zsuzsa Bánk zdaje się z ogromnym zaangażowaniem przekonywać, że to właśnie tam tkwi prawdziwe sedno życia, że właśnie w nijakości zapisujemy rzeczy najważniejsze, niepostrzeżenie konstytuujące nasze istnienie.

Próbując streścić kolejne opowiadania, nie trzeba używać wielu słów. Ot, kilka historii o zwykłych ludziach. O rodzinie, która podzielona przez politykę, znalazła się w dwóch różnych światach i nie potrafi zbudować wspólnej przestrzeni w teraźniejszości („Ostatnia niedziela”). O przyjaciółkach z dzieciństwa, którym wydaje się, że cały świat stoi przed nimi otworem i że nigdy się nie rozstaną, tymczasem dorosłość funduje im wzajemną obcość i niemal niechęć do odnowienia bliskich relacji („Lydia”). O kolejnej parze przyjaciółek, z których jedna założyła rodzinę i ma trójkę dzieci, a druga odwiedza ją każdego roku w okresie zimowym („Era lodowcowa”). O grupie młodych ludzi, którzy mieszkają razem, może nawet się przyjaźnią, na pewno wspólnie się bawią i biorą narkotyki, ale kiedy przychodzi im przeżywać dramaty, są straszliwie samotni i opuszczeni przez wszystkich („Larry”). O próbie odtworzenia własnej matrylinearnej przeszłości, o podróży do korzeni, do miejsc, gdzie wszystko się zaczęło („Najgorętsze lato”). Wreszcie o Wigilii, która jest przymusowym spotkaniem dwóch kobiet, ale mimo chęci rozstania – zamienia się w chwilę bliskości („Las bożonarodzeniowy”).

W swoich opowiadaniach Bánk interesuje się szczególnie tym, co jest „pomiędzy”, co buduje codzienność, co powtarzalnością gestów i czynności dąży do zamazania przeszłości i umocowania nas w tym, co „tu i teraz”. Tymczasem pamięci nie da się oszukać. Autorka, co najważniejsze, nie dramatyzuje i nie uderza w moralizatorski ton. Nie chce nikogo pouczać, nie usiłuje nawet wskazywać czytelnikowi właściwej drogi, ostrzegawczo alarmując, że prawdziwe życie nie rozgrywa się wcale wśród fajerwerków i blasku reflektorów. Z opowiadań autorki „Pływaka” wybrzmiewa bardzo mocno przekonanie o nieuchronności własnego, indywidualnego doświadczenia. Na nic się zdadzą mądre rady, nie pomogą opowieści innych ludzi, nie ustrzeże przed błędami świadomość różnych zagrożeń. Dopiero spoglądając w przeszłość i robiąc bilans swoich przeżyć, dane jest nam zatrzymać się na chwilę i dojrzeć, że to, co najważniejsze, niekoniecznie objawiało się nam w pośpiechu, w wielkim podekscytowaniu, w obezwładniających swą siłą emocjach.

Pozornie w opowiadaniach tomu „Najgorętsze lato” niewiele się dzieje. Spotkania, milcząca współobecność, przyglądanie się sobie, przeciętni ludzie w zwyczajnych sytuacjach, przedmioty uruchamiające wspomnienia. To wszystko generuje jednak dodatkowe treści – bo z ciszy wydobywa się wewnętrzny krzyk; z bycia razem obsesyjna chęć rozstania; z życia z drugim człowiekiem obezwładniająca wręcz samotność. Dramatu nie ma na powierzchni, pulsuje podskórnie, ale nie dojrzą go niepowołane oczy. Bohaterowie kumulują w swych wnętrzach rozpacz, rozczarowanie, niespełnienie. Szczególnie przejmującym przykładem jest postać Becky z opowiadania „Era lodowcowa”, matki trójki dzieci, do której w odwiedziny przyjeżdża przyjaciółka. Rytuał corocznych spotkań zostaje złamany. Bliskie sobie kobiety, choć zupełnie różne – jedna wybrała rodzinę i prowincję, druga karierę i miasto – zostają osaczone nie tylko przez śnieżycę, która uniemożliwia przemieszczanie, ale i przez męża Becky. Jego niechętne milczenie, pogardliwa władczość, lekceważenie i przedmiotowe traktowanie domowników uderzają nie tylko w Becky, która zaczyna wreszcie mówić, ale i w Carolę, przed którą odsłania się pozór sielanki i która dostrzega koszmar życia przyjaciółki. Czytamy o tym, jak Becky w smutnym otępieniu opowiada: „Nosiła mu kawę do łóżka latami, mówi, chociaż Carola nie pyta. Pewnego dnia przestał ją pić, tylko po to, żeby jej pokazać: kawy, którą ty robisz, nie piję. Gdyby teraz wszedł do łazienki, dzieci natychmiast by z niej uciekły. Kiedyś stały przy wannie, gdy leżał w wodzie, wrzucały do niej butelki z szamponem, aż pryskała piana. Mówi do ekranu, do spikera, do mapy pogodowej, nie do Caroli, jakby musiała mówić, niezależnie od tego, czy Carola wstała, przyszła do niej, usiadła. I że nie jest kobietą, powiedział jej, dopiero teraz, kilka tygodni temu, i że nie zrozumiała, co to znaczy być kobietą, to kim jest, jeśli nie kobietą?” (s. 40). Najbliższy człowiek okazuje się kimś obcym, z kim nie chcemy już, ale często jesteśmy zmuszeni, spędzać życie. To częsty motyw w historiach spisanych w tomie „Najgorętsze lato”.

Miłość zamienia się w fatum nienawiści i żalu, przywiązanie bardzo łatwo przechodzi w kontakty przypadkowe, epizodyczne, niemal przymusowe. Zsuzsa Bánk odkrywa przed czytelnikami smutną prawdę, że nic nie jest na zawsze, a żeby było na długo, nie wystarczy poddać się przemijaniu, lecz trzeba walczyć z czasem o przetrwanie. „Najgorętsze lato” to opowieści o tych, którzy już nie mają szansy; którzy czekając na wielką chwilę, przegapili to, co najważniejsze. Autorka uczy, ale tylko poprzez przykłady, że warto czasami się zatrzymać i przyjrzeć się temu, co wydaje się oczywiste, zwykłe, może nawet nieciekawe i nudne. Że właśnie tam kryją się sprawy najistotniejsze, które zbyt często dostrzegamy wtedy, gdy już przeminęły. Mamy więc do czynienia ze specyficznym przykazaniem, by walczyć z czasem i pielęgnować to, co nadaje życiu sens, wówczas gdy nic jeszcze nie zapowiada klęski. Pozostaje więc życzyć i sobie, i wszystkim powodzenia w tych zmaganiach.
Zsuzsa Bánk: „Najgorętsze lato. Opowiadania”. Przeł. Elżbieta Kalinowska. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2006.