Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (72) / 2006

Ewa Josińska,

TRIUMF HUMORU?

A A A
IV edycja Festiwalu Dramaturgii Współczesnej „Rzeczywistość Przedstawiona” obfitowała w zmiany. Do stałego jury, w którego skład weszli: Jacek Sieradzki, Rudolf Zioło i Władysław Zawistowski, dołączył Bronisław Wrocławski. Dwa przedstawienia – „Światła miasta” i „Bombę” wystawiono w nowej przestrzeni, czyli przystosowanym do celów teatralnych budynku Łaźni 408. Jednak podczas VI Festiwalu najważniejsze były zmiany repertuarowe.

Andrzej Lipski, Dyrektor Organizacyjny imprezy i Dyrektor Teatru Nowego w Zabrzu twierdzi, że „bardzo ważne jest ewoluowanie literatury dramaturgicznej i tych kierunków, które dominowały na tegorocznym Festiwalu”. Jego zdaniem fala nowego brutalizm już przemija. Twórcy teatralni przestają korzystać z bezpośrednich środków wyrazu i drastycznych sposobów przedstawiania postaci. W swoich spektaklach częściej posługują się ironią, groteską, a nawet dowcipem. Rzadko pokazują świat pozbawiony nadziei. Te tendencje były widoczne podczas tegorocznego Festiwalu Dramaturgii Współczesnej w Zabrzu.

Wyjątkowy dzieciak

W ramach tegorocznej edycji przeglądu zaprezentowano osiem konkursowych spektakli. Pierwszym z nich był „Geza – Dzieciak”, dramat Jánosa Háy’a wyreżyserowany przez Zbigniewa Brzozę w Teatrze Studio. Był to niekwestionowany zwycięzca Festiwalu. Spektakl został nagrodzony za: reżyserię, grę aktorską Wojciecha Zielińskiego i Stanisława Brudnego oraz scenografię Marcina Jarnuszkiewicza. Otrzymał także Medal im. Stanisława Bieniasza przyznawany przez redakcję miesięcznika „Śląsk”. Bohaterem warszawskiego przedstawienia jest upośledzony chłopak, nazywany przez sąsiadów „Dzieciakiem”. Jego pozbawione celu życie zmienia się z chwilą znalezienia pracy. W postać Gezy doskonale wcielił się Wojciech Zieliński. Jego „Dzieciak” był dynamiczny i agresywny w chwilach szału, przerażający w scenie wspinania się po drabinie, irytujący podczas liczenia kafelek na podłodze, budzący litość, gdy powtarzając te same sformułowania, nie potrafił zrozumieć ich sensu. Najważniejsze, że postać kreowana przez Zielińskiego zawsze była wiarygodna i przejmująca aż do bólu.

Każdy z aktorów stworzył w przedstawieniu charakterystycznego i ciekawego bohatera. Nawet Karesz (Janusz Stolarski), który pojawiał się na scenie tylko przez kilkanaście sekund, nie był postacią papierową. Poruszał się powoli i z rozwagą. Spokój i opanowanie, z jakim wypowiadał swoje kwestie, budziły emocje.

Historia „Gezy – dzieciaka” toczyła się w doskonale zaprojektowanej przestrzeni. Marcin Jarnuszkiewicza w przemyślany sposób zaaranżował scenę – po jednej stronie znajdował się dom Gezy, naprzeciwko niego karczma, w środku ulica, a tuż za nią kamieniołom. Scenografia wyznaczała bohaterom stały rytm dnia. Każda czynność i każde zdarzenie odbywało się w tym samym miejscu. W domu „Dzieciaka” zaczynał i kończył się każdy dzień. O krok dalej znajdował się płot sąsiadów, przy którym matka Gezy rozmawiała z sąsiadami, a chłopak codziennie skarżył się na psy. Scenografia zaczynała grać wraz z aktorami. Jeszcze bardziej uwydatniała monotonię i beznadziejność życia bohaterów spektaklu.

