Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (279-280) / 2015

Natalia Gruenpeter,

WYDARZENIA: MFF T-MOBILE NOWE HORYZONTY

A A A
Poruszanie się po programie tak dużego festiwalu, jak MFF T-Mobile Nowe Horyzonty, pełne jest trudnych dylematów, przypadkowych odkryć i nieoczekiwanych zawodów. Choć wszyscy jedziemy na ten sam festiwal, wracamy z niego z różnymi wspomnieniami, a często także z długą listą filmów, które dopiero zamierzamy zobaczyć. Dlatego też relacja z takiego festiwalu musi być subiektywna i niepełna.

Tegoroczną edycję otworzył film „Zupełnie Nowy Testament” w reżyserii Jaco Van Dormaela. Główną bohaterką jest dziesięcioletnia Ea mieszkająca z rodzicami w klaustrofobicznym mieszkaniu. Jej ojciec jest bogiem, który okazuje się złośliwym tyranem czerpiącym przyjemność z dręczenia ludzkości, matka – łagodną boginią tłamszoną przez despotycznego męża, a nieobecny brat przywoływany inicjałami JC – samym Jezusem Chrystusem. Taki punkt wyjścia zaowocował czarną komedią, która podszyta jest filozoficznym pytaniem „Unde malum?”, ale również psychoanalitycznym wątkiem buntu przeciw prawu ojca. „Zupełnie Nowy Testament” ugina się jednak pod ciężarem efekciarskiej warstwy wizualnej i skryptu przeładowanego scenami ocierającymi się o banał. Podobne zarzuty można sformułować także pod adresem „Mr. Nobody”, poprzedniego filmu Van Dormaela, wspomniane cechy wydają się więc stałymi elementami autorskiego stylu, który można lubić bądź nie.

Inną propozycją otwarcia był długo oczekiwany dokument o Amy Winehouse. Osoby znające piosenkarkę jedynie z pierwszych stron tabloidów mogą być zaskoczone rozległością muzycznych fascynacji gwiazdy, która wolała nazywać siebie wokalistką jazzową. „Amy” Asifa Kapadii to filmowy portret „starej duszy” zamkniętej w młodym ciele, które nie wytrzymało burzliwego związku, presji przemysłu i natarczywości prasy. Film nie jest jednak krytyczną analizą napędzanej skandalami medialnej machiny. Twórcy przyglądają się raczej relacjom wokalistki z przyjaciółkami, rodzicami i partnerami, a w szczególności z ojcem i mężem. Ich wpływ zapisany był na skórze Amy Winehouse w formie dwóch tatuaży: „Daddy’s girl” i „Blake”. Kapadia stara się uchwycić pełną sprzeczności osobowość Amy – kobiety niepokornej, bezczelnej, chodzącej własnymi ścieżkami, a jednak zatracającej się w relacjach z mężczyznami, poszukującej w nich bezwarunkowej akceptacji i schronienia.

W festiwalowym programie znalazło się więcej filmów o artystach słynących z burzliwego życia. „Kurt Cobain: Montage of Heck” to dokument oparty na dziennikach, notatkach i domowych nagraniach muzyka, który – podobnie jak Amy Winehouse – musiał uporać się z rozstaniem rodziców. Z kolei „Fassbinder – kochaj, nie żądaj” to dokument o filmowcu totalnym, dla którego nie istniała granica między życiem a twórczością. Christian Braad Thomsen, reżyser filmu, był bliskim przyjacielem Fassbindera i wykorzystał tę osobistą perspektywę, aby opowiedzieć o niezwykłej osobowości, która ukształtowała się poprzez kino.

Nieco inne spojrzenie na granice między życiem a twórczością proponują autorzy dokumentu „Aktorka” prezentowanego w konkursowej sekcji filmów o sztuce. Tytułową bohaterką jest Brandy Burre, znana przede wszystkim z niewielkiej roli w serialu „Prawo ulicy”. Aktorka próbuje wrócić do zawodu po wieloletniej przerwie i w zasadzie musi zaczynać od nowa. Na trudną sytuację zawodową nakłada się małżeński kryzys; ostateczne związek bohaterki rozpada się na oczach widzów. Mocną stroną filmu są kadry stylizowane na fotografie Cindy Sherman z cyklu „Untitled Film Stills”. To subtelne nawiązanie sugeruje krąg problemów związanych z pragnieniem grania wielu ról, przekroczenia emocjonalnej monotonii. Wielowymiarowy, intrygujący film przedstawia bohaterkę na życiowym zakręcie w subtelny, empatyczny sposób.

