Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (279-280) / 2015

Mirella Siedlaczek-Mikoda,

NOT LOST IN TRANSLATION (ZADIE SMITH: 'LOST AND FOUND')

A A A
Zbiór opowiadań Zadie Smith liczy jedynie trzy teksty i to zupełnie odmienne, pozornie niemające ze sobą wiele wspólnego. W odróżnieniu od zbiorów opowiadań Alice Munro, które łączą bohaterki (jak w „Za kogo ty się uważasz”) lub miejsce akcji, propozycja brytyjskiej autorki wydaje się przypadkową kompilacją. Trudno o bardziej mylne wrażenie, po przeczytaniu książki z łatwością można dostrzec motyw spajający tekst, kryje się on pod tytułem. Ten ostatni – „Lost and found”, skojarzył mi się z „Lost in translation”, filmem Sophii Coppoli z pamiętnymi rolami Billa Murraya i Scarlett Johansson (w Polsce funkcjonującym pod tytułem „Między słowami”), kameralną opowieści o skomplikowanej relacji, jaka rodzi się między różniącymi się wiekiem i doświadczeniem samotnymi ludźmi w dziwnym, nieprzyjaznym mieście. Podobnie jest i w książce Smith – w precyzyjnie skonstruowanych opowiadaniach nie pada ani jedno zbędne słowo. Zachęcam do głośnej lektury, wówczas docenicie jakże chwalebną wstrzemięźliwość autorki.

*

Za pomocą niewielu zdań pierwszego opowiadania („Martha”) w mojej wyobraźni skonkretyzował się obraz nieco zabałaganionego, ciasnego biura, zapewne wymagającego odmalowania, w którym przeciętnej urody i inteligencji agentka nieruchomości Pam Roberts, zmęczona myleniem jej biznesu z agencją pośrednictwa pracy, wita kolejną, dość dziwaczną klientkę. Małomówna Martha Penk żywi przekonanie, że da się wynająć mieszkanie z dwoma sypialniami za tysiąc dolarów. Chcąc nie chcąc, Pam pokazuje jej ewentualną ofertę, a autorka w kilku zdaniach mistrzowsko podsumowuje, dlaczego transakcja nie dojdzie do skutku. I zaczynamy inaczej myśleć o tej zdecydowanie niesympatycznej kobiecie. Co więcej, współczujemy nadziei, która nie może się spełnić. Na drugim planie delikatnie zarysowana zostaje historia Pam i przyczyn jej przeprowadzki do tańszej, mniej prestiżowej dzielnicy. Wyobrażam sobie autorkę, która skuszona możliwością, rozpisuje się na kilkunastu stronach o samej Pam, żeby być może zasugerować nić porozumienia, która może zadzierzgnąć się między bohaterkami. Smith jednak nie korzysta z podobnego zabiegu, arbitralnie rozstrzygając, dlaczego Martha i Pam muszą pozostać zupełnie osobnymi postaciami. „Minęło wiele czasu, zanim zrozumiałam, że opowiadanie nie musi zawierać całego życia i losu każdego z bohaterów. Nie każda postać musi być zaraz Pickwickiem”. Te słowa autorki z posłowia do zbiorku doskonale ujmują istotę opowiadania i są bliskie mojemu rozumieniu tego gatunku, wprawdzie czasem lubię zanurzyć się w tekstach Henry’ego Jamesa, ale liczące blisko setkę stron historie sięgającą dwóch pokoleń wstecz potrafią zmęczyć drobiazgowością. Sądzę, że to również walor opowiadań z tomu „Lost and found”: gdy skupimy się na lekturze, świecie przedstawionym, którego elementy autorka zmniejszyła do minimum, odnajdziemy łączące je emocje – samotność, poczucie straty. Pamięć nieuchronnie przywoła wiersz Elizabeth Bishop „Ta jedna sztuka”: „W sztuce tracenia nie jest trudno dojść do wprawy; / tak wiele rzeczy budzi w nas zaraz przeczucie / straty, że kiedy się je traci – nie ma sprawy”.