Pułapka przestrzeni

Ciekawą przestrzenią oraz nazwiskami znanych aktorów kusiły też „Światła miasta” Krzysztofa Majchrzaka oraz „Bomba” Macieja Kowalewskiego, grane na terenie Łaźni 408. Wydawało się, że oba spektakle będą największymi wydarzeniami Festiwalu. Jednak tak się nie stało. Rozczarował zwłaszcza spektakl Teatru Studio. Reżyser wykorzystał zaledwie fragmenty tekstu sztuki Conora McPhersona. Jednak kontrowersyjny okazał się nie tyle dobór scen, co sposób ich połączenia. Sztuce brakowało spójności. Widz zbyt gwałtownie był wprowadzany w kolejne wydarzenia.

Również warszawska „Bomba” okazała się teatralnym niewypałem. Choć na terenie Łaźni 408 zagościła plejada polskich gwiazd (m.in. Marian Kociniak, Maria Seweryn, Ewa Szykulska czy Włodzimierz Press), to mimo dobrego aktorstwa przydługie dialogi oraz statycznie prowadzona akcja powodowały znużenie widzów. Paradoksalnie, z utęsknieniem wyczekiwano momentu przybycia Amerykanów i zniszczenia przez nich, podczas kręcenia filmu o zbombardowaniu Hiroszimy, prowincjonalnego miasteczka, w którym toczy się opowiadana na scenie historia.

Wszystko przez kobiety

Prawdziwymi perełkami Festiwalu okazały się spektakle wyreżyserowane przez kobiety. Zarówno „Napis”, przygotowany przez Annę Augustynowicz w Teatrze Współczesnym w Szczecinie, jak i „Norymberga”, stworzona przez Agnieszkę Glińską w Teatrze Narodowym w Warszawie, potwierdzały talent i klasę reżyserek. Doceniło to także festiwalowe jury, które przyznało nagrody obu paniom. Anna Augustynowicz historię Pana Lebrun (w tej roli Wojciech Brzeziński) przedstawiła przede wszystkim za pomocą konwencjonalnego ruchu, scenicznych metafor i symboliki. Umownym znakiem przyłączenia się do grupy mieszkańców było założenie jednej łyżworolki. Ten gest to niema zgoda na przyjęcie konwencji – wybranie łatwiejszego, bezproblemowego sposobu życia. Jednak łyżworolka nieoczekiwanie okazała się utrudnieniem dla bohaterów spektaklu. Nie zawsze niosła postać tam, gdzie chciała się znaleźć. Konwencja uniemożliwiała bohaterom swobodne poruszanie się w życiowej przestrzeni. Rozpaczliwe ruchy postaci przywodziły na myśl współczesny chocholi taniec. Augustynowicz stworzyła galerię doskonałych portretów naszego społeczeństwa. Postacie zmanierowane, papierowe, zbyt gorliwie przestrzegały zasad dobrego wychowania. Były uderzająco podobne do siebie. Ich schematyczność, a zarazem uniwersalność podkreślała kolorystyka (głównie biel i czerń), podobny strój i makijaż oraz ascetyczna scenografia (mieszkania poszczególnych lokatorów wyznaczał tylko wieszak na ubrania). Jedynie Pan Lebrun był inny. Miał własne zdanie. Wymykał się schematom. Jednak właśnie dlatego nie mógł należeć do uniwersalnego społeczeństwa.

Natomiast Agnieszka Glińska zaprezentowała widzom zabrzańskiego festiwalu doskonały teatr emocji. Umiejętnie poprowadzona reżyseria spowodowała, że w scenie rozmowy Pułkownika (Leon Charewicz) i Hanki (Monika Krzywkowska), w każdej sekundzie odczuwało się narastające napięcie. Podstawową materią tworzącą spektakl było słowo. Kolejne informacje, jakie Hanka uzyskiwała od Pułkownika, wpływały na zmianę postępowania bohaterki. Jednocześnie rzeczywista akcja spektaklu toczyła się spokojnym, normalnym tempem. Dziennikarka przychodziła do mieszkania Pułkownika, potem siadała z nim przy stoliku i piła kawę. Takie poprowadzenie narracji scenicznej w efekcie przyniosło rozdźwięk pomiędzy tym, co stanowiło myśli i odczucia głównych bohaterów, a wykonywanymi przez nich codziennymi czynnościami.

