Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (72) / 2006

PIĘKNI DWUDZIESTOLETNI

A A A
Karol Radziszewski „Lubiewo”. Wystawa fotografii polaroidowych, ilustrujących książkę Michała Witkowskiego. Studio BWA, ul. Ruska 46a. 5 grudnia 2006 – 8 stycznia 2007.

Polaroid w twórczości Karola Radziszewskiego jest stale obecny, stanowi swoistego rodzaju szkic do jego obrazów. Artysta rejestruje ludzi, siebie i przenosi ten zapis na płaszczyznę płótna. Jednak rzadko traktuje zdjęcia polaroidowe jako skończony fakt artystyczny. „Lubiewo”, to zapis podróży, jaką artysta odbył wraz z Michałem Witkowskim, autorem głośnej powieści pod tym tytułem. Karol fotografował miejsca, w których toczy się akcja książki, tak by jak najlepiej oddać to, co opisywał Witkowski na stronach powieści. Akcja toczy się w latach 80. w rzeczywistości, która już niemal przestała istnieć, funkcjonuje raczej jako nostalgiczne wspomnienie z przeszłości w opowieściach i starych fotografiach z rodzinnych albumów. Choć zdjęcia powstawały na potrzeby literatury, są zupełnie osobną kreacją. Ingerencja pisarza kończy się na wskazaniu miejsca, reszta pozostaje w rękach Radziszewskiego.

Na wrocławskiej wystawie Radziszewski oczyścił zdjęcia z tekstowego okrycia, nadając im neutralny charakter. Pozornie pozbawiał je literackiego kontekstu. Pozwala widzowi na odnalezienie, stworzenie nowego, osobistego sensu tych polaroidowych obrazków. Zachował jednak klimat, umierającego PRL-u, dzięki sięgnięciu po popularna wtedy technikę polaroid i surową oprawę. Polaroidowe zdjęcia były poza kontrolą fotografującego, stanowiły szybki zapis danej chwili, zauważonej rzeczy; ta niepewność dawała zaskakujące efekty. Zdjęcia wychodziły nieostre, poruszone, ucięte czyniąc je bardziej osobistymi zapiskami. Takie też są zdjęcia Lubiewa, jest w nich wszystko, co daje polaroid, a szczególnie ulotność miejsc, które spowszedniały lub zostały całkowicie zapomniane. Plaża Lubiewa, wrocławskie pikiety, parki, domki z mozaiką, mieszkania z kwiecistymi zasłonami i paprotkami na parapecie, wszystko to powraca w pracach Radziszewskiego, tak jakby nie imał się ich czas.

Wystawa polaroidów Karola Radziszewskiego to swoiste odtworzenie stron z „albumu ze zdjęciami rodzinnymi", ich nieregularne rozmieszczenie w przestrzeni galerii potęguje to odczucie. Widz zmuszony jest do odszukania i potraktowania indywidualnie każdego zdjęcia. Jednak wszystko to jest artystyczną kreacją. Pozorne pozbawienie kontekstu powieści Witkowskiego jest przewrotną grą artysty, „puszczeniem oczka" do oglądającego. Bo jak traktować polaroidowy portret autora powieści, nagich mężczyzn i tablicę informującą o plaży nudystów? Można być w i poza polaroidowym Lubiewem, tak jak można być w i poza „rodzinnym albumem". (Konrad Schiller)





Tomasz Kowalski „Człowiek bez właściwości”. Galeria Nova. Kraków, ul. Józefa 22. 17 listopada – 22 grudnia 2006.

Obrazy i prace na papierze studenta trzeciego roku krakowskiej ASP, zwracają uwagę na tle innych prac młodych malarzy swoja odrębnością, poetyką i nadrealnym charakterem. Ekspozycja zatytułowana „Człowiek bez właściwości” to przegląd najnowszych dokonań Kowalskiego, artysty niezwykle pracowitego, który tworzy spontanicznie i niespokojnie. Oczytany erudyta, o szeroko zakrojonej wiedzy z zakresu nie tylko sztuk pięknych, ale także muzyki i literatury, szuka inspiracji w tych dziedzinach, doceniając jednak rolę wyobraźni. Doskonale zna reguły technik, jakie wykorzystuje w swej twórczości, koncentruje się głównie na malarstwie olejnym i akwarelach. Z całą pewnością jednak wymyka się sztucznemu zaszufladkowaniu, poszukując nowych, najbardziej adekwatnych środków wyrazu.

Twórczość Kowalskiego najlepiej określają dwa słowa: „zderzanie” i „obsesja”. W swoich obrazach zestawia symbole kojarzące się z delikatnością, niewinnością, wywołujące uczucia sielankowości z drastycznymi często atrybutami przyświecającymi agresywnym zachowaniom. Jak sam przyznaje, w sztuce inspirują go: „dysonanse, brutalności w subtelnościach i odwrotnie, rzeczywiste, a "nierealne" sytuacje”. Jego obrazy pełne są skrwawionych zwierząt i dzieci, strzelających myśliwych, zaplątanych w arealne sytuacje postaci ludzkich, czy też przetransponowanych na granice horroru portretów. „Cenie sobie sztukę której nie rozumiem, poza tym kontekstualność dzieła, treść którą niesie”. Inspirowany naiwną twórczością „niedzielnych malarzy”, czy dziełami dadaistów i malarstwem protorenesansu, znajdując się na początku drogi, jest jednocześnie całkowicie świadomy swojej wartości i słuszności sztuki jaką uprawia.





Olaf Brzeski „Tylko dla ludzi”. Galeria BWA, Wrocław przy ul. Wita Stwosza 32. 8 grudnia 2006 – 5 stycznia 2007.

Wystawa to cztery duże instalacje pod wspólnym tytułem „Tylko dla ludzi”. Kontynuacja wystawy z 2004r. pod tytułem „Tylko dla zwierząt”. Jej głównym tematem jest destrukcja jako podstawowy wyraz aktywności „twórczej” człowieka. Artysta oszukuje przykładowego wandala, zamieniając jego dzieło zniszczenia w akt twórczy, Olaf Brzeski zdradza źródła inspiracji: „Widzę też że czasem wandal sam ma dość tego bezmyślnego zniszczenia, zaczyna rozwalać w coraz bardziej przemyślany sposób zarazem nie rezygnując ze swoich drastycznych metod, a efekt jego ‘pracy’ pogłębia wartość niszczonych przez niego obiektów, i nadaje im nowe znaczenia.” W ramach wystawy zostanie także zaprezentowana instalacja „Pamięci majora Józefa Monety”, której integralnym elementem jest projekcja filmu paradokumentalnego, którego akcja rozgrywa się w obozie polskich partyzantów w grudniu 1939 roku. To hołd złożony prawdziwym nauczycielom, których spotyka się bardzo rzadko, bądź w ogóle. „Mój nauczyciel jest prawdziwym potworem, i jako taki działa nieprzewidywalnie i ekstremalnie, potrafi otworzyć najbardziej zamknięte umysły.”