Wydanie bieżące

15 stycznia 2 (74) / 2007

Kamil Dąbrowski,

PIXIES

A A A
„Acoustic: Live in Newport”. Eagle Vision, 2006.
Pixies to drugi ansambl, po Pink Floyd, od którego wierni fani oczekują reaktywacji. Kiedy w 2004 roku kwartet pod komendą Franka Blacka pojawił się z koncertami, spekulacji na temat powrotu na scenę rockową nie było końca. Black uciął to wszystko krótkim komentarzem: „Koncerty – tak. Nowa płyta – nie.” Już szybciej doczekamy się nowego krążka The Breeders, kapeli Kim Deal. W każdym bądź razie jakakolwiek ich aktywność w świecie muzyki ucieszy każdego fana zespołu. W 2006 roku światło dzienne ujrzały aż trzy, nowe krążki sygnowane nazwą grupy. Są to wydawnictwa typu DVD, które niestety nie zawierają jakichkolwiek premierowych nagrań. Materiał zawarty na tych płytach jest zróżnicowany. Na pierwszej, „Acoustic: Live in Newport”, znalazł się koncert akustyczny, na drugiej, „Pixies: Club Date – Live at the Paradise in Boston”, występ w klubie, tym razem w wersji rockowej, zaś trzecią, „LoudQuietLoud: a film about Pixies” wypełnił dokument o zespole.

„Acoustic…” został zarejestrowany podczas Newport Folk Festival w Newport, Rhode Island, w sierpniu 2005 roku. Festiwal ów ma długą historię, sięgającą jeszcze lat 60. Występowali tam m.in. Bob Dylan i Johnny Cash. Większość koncertów zostały wydana na płytach i opatrzona charakterystycznym logo „live at Newport” bądź „Newport Folk”. Dzisiaj w dobie ekspansji technologii wszelkiej maści, nagrywanie koncertów w samym formacie audio nie zaspokaja wielu gustów. Stąd też coraz częściej pojawiają się edycje DVD z zapisem koncertów.

Samo podejście do zagrania tego typu koncertu zasługuje już na uznanie. Znając czysto rockowe wersje utworów, a słuchając ich akustycznych aranżacji nie mam żadnych wątpliwości. To nadal są ci sami Pixies. Nie tracą nic na wartości i jakości. Wspólne wokalizy Franka i Kim Deal pokazują, że czas jest dla nich łaskawy. Jest czysto i melodyjnie, bez jakichkolwiek zgrzytów. Joey Santiago ze swoich sześciu strun nadal wyczarowuje piękne solówki. Dave Lovering za swoim zestawem perkusyjnym, tutaj nieco uszczuplonym, nadaje utworom beatu w taki sam sposób, jak to robił dajmy na to w 1988 roku. Nie będę wyliczał wszystkich utworów, ale zapewniam, że to swoisty zestaw typu the best of…. Jeśli taki koncert zaczyna się kawałkiem „Bone Machine” to nieważne, że zespół gra unplugged. Efekt jest podobny jak w przypadku stricte rockowego stylu. Na plecach dostaję gęsiej skórki, która niezmiennie pozostaje do końca występu. I jest coś w tej muzyce, że nie wiedzieć czemu, ale nie nudzi się po wielokrotnym odtwarzaniu. Przy każdym z utworów, czy będzie to „Monkey Gone to Heaven” czy „Wave of Mutilation”, czuje się tę falę narastającej energii, świeżego powietrza (sic!). No tak… Przecież każdy zauważy, że wszystko dzieje się nad brzegiem Atlantyku, a w oddali widać przepływające jachty, ludzie przechadzają się w strojach kąpielowych, lekkich i przewiewnych. Atmosfera niemal domowego pikniku w wersji amerykańskiej – tu akurat przebitka na jakiś grill. W pobliżu stragany z gadżetami. Sielsko, anielsko. I chyba właśnie tak miało być. I jest.

W tzw. bonusach możemy sobie obejrzeć m.in. sesję akustyczną (a jakże!) oraz mnóstwo zdjęć z głównego występu. Kilka słów od strony technicznej: dźwięk do wyboru – DTS, Dolby Surround 5.1 i Dolby Digital Stereo. Obraz świetnej jakości w formacie 16:9. Aż szkoda, że nie ma możliwości obejrzenia tego wszystkiego w wersji HD. Dzięki zapisowi w Regionie 0 bez problemu włączymy krążek na stacjonarnych odtwarzaczach na obu półkulach. „Acoustic…” w wykonaniu Pixies to majstersztyk. To gig zagrany na 100 %. Bez jakichkolwiek wątpliwości muszę postawić najwyższą z not.