Wydanie bieżące

1 września 17 (281) / 2015

Radosław Pisula,

IDEA (AVENGERS: ŚWIAT AVENGERS)

A A A
Wbrew pozorom istnieje niewielu scenarzystów, których unikalny i konsekwentny styl daje się rozpoznać na pierwszy rzut oka. Mamy oczywiście fenomenalne, zaczerpnięte z tradycji noir opisy Franka Millera, (pop)literacką maestrię Alana Moore’a, oniryczność Neila Gaimana czy niekończące się (choć maksymalnie angażujące) dialogi Briana Michaela Bendisa o pozornych błahostkach. Solidnych autorów nie brakuje, ale w pamięć uporczywie wpijają się nam właśnie ci najbardziej unikalni, którzy od lat starają się zaczarować czytelników swoim oryginalnym sposobem opowiadania. Na najlepszej drodze do osiągnięcia takiego statusu jest Jonathan Hickman, umiejętnie rozpisujący swoje pomysły w wielowątkowe sagi, których części składowe są bardzo dobre, ale dopiero na koniec można w pełni dostrzec, jaki ogrom pracy krył się za konceptem monumentalnej historii – szczególnie w świetle ograniczeń i nakazów wielkich wydawnictw. 

Scenarzysta z gracją nakreślił kilka niebywale skomplikowanych komiksów niezależnych, zawsze przemycających konkretne przesłanie („Nightly News”, „Pax Romana”, „Red Mass for Mars”, „The Manhattan Projects”, „East of West”). Dodatkowo wprowadził sporo ambitniejszych wątków do skostniałego świata Marvela („S.H.I.EL.D.”), z powodzeniem pobawił się konwencją szpiegowską („Secret Warriors”), a także przygotował wyjątkowo rozbudowaną przygodową opowieść na potrzeby bliźniaczych miesięczników „Fantastic Four”/„FF”. Wszystko to nieustannie upiększa wykresami, drzewkami informacyjnymi oraz siecią powiązań, w której – ostatecznie – wszystko do siebie pasuje.

Po skończeniu wojaży z Fantastyczną Czwórką Hickman okazał się idealnym zmiennikiem dla Bendisa (przez długie lata ciągnącego kilka tytułów z Mścicielami). Jego pomysł na start inicjatywy „NOW!” był prosty: skoro Avengers są uznawani za Najpotężniejszych Ziemskich Bohaterów, to niech potwierdzą swój status. Mają być więksi, lepsi i bardziej niezłomni od kogokolwiek / czegokolwiek mogącego zagrozić naszej planecie. Zresztą już w pierwszym numerze komiksu twórcy projektu Świat Avengers – Iron Man i Kapitan Ameryka – porównują założenia tej inicjatywy do idealnie pracującej maszyny, której poszczególne części mogą być wymieniane na elementy (tj. bohaterów) najbardziej pasujące do charakteru konkretnych zadań. Okazja do sprawdzenia sensowności tego planu nadarza się bardzo szybko, ponieważ podczas jednej z misji na Marsie podstawowy skład Avengers trafia na trójkę potężnych kosmitów, manifestujących swoją potęgę poprzez zalesienie Czerwonej Planety, pojmanie herosów i wysłanie na Ziemię tajemniczych nasion. W tym momencie osamotniony Kapitan Ameryka musi uruchomić globalny sygnał i wezwać posiłki. Nikt jednak nie spodziewa się, że za poczynaniami napastników stoją o wiele bardziej skomplikowane motywy, powiązane z narodzinami całego wszechświata.

Hickman umiejętnie rozstawia pionki na planszy, starając się z głową podawać czytelnikowi wszystkie szalone pomysły. Dzięki temu pierwszy tom o przygodach Mścicieli (podzielony na dwa wyraźne akty), mimo rzuconej na stół stawki, nie jest kłopotliwy w odbiorze, serwując odbiorcy wiele fantastycznych pomysłów wstrząsających podstawami uniwersum Marvela, który zazwyczaj boi się zmian. Prezentowane wydarzenia posiadają galaktyczne uwarunkowania, dzięki czemu największe „działa” w zespole mają szansę, aby się wykazać: zresztą każda z postaci ma tutaj do odegrania wyraźną rolę. Cieszy także fakt, że scenarzysta nie podpina całości pod filmowe sukcesy wydawnictwa. Oczywiście, trzon zespołu stanowią bohaterowie znani z wielkiego ekranu, ale akcję (szczególnie w drugiej, mniej kolektywnej części epizodu) poznajemy z punktu widzenia zupełnie nowych dodatków do ekipy – wzorowanego na Supermanie Hyperiona (ostatniego syna zniszczonego uniwersum), Smasher (która z małomiasteczkowej farmerki zmienia się w żołnierza kosmicznego imperium) i Kapitan Wszechświat (zmagającej się ze swoją zdefragmentowaną psyche). Album Hickmana to świeże spojrzenie na dobrze znaną komiksową rzeczywistość oraz idealna próba asymilacji z nią (także nowego) czytelnika, co podkreślają naprawdę solidne dialogi, popadające chwilami  w patetyczne tony, ale nigdy nie przekraczające granicy tolerancji.

Do wykonania rysunków Marvel oddelegował swoich najlepszych autorów. Jerome Opeña to etatowy współpracownik Ricka Remendera, z którym tworzył Punishera i Uncanny X-Force. Jego styl jest niezwykle dynamiczny i szczegółowy; artysta eksponuje w swoim warsztacie pozytywne uwarunkowania trykociarskiego komiksu, co nieźle kontrastuje z numerami ilustrowanymi przez Adama Kuberta preferującego bardziej kreskówkowe, ale ciągle niezwykle żywotne rysunki (mistrzowsko wychodzi mu ukazywanie mimiki postaci). Pierwszy tom Hickmanowskich „Avengers” jest wstępem do epickiej historii, który jednak sprawdza się jako samoistna opowieść. Jest szybko, świeżo, pomysłowo, ze świetnie stopniowanym napięciem i – co najważniejsze – niegłupio. Od pierwszej chwili można polubić nowych bohaterów i chce się obserwować, jak ta wielka maszyna funkcjonuje (albo szwankuje). Zdecydowanie jest to moja ulubiona część Marvel Now!. Dzięki niej poczułem się jak podczas seansu wysokobudżetowej produkcji spod znaku Kina Nowej Przygody. Smaczna i pożywna przystawka – polecam i czekam na główne danie.

P.S. Jedna duża wada w naprawdę dobrym tłumaczeniu (przygotowano nawet deszyfrator do występującego w komiksie specjalnego kodu) to nieszczęsny Hulk zmuszony „trzaskać” zamiast „miażdżyć” – zupełnie nie ta liga destrukcji.
Jonathan Hickman, Jerome Opeña, Adam Kubert: „Avengers: Świat Avengers” („Avengers: Avengers World”). Tłumaczenie: Jakub Syty. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2015.