Wydanie bieżące

1 września 17 (281) / 2015

Marta Kalarus,

WAMPIR NA DESKOROLCE (O DZIEWCZYNIE, KTÓRA WRACA NOCĄ SAMA DO DOMU)

A A A
Noc, demoralizacja i samotność – tymi słowami można przedstawić klimat panujący w pełnometrażowym debiucie Any Lili Amirpour. Akcja filmu rozgrywa się w Bad City: opustoszałym, posępnym miejscu, zdominowanym przez przestępczość i prostytucję. Stałym elementem miejskiego pejzażu jest dziura w ziemi, w której składowane są zwłoki. Na tle tego ponurego krajobrazu widz obserwuje historię miłosną rozgrywającą się między młodym dilerem narkotykowym a tajemniczą wampirzycą. Snuta przez reżyserkę opowieść nie ma w sobie jednak nic z brawurowego love story w stylu Belli i Edwarda – jednego z najbardziej przemielonych przez współczesną popkulturę wampirów, a jednocześnie idola tysięcy nastolatek. Zabijająca nocą dziewczyna z filmu Amirpour zdecydowanie bardziej pasowałaby do Jarmuschowskiego „Tylko kochankowie przeżyją”. Skojarzenie z dziełem amerykańskiego reżysera jest zresztą nieprzypadkowe: analogię widać już w niespiesznym rytmie narracji „O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu”.

Podobieństwa do filmów Jarmuscha nie wyczerpują bogatych relacji intertekstualnych, jakie zachodzą w dziele Amirpour. Nawiązania do znanych utworów kinematografii światowej funkcjonują tu na wielu płaszczyznach – nazwa Bad City w oczywisty sposób wywołuje skojarzenia ze słynnym Gotham City, a estetyka, opierająca się na czarno-białych kadrach, prowadzi do komiksów Franka Millera i zdeprawowanego Sin City. Nie sposób także nie dostrzec prowadzonej przez twórczynię gry z kinem gatunków oraz tego, że wybranek wampirzycy, Arash, został wystylizowany na słynnego buntownika, Jamesa Deana. Tym jednak, co charakteryzuje poszczególne elementy wspomnianej filmowej gry, jest wyraźne przerysowanie. Próżno szukać w Bad City walecznych superbohaterów – wśród opustoszałych murów sprawiedliwość wymierza małomówna wampirzyca, przemierzająca ulice na deskorolce. Podczas samotnych wędrówek bohaterka nosi tradycyjny czador, co – jak żartobliwie stwierdziła w jednym z wywiadów reżyserka – upodabnia ją do Batmana. Ofiarami protagonistki padają zawsze mężczyźni, co można interpretować nie tylko z feministycznego punktu widzenia, lecz także jako odniesienie do patriarchalnej kultury irańskiej. Nawiązań do tej ostatniej jest zresztą w „O dziewczynie…” znacznie więcej, co sprawia, że film z pewnością nieco inaczej oglądają widzowie irańscy, znający kody prawdopodobnie niedostrzegalne dla wielu osób z zachodniego kręgu kulturowego.

Absurd i groteska rozbijają potencjalny romantyzm uczucia łączącego wampirzycę i Arasha. Świadczy o tym chociażby scena pierwszego spotkania przyszłych kochanków. Oto bowiem tradycyjnie przemierzająca nocą miasto bohaterka natyka się na odurzonego narkotykami chłopaka. „Jestem Dracula” – przedstawia się Arash, ubrany w ciemny (wycięty, co znów znamienne, z matczynego czadoru) płaszcz z przekrzywionym, charakterystycznym kołnierzem. Dodajmy, że chwilę wcześniej chłopak wyjął z ust sztuczne (i zdecydowanie niedopasowane do anatomii jego szczęki) zęby wampira. Czyż można wyraźniej zakpić z romantycznego wampirycznego mitu? Trudno również określić jako poetycką kolejną randkę, podczas której Arash chce poczęstować ukochaną hamburgerem i daje jej w prezencie kolczyki skradzione z domu pracodawczyni. Dramatyczne napięcie ostatniej sceny zostaje z kolei rozbite między innymi przez kota, wygodnie usadowionego w samochodzie między protagonistami. W kulturze zachodniej kot budzi określone konotacje, związane z siłami zła – występujący w filmie zwierzak nie ma w sobie jednak niczego demonicznego. Zamiast z tajemniczym czarnym kotem, mamy bowiem do czynienia z opasłym pupilem w łaty. W przeciwieństwie do wampirycznego filmu Jarmuscha, próżno więc szukać w „O dziewczynie…” wątków o charakterze egzystencjalnym, charakterystycznych dla wielu współczesnych dzieł traktujących o nieszczęśliwych, zależnych od swej drapieżnej natury krwiopijcach.

Wszystkie te komiczne, wpisane w strukturę świata przedstawionego filmu zabiegi są bez wątpienia interesujące i z pewnością to one w dużej mierze wpłynęły na niezwykle pozytywny odbiór filmu Amirpour na świecie. Na uwagę zasługują również specyficzny klimat i estetyka filmu. Każdy kadr zdaje się starannie przemyślany i dopracowany, dzięki czemu seans z pewnością jest przyjemnością dla oka. Może być także przyjemnością natury intelektualnej, choć reżyserka sięgnęła głównie po kulturowe klisze na tyle proste i opatrzone, że rozpoznają je bez trudu nie tylko koneserzy. Oczywiście, nie jest to zarzut; wielu widzów może ten zabieg uznać wręcz za pozytywny aspekt dzieła. Nie zmienia to jednak faktu, że – pomimo iż film uważam za całkiem udany – trudno polemizować z krytycznymi głosami, uznającymi dzieło Amirpour za ładną wydmuszkę.

„O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu” („A Girl Walks Home Alone at Night”). Reżyseria i scenariusz: Ana Lily Amirpour. Obsada: Sheila Vand, Arash Marandi, Marshall Manesh i in. Gatunek: horror. Produkcja: USA 2014, 101 min.