Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (72) / 2006

Maciej Gierszewski,

POEZJA

A A A
Piknik

[1]
A to już jest inne miasto, nieznane
jeszcze, ale są widoki na rzekę.
Tak? Tak, przede wszystkim ona.
Dopiero później przedstawiają się

inne przedmioty. Cień małpował mnie
na ścianie przeciwległego budynku.
A potem jeszcze to: ktoś śpi, a ktoś
inny, całkiem inny, budzi się obok.

[2]
A teraz to miasto, które znane jest
na przestrzał wszystkich wściekłych rojeń.
Siedzimy w pełnym słońcu na ławce
w Parku Wilsona i oglądamy zdjęcia.

„A to co za gówno?” „To trumna, mam
w niej ojca zawiniętego w prześcieradło.”



Dwa wiersze przygodowe

[1]
Nie uwierzysz, mówię ci tak: w godzinie szczytu,
jechałem autobusem podmiejskim numer 47,
na przystanku przy kopalni RYMER wsiedli
młodzi górnicy, czytałem właśnie księgę seksu,
która nie chce być księgą seksu, pomyślałem,

że chciałbym byś tę książkę przeczytał, a po
wierszu ze strony 52 pomyślałem, że chciałbym
ci tę książkę dać, kilka przystanków dalej,
chłopiec z zespołem Downa, odwrócił się
do mnie i krzyknął: „Tequila on! Tequila on! On!”.

[2]
Nie uwierzysz, mówię ci tak: w godzinie szczytu,
już w Poznaniu, wracałem tramwajem numer 13,

na przystanku przy BAŁTYKU, wsiadła dziewczyna,
która stanęła obok i, gdy tramwaj skręcał

za rondem, złapała mnie za rękę i nie puszczała,
trzymała swoją dłoń w mojej długo, tak długo,

że bałem się spojrzeć jej w oczy, przypomniało mi się,
jak powiedziałeś: „Stopy chodzą czerwone i brązowe”.




Nagle

odwracasz do mnie twarz i pytasz:
„Gdzie jesteśmy?”. „W autobusie,
jedziemy do miasta”, odpowiadam.
Wiem, nie to chciałaś usłyszeć. No,

ale cóż, nic innego nie przychodzi mi
do głowy. Widzę, że jest tu miejsce
dla nas. Łączą się ze sobą wszystkie

autobusy i miasta, reszta znika, gdy
patrzymy pod światło na zamazany
kontur drzew i budynków. Krajobraz
przesuwa się szybciej od myśli.