Wydanie bieżące

1 lutego 3 (75) / 2007

Łukasz Iwasiński,

ZAKORZENIENIE

A A A
Z zespołem Psio Crew rozmawia Łukasz Iwasiński
Psio Crew to brawurowe zderzenie beskidzkiego folkloru z electro, drum’n’bassem, dubem, hip hopem czy acid jazzem. To jedyna kapela, która ośmieliła się pogodzić góralskich muzykantów z b-boyami; połączyć ragga’owe nawijki z ludowymi zaśpiewami. I wyszło jej to naprawdę przekonująco! Oto, co na temat swej działalności mieli do powiedzenia: Krzychu (Krzysztof Pyter), Katka (Katarzyna Dyga), Kamerski (Maciej Szymonowicz), Rychu (Ryszard Cieślar), Mikołaj (Stachura)



Łukasz Iwasiński: Na początek przedstawcie się, skąd zainteresowania tematyką folku, jak wyglądały wasze studia nad tą dziedziną? Macie za sobą jakąś formalną edukację muzyczną?

Kamerski: Trzon Psio Crew tworzy głównie kapela góralska Śtyry i Dobry Gooral, który dba o warstwę brzmieniową, elektronikę. Skład liczy 9 osób: skrzypce (prymy), x 2 skrzypce (sekund) x2, kontrabas; elektroniczne cacka; perkusja; darcie gęby i śpiew niezwykły. Tematyka folku w ogóle nas nie interesuje, w większości pochodzimy z Bielska-Białej, miasta u podnóża gór i to, co chcemy uratować to folklor (a to zupełnie inny termin niż folk) ziemi beskidzkiej, naszej ziemi.

Rychu: Ucyłech sie we skole muzycnej w Bielsku-Białej (na skrzypcach), ale jakosik mi sie w tej skole nie widziało, to żech to ciepnoł po śtyrek rokach. A od 2001 roku – pamiyntno impreza, Bielska Zadymka Jazzowa na Szyndzielni (tako górecka 1026 m n.p.m.) ka w schronisku groł Zbigniew Namysłowski z górolami – zacyła sie wielko podróz muzycno z kapelom góralskom Śtyry.

Katka: Czuję się jak na spowiedzi, (śmiech) najpierw szkoła muzyczna, też jakoś nudnawo, więc własne poszukiwania muzyczne, składy punkowe, jazzowe, w szerokim sensie undergroundowe, nawet awangardowa poezja śpiewana. Wreszcie po czasie ciszy – powrót do rdzennej muzy z gór i zaczęło się Psio Crew.

Krzychu: W zespołach i formacjach folklorystycznych siedzę od 14 lat. 8 lat grałem w bielskim Dread Waryjot

Mikołaj: Do szkoły muzycznej nie chodziłem, więc formalności nie było, ale uczęszczałem na lekcje gry na perkusji do Domu Kultury w Kamienicy w Bielsku-Białej.

Ł.I.: Choć „Szumi Jawor Soundsystem” to wasz debiut, macie już na koncie niemałe osiągnięcia, w tym nagrodę na IX Festiwalu Muzyki Folkowej „Nowa Tradycja”, który odbywał się w Studio Koncertowym Polskiego Radia im Witolda Lutosławskiego w Warszawie. Opowiedzcie o dotychczasowych dokonaniach.

Katka: No... czyli, że mamy się troszkę pochwalić? Jasne – wyróżnienie na Mikołajkach Folkowych w Lublinie, I miejsce w konkursie muzyki folkowej i górskiej w Zakopanem. Sporym wyróżnieniem było dla nas również zagranie koncertu w ramach imprezy Nu Poland Nu Europe w studio radiowym im. Witolda Lutosławskiego, na Festiwalu Kultury Polskiej „Terra Polska” w Berlinie, na Woodstock'u, podczas Bielskiej Zadymki Jazzowej 2006, Creamfields oraz na Międzynarodowym Festiwalm Worldmusic: Colours of Ostrawa 2006.