*

„Hankell w piekle” przywodzi na myśl prozę noir, ale i Charlesa Bukowskiego, w surowości stylu, ale też sugestywności opisu knajpy Barry’ego Franksa (późniejszego sławnego restauratora), w której przesiadują drobni gangsterzy, podaje się podłe jedzenie, a wszystko spowija papierosowy dym. Narratorowi towarzyszy ponętna Włoszka, alkohol leje się strumieniami, a w tym pojawia się tytułowy Hankell. Narrator spędza z nim kilka godzin, z których świadomie pamięta niewiele, lecz wie, że było to ważne spotkanie, chociaż przesycone melancholią. Najpierw więcej dowiadujemy się o Clive’ie, narratorze, stałym bywalcu speluny i podobnie jak w pierwszym opowiadaniu, dopiero po kilku stronach ustępuje on miejsca właściwemu bohaterowi. Charakterystyka postaci opiera się na jednej, szczególnej cesze – „płowowłosy, łysiejący mężczyzna z nosem emeryta, zakończonym żałosną różową bulwą”. Hankell przygotowuje pokój dla córek, za ich przyjazdem z Londynu kryje się tragedia opowiedziana tak oszczędnie, że można ja przegapić. Gdy jednak narrator zrozumiał, co się wydarzyło, z energią pomagał bohaterowi, gdyż „jego nadzieja była z gatunku najpiękniejszych. Mało kto potrafi mocą samej nadziei zżółcić czerwień”. Wszystko to jednak na próżno. Powstał tekst o zawiedzionych nadziejach, trwaniu w oczekiwaniu na odkupienie.

*

Dwa pierwsze opowiadania ukazały się w zbiorze „Martha and Hankell” w 2006 roku. Trzecie – „Ambasada Kambodży” osobno, polski wydawca połączył je z wcześniejszymi, co było bardzo dobrym krokiem, nie tylko dlatego, że dwa teksty są mało obszerne i koszty wydania byłyby dość znaczne. Ostatnie opowiadanie jest zbudowane na podobieństwo meczu tenisowego, składa się z krótkich części – gemów, które zdobywa tylko jedna ze stron. Bohaterką jest Fatou z Wybrzeża Kości Słoniowej, służąca-niewolnica rodziny Derawalów, właścicieli mini-marketu, która usiłuje przetrwać w klaustrofobicznej atmosferze, jedyną jej rozrywką jest pływanie w basenie prywatnego klubu, co umożliwia przywłaszczona karta członkowska.

Amerykańsko–angielski tryptyk Smith stawiam na wyimaginowanej półce książek, których chciałabym być autorką, nie mam wątpliwości, że sięgając Zadie Smith, obcuję z wielkim talentem. Czytając Zadie Smith, czy to sławne „Białe zęby”, czy eseje „Jak zmieniałam zdanie”, nieobce staje się uczucie zazdrości o umiejętność opisywania – zwięźle, ironicznie, ale nie bezlitośnie ludzi, a przede wszystkim siebie. Debiutem Smith zachwycano się raczej z przyczyn socjologiczno-marketingowych, oto pojawiła się młoda, wykształcona kobieta, która o wielokulturowości Londynu napisała z autopsji, choć bez entuzjazmu i poprawności politycznej. Wówczas stworzyła bohaterów, których trudno jest polubić, lecz można ich zrozumieć. Teraz, dzięki wydawnictwu Znak, mamy okazję do zachwytu nad eseistyką Smith, a jej niedawna wizyta w naszym kraju podczas imprezy Big Book Festival (połowa czerwca) służyła między innymi promocji „Lost and found”.
Zadie Smith: „Lost and found. Opowiadania”. Przeł. Michał Kłobukowski. Wydawnictwo Znak. Kraków 2015.