Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (279-280) / 2015

Jan Zając,

W STRONĘ DÓBR WSPÓLNYCH (JAN SOWA: 'INNA RZECZPOSPOLITA JEST MOŻLIWA! ')

A A A
Już sam tytuł najnowszej książki Jana Sowy – „Inna Rzeczpospolita jest możliwa!” ­– zapowiada, że oto przedstawiana jest czytelniczce i czytelnikowi publikacja o charakterze jednocześnie krytycznym i perswazyjnym. Właśnie te dwa aspekty wyznaczają ramy wywodu Sowy, który wychodzi od omówienia politycznych i ekonomicznych problemów współczesnej Polski oraz ich ideologicznego i historycznego zaplecza, by w konsekwencji dojść do zarysowania w ostatnim rozdziale propozycji ich przezwyciężenia – tu już nie tylko w perspektywie polskiej, ale i globalnej. Jest bowiem tak, że tytułowa Rzeczpospolita nie odnosi się jedynie do nazwy kraju, ale – już jako inspirowana projektem Hardta i Negriego „Rzecz-pospolita, czyli dobro wspólne” (s. 189) – staje się figurą radykalnie demokratycznych przemian, do których możliwości zaistnienia chce przekonywać Sowa.

Krytyczna część „Innej Rzeczpospolitej…” obejmuje bardzo szerokie spektrum problemów. Sowa rozprawia się z konserwatyzmem zawłaszczającym teorię postkolonialną do uprawiania narodowej martyrologii oraz pogrążonym w nostalgii za I RP i ignorującym jej rozliczne wady; bierze na warsztat neoliberalizm tudzież fundamentalizm rynkowy, który – uprawiany w polskich realiach – porównuje do „zachowania świń stojących na straży fabryki parówek” (s. 272); dokonuje – dosyć zresztą standardowej – krytyki państw dawnego bloku wschodniego, skupiając się na porażce projektu bolszewickiego oraz upadku PRL-u; odrzuca projekty socjaldemokratyczne jako niemożliwe do realizacji w nowej, turbokapitalistycznej rzeczywistości, w której brakuje naginającego wolę rządzących krajami Zachodu straszaka w postaci widma komunizmu, nie brakuje natomiast technologii i narzędzi mogących promować modele rozwoju ekonomicznego oparte na wyzysku i prekaryzacji lwiej części społeczeństwa; skupia się również dość obszernie na instytucjach społeczeństwa obywatelskiego, podkreślając porażkę trzeciego sektora, coraz bardziej zawłaszczanego przez kapitał i grającego pod dyktando administracji państwowej, która z rosnącą skutecznością przerzuca na niego swoje obowiązki, zwłaszcza w dziedzinie kultury. Ostatecznie zaś głównym przeciwnikiem staje się sama demokracja parlamentarna jako ustrój z założenia odcinający obywateli od władzy oraz jakiegokolwiek właściwie wpływu na nią, poza wyrażoną w wyborach zgodą na bycie rządzonym. Wyżej wymienione oskarżenia, formułowane przez Sowę z wielką sprawnością retoryczną, pozwalającą mu pisać w sposób zarazem przystępny i przekonujący, stanowią w zasadzie potężne rozwinięcie pierwszego zdania książki: „Żyjąc we współczesnej Polsce, trudno oprzeć się wrażeniu, że coś jest z tym krajem nie tak” (s. 9).

Sowa nie pozwala jednak czytelnikowi i czytelniczce popaść w nadmierny pesymizm – „Inna Rzeczpospolita…” ma również co najmniej dwie pozytywne bohaterki: historyczną „Solidarność” z początku lat 80. XX wieku i – wspomnianą już wcześniej – utopijną Rzecz-pospolitą dóbr wspólnych, prawdziwie demokratyczny ustrój, którego przygotowanie powinno stać się głównym celem każdej postępowej działalności politycznej i społecznej.

„Solidarność” jest przedstawiona przez Sowę jako jedyny w XX wieku projekt prawdziwie komunistyczny – oddolny, masowy, doskonale samoorganizujący się ruch, łączący przedstawicieli różnych grup zawodowych, którego zasadniczym celem było doprowadzenie do przekazania środków produkcji w ręce pracowników i rozwój demokratycznej samorządności, a więc obrona lewicowych ideałów przed skorumpowanymi elitami politycznymi PRL-u. Autor przeprowadza zarazem gruntowną krytykę dominujących narracji na ten temat, wiążących rozwój „Solidarności” z wpływami Kościoła lub inteligencji skupionej w ramach KOR-u oraz przedstawiających jako cel walkę o wolnorynkowe reformy. „Solidarność” okazuje się jednak szczególnie interesująca dla Sowy z innego jeszcze powodu – stanowi ona, jego zdaniem, przykład „wielości” (multitudo), czyli podmiotu organizacji społeczeństwa w ramach Rzecz-pospolitej dóbr wspólnych, przeciwstawianego „ludowi” jako podmiotowi demokracji parlamentarnej.

