Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (279-280) / 2015

Przemysław Pieniążek,

CZAS WIELKIEJ PRZEMIANY (GAIA)

A A A
Matka Ziemia jest chora. Hordy zmutowanych drapieżców żerują na ludziach, którzy ze zmiennym powodzeniem stawiają opór wędrującym monstrom. Nie brakuje jednak osób wierzących w zbawczą działalność zamaskowanych Paladynów, oczyszczających planetę z czerwonookich kreatur. Owej wiary (w odróżnieniu od swojej przyszywanej rodzicielki) nie podziela nastoletni Mieszko, coraz gorzej znoszący egzystencję na odludnej farmie. Sytuację zaognia pojawienie się upiornego dzieciaka, który mimo protestów bohatera staje się nowym członkiem familii. Dziwny status ontologiczny Leo (takie imię otrzymuje gustujący w jaszczurkach charczący małolat) budzi w protagoniście mieszane uczucia, mówiąc delikatnie: zdecydowanie utrudniające zaciskanie „braterskich” relacji. Nagła śmierć „matki” oraz bezpardonowy atak mutantów zmusza Mieszka do ucieczki oraz poszukiwania – zgodnie z niegdysiejszą sugestią wujka Leopolda – samotnej wieży na końcu świata, z widokiem na morze drzew. Własną drogą podąża także smrodliwy „braciszek”, od którego (co może na pierwszy rzut oka dziwić) będą zależeć przyszłe losy udręczonego globu.

Gniew i smutek, nadzieja i zwątpienie, doświadczenie straty i konieczność pogodzenia się z nieuchronnością pewnych sytuacji – podlana mesjanistyczno-futurystycznym sosem „Gaia” Adama Święckiego to wybrzmiewająca nutą melancholii, choć nie pozbawiona humorystycznych akcentów komiksowa parabola oscylująca wokół pytania o sens poświęcenia oraz istotę człowieczego losu. Autor cyklu „Przebudzone legendy” realistycznie ukazuje zmianę zachodzącą w relacjach między postaciami (wrogość Mieszka względem Leo ustępuje bowiem miejsca wzruszającej tkliwości), akcentując kwestie moralnych wyborów i światopoglądowych rozterek. Wartkie tempo akcji, dobrze budowane napięcie oraz umiejętne łączenie opowieści o „zwykłych” dniach czasów ostatecznych z uniwersalnym traktatem inicjacyjnym daje w rezultacie naprawdę zajmujące dzieło. Metafizyczno-ekologiczne rozważania twórca „Wilczych snów” ubogaca baśniową topiką, fabularnymi motywami z rasowej SF oraz dramaturgicznymi rozwiązaniami, budzącymi odległe, ale zaskakująco silne skojarzenia z „Dniem żywych trupów” George’a A. Romero.

Kapitalnie naszkicowane tła, uproszczona kreska (pomijając rozdział „Geneza” przynoszący zgoła odmienną stylistykę), czarno-biała tonacja (sporadycznie ubogacona barwnymi sekwencjami) plus dynamiczna kompozycja kadrów to wizualne komponenty albumu, dzięki którym lektura komiksu zdecydowanie zyskuje na atrakcyjności. „Gaia” jest nastrojową, utrzymaną w poetyce apokaliptycznego snu pocztówką z miejsca, w którym słowo „człowiek” nie zawsze brzmi dumnie, a  „potworność” może skrywać przejmująco ludzkie oblicze.
Adam Święcki: „Gaia”. Wydawnictwo Timof i cisi wspólnicy. Warszawa 2015.