Ł.I.: Słuchając was od razu na myśl przychodzi fuzja Trebunich Tutków i Twinkle Brothers, choć wasza muzyka spaja jeszcze więcej elementów, jest bardziej barwna. Jak oceniacie tamtą legendarną sesję. Była ona dla was bezpośrednią inspiracją?

Mikołaj: Spotkanie Trebunich Tutków i Twinkle Brothers było wydarzeniem na skalę światową. Nikt wcześniej nie podejmował takich inicjatyw. Połączenie muzyki góralskiej z roots reggae to był ewenement – czyste i piękne brzmienie. Zejście się tych dwóch gigantów wywarło na nas duże wrażenie, lecz bezpośrednim natchnieniem nie było. Porównania oczywiście się zdarzały, ale my sięgamy bardziej do miasta. To na tym styku (miasto-góry) opiera się idea Psio Crew.

Ł.I.: Zgodzicie się, że jeszcze dekadę temu muzyka góralska stanowiła w odczuciu – zwłaszcza młodych słuchaczy – anachronizm, często śmieszny i naiwny, nieprzystający do dzisiejszej mentalności i estetyki. Kojarzyła się z tanią cepelią albo wstecznictwem. Sytuację pogarszali sami górale, którzy dbali o hermetyzm swej twórczości. A radykalnym przełamaniem bariery okazała się sesja Tutków i Twinkli.

Rychu: To pytanie zawiera w sobie odpowiedź. Takie były czasy – propaganda sukcesu i takie tam różne rzeczy. Chociaż rokrocznie podczas Tygodnia Kultury Beskidzkiej – największego święta folkloru góralskiego i innych o podobnym charakterze, ten stereotyp był przełamywany. A fuzja muzyczna Trebunie/Twinkle, to zabieg genialny. Muzyka Jamajczyków była dość szeroko znana i chętnie słuchana i tym sposobem świat usłyszał piękno góralskiej nuty.

Ł.I.: Jak oceniacie twórczości Golców, Brathanków czy Zakopower? Oni wszyscy uczynili wiele dla popularyzacji góralszczyzny. Nie sądzicie jednak, że taka pauperyzacja ludowej tradycji bardziej jej szkodzi niż pomaga?

Katka: Każdy wnosi coś swojego, każdy jest inny i dla każdego jest miejsce na scenie. Robimy swoje, mamy szacunek dla innych twórców, a porównywanie się nie leży w naszej naturze. Kultura ludowa jest naszym wspólnym dziedzictwem. Każdy z artystów, który we własny sposób ją transponuje, musi sobie sam odpowiedzieć, w swoim sumieniu, czemu to służy.

Ł.I.: Czy sądzicie, że są pewne archetypiczne elementy typowe dla muzyki ludowej każdej kultury? Różna bywa forma, środki, ale zasadnicze jakości i emocje muzyki etnicznej niezależnie od rejonu świata są takie same? Czy to za daleko idąca teza?

Katka: Moim zdaniem muzyka ludowa bez względu na kulturę posiada organiczną wręcz więź z naturą, która manifestuje się przez pełen miłości i szacunku stosunek do jej praw i sił. Człowiek w tym ujęciu – jako dziecko natury – zachowuje zdrowe proporcje. W przeciwieństwie do antropocentrycznego ujęcia w tzw. ucywilizowanej wersji. Muzyka ludowa dotyczy również codziennej rzeczywistości, dlatego zawiera cały zbiór uniwersalnych prawd dotyczących życia w rodzinie, w społeczności, relacji między kobietami a mężczyznami; są one proste, jednocześnie głębokie, bez intelektualnego przekombinowania. Poza tymi elementami myślę, że wspólne są treści pełne beztroskiej afirmacji życia i radości, które tylko dla ludzi nieskażonych plastikiem są oczywiste, zrozumiałe i odczuwalne.

