Wydanie bieżące

15 września 18 (282) / 2015

Radosław Pisula,

BURZA PRZED BURZĄ (STAR WARS - CIENIE IMPERIUM)

A A A
Wydawnictwo Egmont Polska w bardzo uczciwy sposób podchodzi do komiksowych fanów „Gwiezdnych wojen” – obok nowego kanonu Marvela, postanowiło także publikować (pod szyldem „Legendy Star Wars”) najciekawsze historie z niekanonicznego już Expanded Universe. Czy jednak „Cienie Imperium” nadal czyta się tak dobrze, jak prawie dwadzieścia lat temu?

W 1996 roku „Shadows of the Empire”, ze względu na swoją multimedialną rozpiętość, było prawdziwym ewenementem. Koncept w założeniach miał symulować komercyjny sukces kolejnej części filmowej sagi… ale bez kręcenia nowej produkcji. Z tego powodu pozwolono (w końcu) opowiedzieć autorom, co działo się pomiędzy V i VI epizodem, a sama historia została najpierw przedstawiona w bardzo ciepło przyjętej powieści Steve’a Perry’ego (stanowiącej trzon fabuły związanej z poszukiwaniem Hana Solo przez Luke’a i Leię), następnie w grze komputerowej (gdzie gracz kontrolował najemnika Dasha Rendara, pomagającego bohaterom znanym z wielkiego ekranu) i opisywanym tutaj komiksie, a potem nawet w formie ścieżki dźwiękowej, kart kolekcjonerskich, figurek oraz innych produktów wypluwanych przez reklamową machinę. Przedsięwzięcie w swoisty sposób zapowiadało odnowioną cyfrowo wersję oryginalnej trylogii (która pojawiła się w kinach rok później), a także odkładaną w czasie premierę „Mrocznego widma”.

Uznany scenarzysta John Wagner, ojciec Sędziego Dredda, nie poszedł na łatwiznę. Zamiast po prostu powtórzyć fabułę powieści, zaprezentował wydarzenia z perspektywy postaci, które miały w książce mniejsze pole do popisu. Taki zabieg wyszedł komiksowi na dobre – tym bardziej, że pierwsze skrzypce gra tutaj Boba Fett i (epizodyczni dotychczas w filmach) łowcy nagród, walczący o zatopione w karbonicie ciało Hana Solo. Cała historia składa się z kilku naturalnie połączonych wątków: możemy między innymi w większym stopniu poznać codzienne działania Vadera, zmuszonego do odzyskania swojego statusu po destrukcji Gwiazdy Śmierci – w czym nie pomaga mu książę Xizor, wybitny matacz i przywódca organizacji przestępczej Czarne Słońce, próbujący wkupić się w łaski Imperatora, a przy okazji zniszczyć jego ucznia. Postać ta jest naprawdę ciekawie skonstruowana i stanowi świeży dodatek do sagi. Nic dziwnego, że znalazło się dla niej sporo miejsca w innych produktach z EU.

Równie dobrze prezentują się kosmiczne wojaże Fetta zmierzającego do pałacu Jabby, który – nie oszukujmy się – jest samograjem, szczególnie, gdy zostaje postawiony naprzeciw największych kosmicznych szumowin. Najbardziej konwencjonalnie prezentuje się natomiast pozbawiony pazura wątek Luke’a Skywalkera. Na szczęście w finale wszystkie linie się przecinają i czytelnik zyskuje naprawdę sensowne dopowiedzenie fabuły umiejscowionej między wysokobudżetowymi epizodami. Oczywiście, chciałoby się to wszystko obserwować w wersji pełnej wybuchowych efektów specjalnych, ale Wagner i tak nie ma się czego wstydzić.

Największą wadą całości jest jej archaiczność. Komiks powstał w samym środku lat 90., gdy amerykański mainstream dopiero próbował wykształcić nowy sposób narracji. Z tego powodu mamy tutaj sporo łopatologicznych ekspozycji i naiwnych dialogów, które czasami naprawdę drażnią uszy. Na szczęście opowieść ma niezłe tempo, zaś akcja wyraźnie oddaje przygodowego ducha sagi. Trudne też zarzucić cokolwiek rysunkom Plunketta i Nadeau, które czasami wydają się niedbałe i są przesączone przekombinowaną kolorystyką, jednak dobrze oddają dynamikę postaci, a kosmiczne bitwy wyglądają naprawdę zjawiskowo.

W pierwszej odsłonie „Legend” dostajemy do ręki kawał gwiezdnowojennej historii – opowieść uzupełniającą treść dwóch kultowych filmów. Mimo że podczas tej widowiskowej eskapady napotykamy na kilka przeszkód, a w sposobie opowiadania czuć nieubłagany upływ czasu, to jednak „Cienie Imperium” spełniają swoje zadanie niczym wysłużony Sokół Millennium. Czytelnik poznaje intrygujące postacie, odpowiedzi na pomniejsze fabularne zagwozdki (skąd Luke miał miecz świetlny o zielonym ostrzu?) oraz po raz kolejny przekonuje się o profesjonalizmie Boby Fetta. Rzecz zdecydowanie warta poznania i utwierdzająca mnie w przekonaniu, że kanoniczny status Expanded Universe jest zbyteczny, bo dobre historie bawią i bez niego. Czuć w tej opowieści Moc – taką prawdziwą, bez midichlorianów.
Steve Perry, John Wagner, John Nadeau, Kilian Plunkett: „Star Wars – Cienie Imperium” („Star Wars – Shadows of the Empire”). Tłumaczenie: Maciej Drewnowski. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2015.