Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (72) / 2006

Anna Katarzyna Dycha,

KOMBAJN DO ZBIERANIA KUR PO WIOSKACH

A A A
„Lewa strona literki m.”, Polskie Radio SA, 2006.
Nie minęły dwa lata a już mamy nową, drugą płytę Kombajnu. Gitarową, czasem melodyjną, ze specyficznymi tekstami. W trzech słowach - ciąg dalszy debiutu.

Kombajn – podobnie jak przy pierwszym krążku „Ósme piętro” – tym razem również zamieścił długą listę podziękowań. Na jej czele wciąż znajdują się dziennikarze radiowej Trójki: Kaczkowski i Stelmach. Rzeczywiście, Kombajn ma im dużo do zawdzięczenia. Pełno ich na radiowej antenie. Kawałek „Warszawa” zamykał składankę „Minimax pl II”. Stelmach nie zapomniał o nich na drugiej płycie „3maj z nami”. Zespół ma też na koncie sporo nagród m.in. z festiwali w Węgorzewie, Gorzowie i Płocku.

Z Kombajnem tak już jest, że kusi jednym czy dwoma udanymi kawałkami, a gdy posłucha się całej płyty, czuje się niedosyt. Niby nowa płyta zawiera 16 utworów, ale właściwie co drugi sprawia wrażenie wypełniacza. Początek jest całkiem niezły. „O czym ja mam z tobą myśleć” ma zaskakujące przełamanie: ze spokojnego w rozedrgane gitary. Również „10 lat” i „Dekodery i anteny” to mocna ściana gitar z potężnym wokalem. Refren „Lewej strony literki m” kilka razy nuciłam pod nosem, bo sam się o to prosił. Zdecydowanie wyróżniają się „Uczucia” (z mądrym refrenem: „Uczucia... odróżniaj od żarówek i... papierosy od gum nikotynowych...”) oraz „My”, komentujący kryzys relacji międzyludzkich.

Im dalej, tym gorzej. Generalnie drażnią teksty. Banalne historie o policji na drzewie, spadających aniołach i straży pożarnej wydają się pochodzić jeszcze z czasów „Ósmego piętra”. Doprawdy nie wiem, o co chodzi w refrenie „Kropek”: „Małe kropki odkryły że niczego nie muszą chcieć... Biedronki odkryły NIE!!! Małe kropki odkryły, że niczego nie muszą mieć... Biedronki odkryły MNIE!”? Kolejny przykład: „liście za oknem symulują padaczkę”, a do tego jeszcze nadmiar wykrzykników i wielokropek.

Jest lepiej, gdy muzycy pozwalają sobie czasem na eksperymenty, na więcej instrumentów, na klawisze, efekty, na spowolnienie i wyciszenie. Tak jest w „Chłopcach z dynamitu” przywołujących na myśl „Chłopców z plasteliny” Lenny Valentino. Zabawa dźwiękami i zupełnie niepiosenkowa konwencja. Wprawdzie materiał na „Lewą stronę literki m” powstawał pod czujnym okiem „inżyniera” Maćka Cieślaka, w jego studiu nagrano całość, wystąpił też gościnnie w kilku kawałkach (bardziej słychać jego organy niż charakterystyczną gitarę). Mimo tego mam żal do Kombajnu, że zatrzymał się w swoim świecie. Wiem, że w nim czuje się najlepiej i innym również może przypaść do gustu penetrowanie takich melancholijno-onirycznych obszarów. Jednak dla mnie to za mało. Na szczęście przy słuchaniu płyty bardzo pomaga ciekawy wokal Zagańskiego.