Wydanie bieżące

1 września 17 (281) / 2015

Sara Nowicka,

SŁOŃCE I CIEŃ (PAN TURNER)

A A A
Filmowe biografie malarzy najczęściej powielają jeden schemat – genialna, nierozumiana i niedoceniona za życia jednostka toczy bój ze światem i własnymi demonami. Kinowy artysta na ogół jest człowiekiem niezwykle temperamentnym, a jego przedstawione na ekranie życie składa się jedynie z dramatycznych momentów. Przy okazji filmu „Pan Turner” Mike’a Leigh pojawił się nowy schemat – większość widzów i krytyków zwraca uwagę na to, jak angielskiemu reżyserowi udało się uciec od tych romantycznych klisz. Jedną z największych zalet filmu niewątpliwie jest stworzenie realistycznej, nie wolnej od nudy biografii, która różni się od innych przedstawicieli swojego gatunku i wydaje się spójna z poprzednimi dziełami twórcy. Jednak wartość „Pana Turnera” tkwi nie tylko w podkreślanej przez wszystkich oryginalności.

Najnowszy film  Mike’a Leigh opowiada o dwudziestu pięciu ostatnich latach życia Williama Turnera (w tej roli wybitny Timothy Spall). Na dwuipółgodzinną opowieść składają się mniej i bardziej ważne sceny z życia słynnego malarza. Leigh nie ogranicza się do momentów zwrotnych w karierze Turnera, skupiając się także na odtworzeniu codzienności bohatera, niepozbawionej cierpienia, rozczarowania, nudy i brzydoty, ale też pełnej pasji i zachwytu nad pięknem przyrody. Choć film jest pełen zapierających dech w piersiach kadrów, angielski reżyser nie stawia na rozmach i widowiskowość, zależy mu jedynie na tym, aby być bliżej życia malarza tworzącego w pierwszej połowie XIX wieku. Świadczy o tym selekcja wydarzeń pokazanych w „Panu Turnerze” – Leigh nie ujął w swym filmie zdarzenia o największym spektakularnym potencjale, czyli tworzenia obrazu „Pożar Parlamentu”, za to przedstawił wiele rozmów i spotkań, które mogą się wydać nużące, a nawet odpychające. „Pan Turner” to nie tylko biografia łamiącego dotychczasowe konwencje malarza, ale także portret jego epoki i ówczesnego środowiska związanego ze sztuką, opartego na pozorach i chwilowych modach. Turner wyróżnia się na tle innych artystów i zainteresowanych malarstwem dżentelmenów swoją pasją oraz przekonaniami i fascynacjami, którym był wierny przez całe życie. Leigh pokazuje okres wielkiej popularności artysty oraz zmierzch mody na jego dzieła – obserwujemy twarze widzów zniesmaczonych najnowszymi pracami wybitnego pejzażysty oraz spektakl, który wyśmiewa bohatera oraz milionerów kupujących jego prace. Turner pozostaje nieugięty zarówno wobec sugestii, by zaczął malować coś innego niż pejzaże, jak i wobec propozycji otrzymania bajońskiej sumy za wszystkie dotychczasowe dzieła – malarz odmawia, ponieważ w testamencie zapisał je rządowi brytyjskiemu, z zastrzeżeniem, by wszystkie były udostępniane do oglądania w jednym miejscu.

Angielski malarz miał stałe źródło inspiracji w osobie tworzącego w XVII wieku Claude’a Lorraina. Francuski mistrz przedstawiania światła na płótnie był niedoścignionym wzorem Turnera, a echa jego dzieł można znaleźć w wielu obrazach Anglika, z „Upadkiem Kartaginy” na czele. Leigh w swoim filmie umieszcza scenę rozmowy dżentelmenów, w czasie której najmłodszy z nich twierdzi, że Lorrain był dobry w poprzedniej epoce, jednak teraz jego prace nie wzbudzają już podziwu. Wypowiedź ta spotyka się ze wzburzeniem Turnera, który nazywa Lorraina geniuszem i w żartobliwy sposób wyraża swoją pogardę dla przedmówcy.

Wszystkie zamieszczone w „Panie Turnerze” sceny, nawet te, które pozornie nic nie wnoszą do fabuły, tworzą skomplikowany i pełen skrajności portret malarza. Z jednej strony Turnera łączy bliska relacja z ojcem, z drugiej nie przyznaje się on publicznie do swoich córek i nie chce utrzymywać z nimi kontaktu. Dwa przedstawione w filmie romanse malarza również kontrastują ze sobą: zwierzęca i przedmiotowa relacja łączy bohatera z nieatrakcyjną, garbatą pokojówką (Dorothy Atkinson), natomiast w kontakcie z panią Booth (Marion Bailey), która później zostanie jego żoną, Turner potrafi być czuły i romantyczny. Biegunowo ukazane zostają również pasja artysty do malarstwa połączona z ogromną wiedzą na ten temat oraz jego brak talentu oratorskiego i nieciekawe wykłady, jakie wygłasza. Wymowna jest krótka scena pokazujących niejednoznaczność natury Turnera. Malarz pod koniec życia przygląda się obrazom prerafaelitów i wyśmiewa je w charakterystyczny dla siebie sposób. Scenę tę można rozumieć dwojako. Najprościej, jako wyszydzenie przez artystę nowej formy sztuki, powrotu do figuratywnego przedstawienia, które nie było bliskie prekursorowi impresjonizmu. Prerafaelici jednakże byli wówczas prawdziwymi rewolucjonistami, podobnie jak Turner, łamiący dotychczasowe konwencje, a nawet dokonujący niemal anarchistycznych gestów, o czym świadczy scena jego rywalizacji z Johnem Constable’em. W tym kontekście śmiech bohatera może oznaczać radość z pojawienia się kolejnych artystycznych buntowników. Szczodry i skąpy, podziwiany i wyśmiewany – kontrasty w filmowym przedstawieniu pejzażysty można mnożyć, jednak podstawowym dysonansem „Pana Turnera” jest zestawienie piękna obrazów mistrza i wzniosłości przyrody z brzydotą ich autora i pospolitością jego życia.

