Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (279-280) / 2015

Katarzyna Szkaradnik,

'BYĆ (Z) SOBĄ NIE U SIEBIE'. RELACJA Z V TRANSDYSCYPLINARNEJ SZKOŁY LETNIEJ

A A A
Doktoranci wydziałów filologicznych z ośrodków akademickich w całym kraju zjechali się 6 lipca na zamek w Lublińcu, by przez trzy pełne dni uczestniczyć w zajęciach jubileuszowej, piątej już Transdyscyplinarnej Szkoły Letniej. To nietuzinkowe przedsięwzięcie firmowane i organizowane jest przez Ryszarda Nycza w ramach grantu, a pomaga w pracach i partycypuje w kosztach za każdym razem inna wszechnica. W bieżącym roku tego zadania podjął się Uniwersytet Śląski, z ramienia którego nad przygotowaniem i przebiegiem Szkoły czuwał Tomasz Sapota, kierownik studiów doktoranckich na Wydziale Filologicznym.

Temat przewodni V TSL („Być (z) sobą nie u siebie. Migracyjna pamięć, wspólnota, tożsamość”) wpisywał się w zagadnienie centralne również dla minionych edycji, mianowicie pamięć, tym razem oświetlaną z perspektywy (e)migracji, wysiedleń, rozmaitych translokacji w przestrzeni geograficznej i/lub społecznej oraz ich oddziaływania na poczucie i (re)konstruowanie tożsamości i wspólnoty. Przedmiotem namysłu stało się zwłaszcza polskie społeczeństwo powojenne, w którym – wbrew lansowanej monolityczności – interferowało wiele tradycji, a doświadczenie „nieswojości”, wykorzenienia i zawieszenia było zjawiskiem powszechnym. Przemyślenia wymagała też drażliwa kwestia pamięci podzielonej, czyli ostrego odcinania się od Innego, marginalizowanego lub wręcz represjonowanego mimo rzeczonego pokrewieństwa losu.

Osoba, której zależało na wzięciu udziału we wszystkich punktach programu, musiała się wykazać nie lada kondycją, gdyż zajęcia trwały niemal od rana do wieczora. Niemniej dzięki zróżnicowanej formie nie miały prawa nużyć: obejmowały konwersatoria, wykłady oraz typowo konferencyjne panele doktoranckie. Największy walor owych zajęć stanowili jednak prowadzący – luminarze polskiej (i nie tylko) humanistyki. Na pierwszym miejscu wypada wspomnieć gości zza oceanu. Krzysztof Wodiczko, artysta multimedialny i teoretyk sztuki reprezentujący Uniwersytet Harvarda, otworzył TSL prelekcją „Cultural Prosthetics. Art and Design for the City of Strangers” i przedstawił kilka swoich projekcji oraz performansów realizowanych także poza USA. Zasadniczo mają one służyć łagodzeniu ksenofobii, uzdrawianiu relacji z innymi przez przywrócenie wykluczonym, głównie imigrantom, możliwości zabrania głosu w przestrzeni publicznej. Jeden z projektów Wodiczki pozwala z kolei wyartykułować traumę żołnierzom wracającym z tzw. misji pokojowych, przy okazji zaś stawia niewygodne pytania amerykańskiej władzy. Tego rodzaju political art wywołała wśród uczestników Szkoły Letniej dyskusję o niezbędności, a zarazem problematyczności „oddawania głosu innym”.

Z Uniwersytetu w Bufallo przybyli Ewa i Krzysztof Ziarkowie, by poprowadzić po angielsku, odpowiednio, konwersatorium na temat narracji i tożsamości w koncepcji Hannah Arendt oraz wykład o „przynależności” według Martina Heideggera. Nie dotyczyły one bezpośrednio faktów czy sytuacji historycznych, lecz oferowały głębsze, niebanalne spojrzenie filozoficzne na problemy roztrząsane w trakcie TSL. Pierwsze zajęcia zogniskowane były m.in. na związku niepowtarzalności i wielości ludzkiej, stosunkach między kategoriami „co?” i „kto?”, czyli sposobami odsłaniania się podmiotu w opowiadaniu i działaniu, a także na ujęciu tej ostatniej aktywności jako nieprzewidywalnego rozpoczynania od nowa; niemniej dyskusja w jednej z grup zeszła nawet na stanowisko Arendt wobec feminizmu. Jeśli chodzi o Heideggera, to wykład poświęcony był myślom rozwijanym w „Liście o humanizmie”: rozumieniu „bycia-tu-oto” nie w sensie topograficznym, ale jako relacji do bycia, które się „istoczy” i „przesyła”, ergo otwiera przyszłe możliwości. W tym świetle – przypominał Krzysztof Ziarek – „ek-sistencja” oznacza „ekstatyczne” wykraczanie poza siebie ku prawdzie bycia, a „zamieszkiwanie” jawi się jako zdolność do słuchania owej prawdy. Późniejsza dyskusja nie mogła się obyć bez poruszenia kontrowersyjnej sprawy miejsca polityki i Innego w poglądach autora „Bycia i czasu”.