Najbardziej emocjonującą częścią festiwalowego programu co roku jest Międzynarodowy Konkurs Nowe Horyzonty. Prezentowane w tej sekcji filmy odzwierciedlają zakodowane w nazwie festiwalu pragnienie odkrywania nowych środków wyrazu i eksperymentowania z narracją. Najbardziej radykalnym przykładem takich poszukiwań jest peruwiańska „Wideofilia”. Twórca filmu, Juan Daniel F. Molero, garściami czerpie z wielkiego, internetowego śmietniska, które stało się naturalnym środowiskiem młodych ludzi. Popularne gify, viralowe filmiki i fragmenty gier przeplatają się tutaj z historią nastolatki, która poznaje w sieci młodego mężczyznę i rozpoczyna z nim niebezpieczną grę podszytą pornograficzną wyobraźnią. Twórcy filmu wykorzystują estetykę glitchu, która przywołuje z jednej strony percepcję po alkoholowych i narkotycznych eksperymentach, z drugiej zaś – świadomość zniekształconą przez nieprzerwany dostęp do cyfrowego uniwersum.

Stylistycznym „ćwiczeniem” o innym charakterze jest film „H.”, który wspólnie nakręcili Rania Attieh i Daniel Garcia. Para reżyserów wzięła na warsztat kino science fiction, ale gatunkowi nadała subtelny ton. Pod tajemniczym, intrygującym tytułem kryje się film uwodzący świetnie budowaną atmosferą, w której na pierwszy plan wysuwa się uczucie tęsknoty za czymś niedostępnym. Wprawdzie dziełu brakuje wyrazistej puenty, ale takie rozwiązanie współgra z emocjonalnym tonem filmu przywołującego na myśl „Pod skórą” oparty na powieści Michela Fabera. „H.” to science fiction z duszą, aktualizujące wątki zaczerpnięte z greckiej mitologii. Równie precyzyjny jest „Widzę, widzę” w reżyserii Veroniki Franz i Severina Fiali. Tutaj także elementy kina gatunkowego, przede wszystkim horroru i thrillera, stały się ramami pozwalającymi rozwinąć psychologiczne wątki. Nieprzepracowana trauma i emocjonalny chłód są barierami uniemożliwiającymi komunikację między dziewięcioletnimi bliźniakami a ich matką powracającą do domu po operacji twarzy. Aby przybliżyć atmosferę filmu, trzeba odnotować wyraźne inspiracje kinem Michaela Haneke, horrorami i thrillerami spod znaku „Dziecka Rosemary”, „Musimy porozmawiać o Kevinie” czy „Szóstego zmysłu”. Wydaje się, że mnogość tych inspiracji oraz dążenie do zrobienia filmu efektownego i szokującego osłabiły interesującą historię, którą można odczytać jako wiwisekcję austriackiej psyche.

Prezentowane w konkursie produkcje okazały się bardzo nierówne. Obok filmów gorączkowych i chropowatych, takich jak „Wideofilia”, „Bóg wie co” czy „Zawieszona młodość”, pojawiły się realizacje, które można określić jako zdyscyplinowane, precyzyjne lub wręcz chłodne. Pod tym względem wyróżniają się opisywany już „H.”, ale także zbudowany z długich ujęć i pełen eleganckich jazd kamery „Znikający punkt” Jakrawala Nilthamronga czy „Ming z Harlemu” – filmowy esej inspirowany historią Antoine’a Yatesa, który trzymał w mieszkaniu w centrum Harlemu aligatora i tygrysa. Reżyser eksploruje granice między tym, co ludzkie i tym, co zwierzęce, a jego filozoficznym poszukiwaniom towarzyszy czytany tekst Jean-Luca Nancy’ego.