W odróżnieniu od „ludu”, „wielość” nie jest re-prezentowana przez nikogo, sama bowiem jest w stanie prezentować siebie i zarządzać dostępnymi jej dobrami, a więc nie potrzebuje do tego polityków. Sowa przytacza przykłady takiego ruchu społecznego – poza „Solidarnością” miałyby to być „zamieszki, protesty i powstania [które w ostatnich latach – J.Z.] wybuchały w Maghrebie, na Bliskim Wschodzie oraz w Europie (Madryt) i Stanach Zjednoczonych (ruch Occupy Wall Street)” (s. 249). Autor „Innej Rzeczpospolitej…” opisuje radykalnie demokratyczne sposoby organizacji charakterystyczne dla „wielości”, jednocześnie próbując – przynajmniej w warstwie teoretycznej – przekroczyć dotychczasową efemeryczność tego rodzaju ruchów i dowodząc możliwości jej istnienia jako stabilnego, suwerennego podmiotu politycznego.

Właściwą „wielości” cechą jest szczególny system własności środków produkcji, głęboko różniący się zarówno od własności prywatnej, jak i własności państwowej czy publicznej – chodzi o własność społeczną, w ramach której dobra stają się dobrami wspólnymi. Żeby opisać, jak funkcjonują tego rodzaju dobra, autor omawia takie ich przykłady, jak język, wiedza, kod czy miasto. Język czy wiedza mogą funkcjonować i rozwijać się tylko dlatego, że są z natury wspólnotowe. Sowa podkreśla, że próby prywatyzacji takich dóbr, jak wiedza skutkują spadkiem wydajności ich produkcji – każdy, kto zetknął się z cenami niektórych specjalistycznych artykułów czy książek naukowych, nie będzie mógł odmówić mu racji. Największą nadzieję autor „Innej Rzeczpospolitej…” pokłada jednak w rozwoju nowych technologii i związanych z nim przemianach społecznych. Dużą wagę przywiązuje do ruchów promujących otwarte czy wolne licencje oprogramowania, postrzegając na przykład twórców systemu Linux jako „najzwyczajniejszych komunistów” (s. 220). Wielkie wrażenie robią na nim również technologie związane z drukiem przestrzennym. Sowa argumentuje, że drukarki 3D mogą być wykorzystane jako uniwersalne narządzie pomocne mieszkańcom najbiedniejszych regionów świata poprzez zapewnienie możliwości samodzielnej i taniej produkcji potrzebnych sprzętów.

Istotnym wątkiem w ramach rozważań o nowych technologiach jest w „Innej Rzeczpospolitej…” krytyka częstego w nowoczesnym dyskursie humanistycznym demonizowania tychże. Sowa podkreśla, że, choć nowe technologie stwarzają pewne konkretne zagrożenia, są podatne na różnorodne nadużycia ze strony korporacji i same z siebie nie stanowią żadnej gwarancji pozytywnych przemian, to wiążą się one z szerokimi możliwościami politycznymi, stanowiąc nieistniejącą wcześniej bazę dla ruchu w stronę nowych, bardziej demokratycznych form organizacji życia społecznego.

Jak na publikację w zasadzie popularyzatorską, choć opartą na, może niezbyt ostro sformułowanym, ale na pewno pozytywnym projekcie, książka Sowy wywołała w części środowiska lewicowego niespodziewanie silne kontrowersje (por. dyskusja Sowy z Maciejem Gdulą na stronach Krytyki Politycznej). Trudno powiedzieć, czy są one uzasadnione. Dla części odbiorców rażąca może być gwałtowność niektórych oskarżeń formułowanych przez Sowę, zestawiona z absolutnie wyidealizowanym obrazem „Solidarności” zawartym na kartach jego książki. Należy jednak pamiętać o największej wartości tej publikacji, która, podejmując znane skądinąd wątki krytyczne wobec współczesnego kapitalizmu i neoliberalizmu, wzbogaca je o propozycje zapewne utopijne, ale mogące wykonywać powolną pracę nad demokratyczną i równościową przemianą stosunków społecznych – pracę, którą sam autor „Innej Rzeczpospolitej…” określiłby może jako pracę wyobraźni, będącej „najbardziej polityczną spośród wszystkich władz umysłu” (s. 273).
Jan Sowa: „Inna Rzeczpospolita jest możliwa! Widma przeszłości, wizje przyszłości”. Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2015.