Z wykładem wystąpiła również Joanna Tokarska-Bakir, która przedstawiła mediewistę i antropologa kultury Jeffreya J. Cohena oraz ewolucję jego zainteresowań: począwszy od tego, co postkolonialne, poprzez monstrualne, nie-umarłe (żywe trupy, symbol wyzyskiwanych i nieprzepracowanej przeszłości), nieludzkie (kamienne), po rzeczowe; osią przewodnią badań pozostaje tu hybrydyczność. Zaskakiwać mogło połączenie przez prelegentkę tej prezentacji z porażającym nagą prawdą filmem – rejestracją rozmowy z braćmi, którzy wspominają, jak ich rodzina stała się obiektem napaści band z miejscowych wiosek w odpowiedzi na ukrywanie Żydów. Zdaniem Tokarskiej-Bakir punktem styku między obiema częściami byłyby zwrot ku temu, co przemawia do badacza „z ziemi” (tzw. mowie rzeczy), i zmagania z artykulacją pustych znaczących.

Nad owymi miejscami pustymi w dyskursie zastanawiali się też doktoranci w grupach seminaryjnych, które rotacyjnie uczestniczyły w zajęciach z poszczególnymi prowadzącymi. O konwersatorium Ewy Ziarek była już mowa. Przemysław Czapliński analizował z każdą grupą inną prozę – „Pałac” Wiesława Myśliwskiego, „Dziennik pisany później” Andrzeja Stasiuka i „Piaskową Górę” Joanny Bator – pod kątem opisanych w nich przesunięć w planie albo klasowym, albo środkowoeuropejskim, albo Kresów Wschodnich i Zachodnich oraz pod kątem rozpoznawania i przezwyciężania w nich różnych form obcości, dialektyki przemieszczenia i zadomowienia. Z Ingą Iwasiów uczestnicy TSL dyskutowali o problemie powojennych (e)migracji z poprawką na optykę kobiecą, poszukując zaniedbanych obszarów namysłu i języka do opisu pozycji in-between. Pytanie o różnicę między emigracją za granicę a migracją wewnętrzną skierowało rozważania na status nostalgii, która w wypadku emigracji ma na swój użytek podtrzymujące ją instytucje, a dla migrantów staje się „nielegalna”, ocenzurowana. Autorka „Bambina” uczulała doktorantów na skomplikowane relacje nostalgii, tzw. silnej opowieści ideologicznej i traumy, sporo czasu poświęciła również specyficznemu stosunkowi do materialności jako protezie nostalgii. Na Ziemiach Odzyskanych bowiem przybysze/przybyszki zwykle zacierali ślady poprzedników („obcych”), a równocześnie fascynowali się mieszczańską infrastrukturą i produkcją, która niekiedy zaspokajała pragnienie ciągłości (np. niemiecki dzbanuszek podobny do tego z własnego dawnego domu). Prowadząca sugerowała też podważenie stereotypowego redukowania roli kobiet do sfery prywatnej oraz pozostawiła do przemyślenia kwestię, czy doświadczenia kobiece kształtują trafniejsze wyobrażenie o tym, czym jest migracja.