Ł.I.: A może potraficie wskazać elementy najbardziej charakterystyczne dla naszego góralskiego folkloru, takie, które czynią go wyjątkowym, odróżniają od innych tradycji?

Kamerski: Dla mnie góralski, folklor, tradycja, muzyka, śpiew – to prawda miejsca, w którym się urodziłem, to harmonia człowieka żyjącego w zgodzie z naturą. To magia, do której wszyscy wrócimy – jestem tego pewien, to tylko kwestia czasu. Dlatego my już powracamy, swoisty, oczywisty back to the roots. Specyficzny dla naszego folkloru jest szacunek dla gór, pochylenie głowy wobec ducha gór. Każda kultura posiada swoją odrębną, niepowtarzalną prawdę i piękno; należy tylko odnaleźć i świadomie określić swoje korzenie.

Ł.I.: Gracie zarówno na imprezach typowo klubowych, folkowych, jak i jazzowych. W którym z tych kontekstów odnajdujecie się najlepiej?

Rychu: Graliśmy na wielu imprezach o zupełnie odmiennych klimatach, jesteśmy otwarci. To, co robimy jest prawdziwe. Ludzie to wyczuwają i też się otwierają, niezależnie od tego, czy jest to klub czy festiwal jazzowy. Do każdego koncertu podchodzimy indywidualnie, a przede wszystkim na luzie, co pozwala nam odnajdywać się wszędzie. Nie można powiedzieć jednoznacznie, gdzie odnajdujemy się najlepiej. Wszędzie tam gdzie ludzie się bawią!

Ł.I.: Spytam więc tak: czy płyta ma charakter bardziej „klubowy” czy „ludowy”? Wydaje mi się, że wykorzystywanie zaczerpniętych z muzyki góralskiej patentów, rozwiązań, brzmień, grepsów nie czyni jeszcze waszej twórczości ludową – bo traktujecie je na równi z tradycją hip hopu czy dancehallu. Pokazujecie, że rodzima „ludowszczyzna” może być zaadoptowana do współczesnej muzyki klubowej, tak jak dawno zostały już zaadoptowane tradycje afrykańska czy azjatycka...

Katka: Nowa muzyka ludowa-klubowa – tak kiedyś określiliśmy naszą nutę i w tym zawarte jest jej sedno, choć etykietki są zawsze powierzchowne. Brzmienie Psio Crew to nasza interpretacja tradycyjnych fraz i współczesnych brzmień. Nie zgadzam się z określeniem „patenty, grepsy muzyki góralskiej”; ta muzyka właśnie stanowi bazę – nie jest formą, lecz treścią. To raczej patenty i rozwiązania ze współczesnych stylistyk wykorzystujemy jako narzędzia w naszym warsztacie.

Ł.I.: Na Zachodzie fuzje muzyki etnicznej ze współczesnymi stylami wykorzystują często narodowe diaspory, by zamanifestować swą odrębność. Niejednokrotnie ich twórczość ma iście rebeliancki charakter, staje się narzędziem walki o prawa i interesy etnicznych mniejszości. A jakie jest przesłanie Psio Crew?

Krzychu: Przychodzi mi na myśl Laibach... My jednak jesteśmy zupełnie inną grupą ludzi, naszą muzyką chcemy dawać przede wszystkim jak najwięcej pozytywnych i estetycznych doznań, szerzyć dobro – w ogólnym tego słowa znaczeniu. Choć „Nie wiecie (wersy napięte)” to kawałek jak najbardziej walczący – protestujący przeciwko głupocie i ksenofobi.

Mikołaj: Przesłanie Psio Crew to przede wszystkim świadomość siebie, szacunek dla tradycji, radość z tego co jest i co mamy. W prostocie moc. Zakorzenienie.

Ł.I.: Dziękuję za rozmowę.