Wydanie bieżące

15 września 18 (282) / 2015

Przemysław Pawełek,

FABULARNA IMPOTENCJA (SEX. TOM DRUGI. SUPERCOOL)

A A A
Podobno nie zapomina się swojego pierwszego razu. Z pierwszego tomu serii „Sex” w głowie pozostały mi jednak tylko strzępki: były superheros wraca do swojego rodzinnego miasta, by miotać się pomiędzy zawieszoną na haku peleryną a swoim życiem erotycznym, które jest jeszcze bardziej pozbawione akcji. Tej ostatniej pozbawiony był także sam komiks – przez osiem zeszytów autorzy prowadzili żmudną i monotonną ekspozycję, pełną daremnych i przeciągniętych dialogów, przerywanych za to scenami mniej lub bardziej wyuzdanych (a czasem po prostu niesmacznych) stosunków. Drugi album zmienia nieco ton, choć nie jestem w stanie stwierdzić, czy wychodzi mu to na dobre.

Simon Cooke w dalszym ciągu próbuje wkroczyć w korporacyjne środowisko własnej firmy, ale bez większego powodzenia. Jego życie erotyczne prezentuje się jeszcze gorzej. Bohater nie dość, że nie umie zaciągnąć do łóżka żadnej wrażliwej na portfel milionera niewiasty, to jeszcze nie potrafi sobie poradzić z ową sprawą samodzielnie, co zresztą zostaje nam w dosłowny sposób ukazane. Jednak nudne życie protagonisty schodzi w tym tomie na dalszy plan. Nieco więcej dowiadujemy się o jego sekretarce (która w przeciwieństwie do bohatera „łóżkowo” radzi sobie całkiem dobrze), byłym partnerze kontynuującym walkę z łotrami (i oczywiście bez problemu zaspokajającym własne żądze) czy o jego dawnych wrogach (którzy nie odmawiają sobie niczego).

W rezultacie odniosłem wrażenie, że albo scenarzysta się w którymś momencie pogubił, albo pogubiłem się ja. Nie wiem już, o czym czy też o kim jest ten komiks. W superbohaterską konwencję (czerpiącą z dekonstrukcji, jakich dokonano w latach 80.) w dość toporny sposób wkomponowano sceny tytułowego seksu, które jednak niewiele wnoszą. Tu orgia, tam – znowu – homoseksualny gwałt analny, a gdzie indziej kazirodcze fellatio w trakcie snucia planów dotyczących podboju miasta. Owszem, powyższe sceny mówią sporo o bohaterach, choć nie jestem przekonany, czy to najlepszy sposób do nakreślania rysów psychologicznych, zwłaszcza gdy poszczególne motywy są powtarzane z pewną nużącą regularnością.

Potwierdza się moje wcześniejsze przypuszczenie, że Joe Casey tkwi w impasie: z jednej strony czuje się zobligowany do szokowania czytelnika, z drugiej natomiast desperacko stara się zamaskować brak pomysłu na całość. Są autorzy, którym wystarczy strona, by pomysłowo wprowadzić bohatera, a w miniserii zamykają fabułę. Jak już wspominałem, w „Seksie” ekspozycja została rozpisana na osiem zeszytów, a kolejnych sześć nie daje odpowiedzi na pytanie, dokąd to wszystko zmierza.

Najlepiej w „Supercool” prezentują się retrospekcje, w których Casey zdaje sobie przypominać o co naprawdę chodzi w sztuce opowiadaniu obrazem. Bez zbędnych słów przedstawia wydarzenia sprzed lat, a syntetyczne sceny akcji lepiej nakreślają relacje Cooke’a z jego wrogami niż co chwila serwowane sceny erotyczne. Jednocześnie inni rysownicy, którzy zastępują w tych sekwencjach Kowalskiego, dysponują może pokraczniejszą kreską, ale za to lepiej sprawdzają się jako wizualni narratorzy, a nie autorzy serii statycznych, warsztatowo dobrych, choć jednak nudnych rysunków. Retrospekcje wprowadzają też szerszy kontekst: Saturn City to miasto, w którym od lat trwa walka o prym, i gdzie liczy się coś więcej niż danie upustu pożądaniu. Sceny te są jednak zbyt rzadkie i zbyt krótkie, by uratować w moich oczach drugi tom serii.

„Sex” jest cyklem opartym na paru ciekawych, a nawet intrygujących pomysłach, zawodzi jednak na polu fabuły, której albo po prostu nie ma, albo wciąż się jeszcze do końca nie wykluła. Bohaterowie chodzą, rozmawiają, okazjonalnie ze sobą kopulują, ale intrygi w „Supercool” brak, choć widać, że poszczególne postacie prowadzą swoje małe gierki. Od amerykańskich komiksów tego typu oczekuję, że pierwszym zeszytem wprowadzą mnie w swój świat, by w kolejnym porwać intrygą. Duetowi Casey/Kowalski nie udało się to przez czternaście odcinków, dlatego nie mam już nadziei, że poruszą mnie kolejne perypetie ex-superherosa cierpiącego z powodu impotencji oraz braku pomysłu na życie. No cóż, o seksie mówi się również, że jest jak pizza – nawet jeśli jest zły, to jest dobry. Kolejny raz potwierdza się, że jednak każda reguła ma swój wyjątek.
Joe Casey, Piotr Kowalski: „Sex. Tom drugi. Supercool” („Sex. Supercool”). Tłumaczenie: Grzegorz Marczyk. Wydawnictwo Mucha Comics. Warszawa 2015.