Punktem wyjścia podczas seminarium z Ryszardem Koziołkiem była słynna wystawa z 1979 roku w Muzeum Narodowym w Krakowie „Polaków portret własny”, której intencję stanowiło wytworzenie poczucia naturalnej ciągłości historii, a w rezultacie – „uniwersalnej polskości” (wspólnoty wyobrażonej). Literaturoznawca z Uniwersytetu Śląskiego nie wskazywał jednak tylko na maskowanie konfliktów symbolicznych, różnic klasowych i kulturowych, wyparcie nieprzedstawionego czy zjawisko mimikry, lecz problematyzował samą taką demistyfikację i dychotomiczną kategoryzację postaw intelektualistów wobec ideologii. Zajmowanie pozycji krytycznej musi bowiem uwzględniać przeznaczone i dla nas miejsce naprzeciw lustra, które postawiono na końcu ekspozycji. Jak to celnie ujął prowadzący: chociaż nawet nie byliśmy na tej wystawie, de facto nigdy jej nie opuściliśmy; konieczne okazuje się zatem podejrzliwe przyglądanie się własnemu dyskursowi, językowi, w jakim prezentujemy badania. Uczestnicy seminarium zastanawiali się nad możliwością zastąpienia fałszywego wizerunku homogenicznej całości przez odsłanianie, po pierwsze, materialnej historii prezentowanych dzieł, po drugie, światów lokalnych, a nawet poszczególnych odrębności, które stanowią rzeczywiście uniwersalne doświadczenie.

Podczas konwersatorium „Imaginarium, fakt historyczny, fantazmat” Andrzej Leder w przystępny sposób zrekonstruował fragmenty teorii Jacques’a Lacana dotyczące tytułowych kategorii. Mając na uwadze pierwszą z nich – wyobrażenia, które powiązane są z silnymi emocjami i pozwalają przeżywać pewne historie będące realizacjami skrytych pragnień – prowadzący analizował z doktorantami racjonalizacje dokonywane przez dziejopisów w odniesieniu do wydarzeń tużpowojennych, tzn. odtwarzał imaginaria historyków (sklasyfikowanych przezeń jako niepodległościowy, społeczny, w typie Szkoły Annales i nieświadomości zbiorowej). Z kolei z Grzegorzem Niziołkiem młodzi naukowcy dyskutowali o awansie społecznym na przykładzie dwóch filmów – kultowego „Człowieka z marmuru” Andrzeja Wajdy oraz „Tańczącego jastrzębia” Grzegorza Królikiewicza (wyświetlanego w trakcie TSL). Za kontekst posłużyła koncepcja „nieświadomości politycznej” Fredrica Jamesona, w świetle której awans społeczny rozpatrywany był jako ideologem (złożony z wartości/tezy i struktury narracyjnej). Za kluczowe pytanie uznał prowadzący to, czy awans miałby potencjał transformacyjny, czy stwarza szansę zbudowania żywej wspólnoty niezależnie od kodów narodowych i religijnych – jakby po wykasowaniu wcześniejszego imaginarium symbolicznego. Uczestnicy przyglądali się ponadto szczegółowym zagadnieniom, np. pracy porządku wyobrażeniowego w omawianych filmach (wytworzenie sobie własnego ideału przez bohatera) czy niejednoznacznej w nich roli ojca symbolicznego.

Szkicowo przedstawione powyżej zajęcia wypełniały czas do popołudnia, wieczory zaś przeznaczono na referaty doktorantów. W trzech dwugodzinnych panelach wynikami swoich dociekań podzielili się z audytorium: Iwona Boruszkowska (UJ), Agnieszka Dauksza (UJ), Kamila Gieba (UZ), Monika Glosowitz (UŚ), Aleksandra Grzemska (Usz), Michał Koza (UJ), Wiktoria Kozioł (UJ), Łukasz Łoziński (UJ), Dorota Mieszek (UW), Marek Mikołajec (UŚ), Katarzyna Prałat (UJ), Kinga Siewior (UJ) i Aleksandra Szwagrzyk (UMK). W kolejnych dniach tematyka wystąpień koncentrowała się na wspólnotach emocjonalnych, migrujących tożsamościach oraz palimpsestach pamięci jednostkowej i zbiorowej. Gorąca dyskusja po każdym panelu sprowokowana była przez pytania prowadzących seminaria; pierwszego dnia podniesione zostały kwestie m.in. wspólnoty i pojęć pokrewnych, choć nie synonimicznych (np. zbiorowości), definiowania mieszczaństwa (z uwzględnieniem innych porządków, operujących określeniami „burżuazja” albo „klasa średnia”), trwałości matrycy emigracyjnej (zarówno etosu, jak i konwencji literackich) czy poszukiwań języka adekwatnego do mówienia o emocjach. Drugiego dnia poruszono problem istnienia tzw. specyfiki danego regionu i rzekomej unikatowości doświadczenia jego mieszkańców, relacji „kontrmitu” do oficjalnego mitu Ziem Zachodnich, przesadnej demonizacji życia na tym obszarze (podczas gdy nieraz były one „ziemiami wybranymi”, pozwalały na porzucenie przeszłości i awans), możliwości zbudowania wspólnoty jedynie wokół prostej narracji (np. westernu w przeciwieństwie do filmu artystycznego, odbieranego jako wizja idiomatyczna). Po trzecim panelu pojawiło się m.in. pytanie o możliwość odróżnienia w narracji powieściowej rzeczywistego wydarzenia od fabularnej mistyfikacji oraz o status historii jako gotowych struktur deformujących pamięć.

