ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 września 17 (281) / 2015

Przemysław Pawełek,

PROBLEMATYCZNY POWRÓT BILLY'EGO BATSONA (SHAZAM! TOM 1).

A A A
Przygody Shazama nie miały szczęścia u polskiego wydawcy. Owszem, bohater przewijał się na drugim planie przeróżnych komiksów ze stajni DC – niedawno zagościł nawet na łamach opasłej „Sprawiedliwości”, nie mówiąc już o aktywnym występie w grze „Injustice: Gods Among Us”. To jednak tylko kropla w morzu potrzeb, biorąc pod uwagę popkulturową rangę, jaką kiedyś ów heros posiadał.

Na początku swojego istnienia, znany jeszcze jako Kapitan Marvel, był niezwykle celną odpowiedzią na rosnącą popularność pierwszych superbohaterów. Młodzież pokochała bowiem perypetie dwunastoletniego Billy’ego Batsona, który za sprawą magicznej formułki „Shazam!” (będącej de facto akronimem składającym się z pierwszych liter imion króla Salomona, Herkulesa, Atlasa, Zeusa, Achillesa i Merkurego) przemieniał się w dorosłego mięśniaka o nadludzkich możliwościach.

Przygody barczystego protagonisty w czerwonym kostiumie z błyskawicą na piersi prześcignęły w rankingach sprzedaży samego Supermana, inspirując w 1941 roku powstanie serialu telewizyjnego. Niestety, nad wyraz widoczne podobieństwo Kapitana Marvela do ostatniego Kryptończyka nie uszło uwadze wydawców opowieści o tym drugim, co zaowocowało wieloletnim sporem prowadzącym do procesu i ostatecznej ugody.

W 1972 roku DC Comics kupiło licencję na trykociarskie alter ego Batsona, jednak w międzyczasie największy rywal wydawnictwa zdążył już zastrzec nazwę postaci, publikując zeszyty z zupełnie innym Kapitanem Marvelem. Cztery lata temu, wraz z początkiem inicjatywy DC The New 52, heros z peleryną powrócił, przyjmując imię Shazama. Krótkie występy pod szyldem „Ligi Sprawiedliwości” wprowadziły go w realia „odświeżonego” uniwersum, przy okazji przedstawiając bohatera młodszym czytelnikom, nie znającym historii Złotej Ery Komiksu.

Zgodnie ze stereotypem, protagonista albumu „Shazam!” jest sierotą. Moc przemiany w tytułową personę zyskuje przypadkiem, stając się ostatnią nadzieją ludzkości mogącą uratować nas przed Czarnym Adamem – swoim zdemoralizowanym odpowiednikiem, również korzystającym z antycznej potęgi. Przy okazji scenarzysta pozwolił Billy’emu nieco dojrzeć, nauczyć się odpowiedzialności za innych oraz znaleźć rodzinę.

Wszystko to brzmi strasznie schematycznie i, niestety, takie właśnie jest. Geoff Johns podąża utartą ścieżką konwencji, którą klasyczne przygody Kapitana Marvela pomogły wytyczyć ponad siedemdziesiąt lat temu. Nie ma tu ciepłej nostalgii i nawiązań w stylu retro, które udało się przemycić przy okazji występów tego bohatera w komiksach malowanych przez Alexa Rossa. Nie wyszła próba „unowocześnienia” protagonisty i dopasowania go do naszych czasów, bo choć z Billy’ego uczyniono łobuza, lekko przefasonowano kostium jego alter ego, a w fabułę wkomponowano tablety (!!!), całość trąci banałem.

Batsona poznajemy jako nastoletniego cynika, który o nikogo nie dba i chce, by dano mu spokój. Oczywiście, na kolejnych stronach uczy się, że – niezależnie od komiksowego uniwersum – wielka siła to wielka odpowiedzialność, i, ku niczyjemu zdziwieniu, okazuje się nagle, że zbuntowany chłopiec z przeszłością ma w istocie złote serce. Dużo ciekawiej od protagonisty prezentuje się jego przeciwnik. Co prawda Czarny Adam jako archetypiczny antagonista również sprawia wrażenie „odrysowanego” od wzorca, jednak jego motywacja wydaje się sensowna oraz niejednoznaczna.

„Shazam!” reaktywuje nieco zapomnianego superherosa, ale to, co niektórzy mogliby wziąć za szlachetną patynę, okazało się cienką kołderką kurzu. Przygody Batsona to porządne i dobrze zilustrowane czytadło, niemające jednak „tego czegoś”. Nie znajdziemy tu elementu, który mógłby wyróżnić protagonistę na tle czy to bohaterów narodzonych w naszej epoce, czy też tych patronujących tytułom z kilkudziesięcioletnim stażem. Brakuje także bardziej szczegółowego nakreślenia mitologii tytułowej postaci.

Zwodnicza jest w końcu widniejąca na grzbiecie tomu cyfra „1” – po tym albumie DC nie zdecydowało się na odpalenie samodzielnej serii poświęconej leciwemu skądinąd herosowi. W efekcie przygody Shazama są raczej propozycją skierowaną głównie do fanów Ligi Sprawiedliwości, których może zainteresować (nowa) geneza bohatera. Dla pozostałych czytelników dzieło duetu Geoff Johns / Gary Frank będzie po prostu sprawnie napisaną, ale do bólu schematyczną lekturą.
Geoff Johns, Gary Frank: „Shazam! Tom 1” („Shazam! Vol.1”). Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2015.