Kontrasty nie tylko pojawiają się w biografii artysty, są także narzędziem, które Leigh chętnie wykorzystuje w konstruowaniu poszczególnych scen. Często mają one wymiar humorystyczny, np. we fragmencie, w którym kupujący obraz Turnera chłopak wygłasza pełen wzniosłych słów pean na cześć jego talentu. Przerywa mu krzyczący malarz, narzekający na muchy i każący służącej je przegonić. Kobieta wraca z miotłą i strzepuje owady na tyle nieudolnie, że te spadają na zebranych przed obrazem mężczyzn. W innej scenie Turner odwiedza młodą prostytutkę. Mężczyzna zaczyna ją szkicować i wpada w spazmatyczny, przypominający skowyt płacz. Dziewczyna pozostaje niewzruszona, jej twarz nie wyraża nic poza znudzeniem, dopiero po chwili pyta malarza, czy nie chciałby czegoś do picia. Podobna scena znalazła się w innym filmie Leigh – „Sekretach i kłamstwach”. Tam podczas pierwszego spotkania matki i oddanej przez nią do adopcji córki bohaterka grana przez Brendę Blethyn dostaje napadu histerii, natomiast siedząca obok niej Hortense (Marianne Jean-Baptiste) jest opanowana i nieco zniecierpliwiona zachowaniem kobiety. „Pana Turnera” łączy z „Sekretami i kłamstwami” jeszcze jeden ciekawy szczegół. Odgrywający Turnera Timothy Spall w filmie sprzed prawie dwudziestu lat wciela się w rolę fotografa. W „Panu Turnerze” wizyta u fotografa jest jednym z kluczowych momentów w ostatnim okresie życia twórcy. Turner jest zainteresowany nowym wynalazkiem i przewiduje, że niedługo wszyscy pejzażyści będą wychodzić w plener z czarną skrzynką w ręku.

Najbardziej w „Panu Turnerze” zachwycają zdjęcia. Dick Pope, operator, który współpracuje z Mikiem Leigh od dwudziestu pięciu lat, operuje światłem z niemal równym wyczuciem, co przedstawiony w filmie malarz. Kadry „Pana Turnera” są inspirowane nie tylko dziełami angielskiego artysty, ale także płótnami Caspara Davida Friedricha i Jana Vermeera. Ogromne wrażenie robią fragmenty, w których Turner udaje się na wędrówki w poszukiwaniu inspiracji, a jego obrazy przez chwilę ożywają w filmowym kadrze, czasem jako niemal stuprocentowo wierna inscenizacja, tak jak w wypadku „Ostatniej drogi »Téméraire’a«”. Dech w piersiach zapiera także jedna ze scen przejścia. Widzimy Turnera podczas pracy nad płótnem. Malarz pluje na obraz, spazmatycznie nakłada farbę, jednak odbiorca nie widzi dokładnie, co będzie przedstawiać praca. Wreszcie następuje zbliżenie na górski krajobraz, który dopiero po chwili rozpoznajemy jako rzeczywisty, a nie namalowany.

Zdjęcia Pope’a pozwalają też głębiej przeżyć ekstremalne doświadczenia, którym poddawał się Turner. Malarz nieraz ryzykował życiem, by stworzyć obraz wyrażający potęgę natury. Doskonale przedstawia to scena, w której artysta prosi marynarzy, aby przywiązali go do masztu statku podczas nocnej burzy, aby mógł całym sobą uczestniczyć w tym zjawisku. Tak powstał obraz „Burza śnieżna – parowiec przed wejściem do portu”.

„Pan Turner” to dzieło, które fascynuje i odpycha zarazem. Bohaterowie są równie niedoskonali i nieatrakcyjni fizycznie, co postaci znane z poprzednich filmów Mike’a Leigh, zaś ich życie bywa tak samo nieszczęśliwe, pospolite i ubogie, co egzystencja protagonistów „Być i mieć”. Tym, co wyróżnia ten film, jest to, co wyróżniało samego Turnera – ogromna pasja, która dla obdarowanego nią człowieka stanowi pancerz chroniący przed okrucieństwem życia. Sztuka pozwalała Turnerowi wyjść poza niedoskonałego siebie i ponad przeciętność egzystencji. Wzniosłość przyrody, wyjątkowość sztuki i słońce, którym do ostatniego tchnienia był zafascynowany, nadają sens jego istnieniu i pozwalają mu wznieść się ponad codzienność, zapomnieć o marności otaczających go ludzi. „Pan Turner” jest promieniem światła pośród ciemności, potrafiącym zarazić widza pasją i uwrażliwić go na piękno.
„Pan Turner” („Mr. Turner”). Scenariusz i reżyseria: Mike Leigh. Obsada: Timothy Spall, Paul Jesson, Dorothy Atkinson, Marion Bailey. Gatunek: dramat biograficzny. Produkcja: Francja, Niemcy, Wielka Brytania 2014, 149 min.