Festiwal formy

Dzięki odpowiedniemu układowi przedstawień, umiejętnie stopniowano napięcie i intensywność przeżyć widzów. „Między tematami, które poruszały kolejne spektakle, następowały określone konteksty. Niezależnie od treści sztuk, rodziła się między nimi specyficzna dramaturgia” – tłumaczył dyrektor Andrzej Lipski. Festiwal rozpoczął się wrażliwą i smutną opowieścią o Gezie, po której nastąpiła intensyfikacja przeżyć widzów. Ich kulminacyjnym punktem był szokujący wyrazistością środków teatralnych dramat Rolanda Schimmelpfenniga „Push Up 1-3 – ostatnie piętro”. Spektakl Teatru Śląskiego z Katowic to opowieść o bezwzględnej walce, w której trzeba uczestniczyć, by dotrzeć na szczyt zawodowej kariery. Jednocześnie przedstawienie wyreżyserowane przez Grzegorza Kempinskiego pokazywało ułomności każdego z bohaterów, ich dramatyczne szukanie szczęścia w używkach, seksie, sporcie czy Internecie.

W repertuarze tegorocznego Festiwalu, obok spektakli poruszających problemy trudnej codzienności, nie zabrakło także sporej dawki humoru. W tym miejscu trzeba wspomnieć o „Opowieści o zwyczajnym szaleństwie” Teatru im. Juliusza Osterwy z Lublinie. Natomiast najdowcipniejszym spektaklem było „Wszystko o kobietach”.

Powrót komizmu

Właśnie poczucie humoru zostało najbardziej docenione przez zabrzańską publiczność. Decyzją widzów Grand Prix VI Festiwalu Dramaturgii Współczesnej przyznano przedstawieniu „Wszystko o kobietach” z Teatru Ludowego w Krakowie. W spektaklu wyreżyserowanym przez Pawła Szumca zagrały tylko trzy kobiety – Marta Bizoń, Magdalena Nieć i Beata Schimscheiner. Wcielając się w role dziewczynek, matek oraz babek bawiły widzów nie tylko wyśmienitą grą aktorską, ale także ciekawym wykorzystaniem teatralnego kostiumu (doskonały moment podciągania spodni przez dzieci) i humoru sytuacyjnego. Umiejętne operowanie dowcipem zostało docenione także przez jurorów Festiwalu. Przyznali oni dwa wyróżnienia za poczucie humoru, które przypadły Marcie Bizoń „za różne role” w spektaklu „Wszystko o kobietach” oraz Elżbiecie Jarosik za kreację Haliny Ciury w „Bombie” przygotowanej przez Centrum Artystyczne M25 z Warszawy.

Pojawienie się elementów groteski było ciekawym akcentem tegorocznego Festiwalu. Spektakle oferowały inteligentny humor – prowokowały do śmiechu, by chwilę później pobudzić do myślenia i refleksji nad własnym postępowaniem. Przypomniały Gogolowskie stwierdzenie, że przecież śmiejemy się z samych siebie. Czy w takim razie polskie sceny czeka triumfalny powrót komizmu? Nie wiadomo. Jednak, jak pokazał VI Festiwal „Rzeczywistość przedstawiona”, teatralny humor nie tylko podoba się widzom, ale także staje się istotnym elementem współczesnej dramaturgii.
VI Festiwal Dramaturgii Współczesnej „Rzeczywistość przedstawiona”. Zabrze, 21 – 28 października 2006.