Wielu osobom nie dość było jednak oficjalnych dyskusji w czasie zajęć i przerw i starczyło im sił na „długie nocne przed zamkiem rozmowy”. Do udziału w TSL zakwalifikowano 57 osób i chociaż nie wszystkie, ze względu na inne zajęcia, uczestniczyły w tym przedsięwzięciu od początku do końca, doktoranci mogli nawiązać wiele nowych, cennych i miłych znajomości, o czym świadczą wylewne pożegnania rankiem 10 lipca. Niektórzy pobyt w Lublińcu wykorzystali również, by odwiedzić częściowo opuszczony szpital psychiatryczny oraz zbiorową mogiłę – wstrząsające miejsce pamięci o dzieciach będących ofiarami hitlerowskich eksperymentów w owym szpitalu, co zresztą wpisuje się w problematykę bolesnej i wypieranej pamięci.

Pod względem organizacyjnym pobyt został znakomicie przygotowany, za co podziękowania należą się głównie Agnieszce Daukszy z UJ i Kindze Kasperek z UŚ, odpowiedzialnym za logistykę, transport, kosztorys, ustalenia z hotelem, a wreszcie za stronę informacyjną i korespondencję z zainteresowanymi przed rozpoczęciem TSL. Obsługa hotelu Zamek Lubliniec też stanęła na wysokości zadania, dbając o komfort gości, wyżywienie oraz stałą dostępność napojów, które okazały się szczególnie potrzebne, gdyż uczestnicy przybyli w dokuczliwym upale. Nie zachęcał on do wysiłku umysłowego, wczytywania się w materiały zadane przez prowadzących na zajęcia ani koncentracji w trakcie seminariów, jednak – zgodnie z przysłowiem „kura znosi jajka, a doktorant zniesie wszystko” – nie przeszkodziło to ostatecznie w ciekawej i zapewne owocnej na przyszłość wymianie myśli.

Żeby niniejsze sprawozdanie nie brzmiało nazbyt entuzjastycznie, można by zauważyć, że przez pierwsze dwa dni przydałaby się w hotelu klimatyzacja. Jednak mimo jej braku atmosfera była nie tylko gorąca, ale też sympatyczna i naukowa zarazem. Duża w tym zasługa rzeczonych nocnych dyskusji, a także mistrzów, którzy traktowali uczniów-doktorantów po partnersku. Kto żałuje (i słusznie) swojej nieobecności w Lublińcu, ten będzie miał szansę – podobnie jak po minionych edycjach – wgłębić się w tematykę Szkoły dzięki tomowi z przedstawionymi podczas niej wystąpieniami. Jeśli zaś Czytelnik należy do grona potencjalnych uczestników, to fama głosiła, jakoby tegoroczne spotkanie było ostatnim, ponieważ dobiega końca realizowany przez Ryszarda Nycza projekt obejmujący TSL. Jednak w ankiecie dla biorących udział w Szkole pojawiło się pytanie o propozycję osób, które powinny poprowadzić zajęcia następnym razem. Można więc żywić nadzieję, że przynajmniej jeszcze w przyszłe wakacje doktoranci ponownie spotkają się, by wspólnie z wybitnymi profesorami i w niepowtarzalnym klimacie naukowo-towarzyskim śledzić i badać meandry społecznej pamięci.