Wydanie bieżące

15 września 18 (282) / 2015

Natalia Gruenpeter,

OWOCE KRYZYSU (5. TIFF FESTIVAL)

A A A
Piąta edycja TIFF Festival upłynęła pod hasłem „Polska Now!”, które stało się pretekstem do rozpoznania rodzimej fotografii współczesnej. Maciej Bujko, dyrektor artystyczny festiwalu, pisał: „Polska fotografia jeszcze nigdy nie była w lepszym momencie niż obecnie. Światowe nagrody, festiwale i wystawy. Widzą nas na zewnątrz, widzimy się sami. Aż chciałoby się powiedzieć »Nareszcie!«”. Utrzymana w hurraoptymistycznym tonie diagnoza kontrowana jest przez przewrotne tytuły dwóch wystaw programu głównego. „Wyborny trup fotografii polskiej” oraz „Kryzys jest tylko początkiem” sugerują, że sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana. Co ciekawe, kuratorzy obydwu wystaw traktują tę ambiwalentną sytuację nie jako słabość, lecz jako punkt wyjścia w poszukiwaniach nowych form wyrazu, nieoczekiwanych miejsc spotkań między różnymi mediami, a także oryginalnych strategii kuratorskich.

Adam Mazur, kurator wystawy „Wyborny trup fotografii polskiej”, zaproponował zabawę w skojarzenia odwołującą się do tradycji surrealistycznej gry w dopisywanie lub dorysowywanie kolejnych elementów wspólnego dzieła. Kilkunastu zaproszonych do gry fotografów przekazywało swoje zdjęcie wybranemu artyście, który następnie powtarzał zadanie. Łańcuch przerywał się, kiedy wskazana osoba nie odpowiedziała na zaproszenie lub brała już udział w innym „trupie”. W efekcie powstało kilkanaście dłuższych lub krótszych ciągów obrazów połączonych luźnymi skojarzeniami i odsłaniających rozmaite sposoby myślenia o obrazie czy też „myślenia obrazem”. Wydaje się, że decyzja kuratora zdającego się na surrealistyczny algorytm odsłania niemożność uporządkowania rzeczywistości albo może niechęć do ujmowania w sztywne ramy zjawiska, które – wbrew tytułowi wystawy – wciąż jest żywe i dynamiczne. Trudno przecież wyobrazić sobie systematyczną, wartościową pod względem poznawczym i atrakcyjną w warstwie wizualnej wystawę przybliżającą twórczość prawie stu artystów, bo aż tylu fotografów wzięło udział w „wybornym trupie”. Oczywiście, formuła wystawy może wydawać się nieco hermetyczna lub nawet uwikłana w sieć towarzyskich relacji, które Adam Mazur naświetlił podczas kuratorskiego oprowadzania. Ale może być również odczytana jako komentarz na temat dominujących strategii odbiorczych epoki tumblera. Swobodne przesuwanie wzroku po ciągach luźno powiązanych ze sobą obrazów odzwierciedla doświadczenie, które bliskie jest niemal każdemu, kto na co dzień korzysta z Internetu.

Problem dematerializacji fotografii ciąży również na koncepcji wystawy „Kryzys jest tylko początkiem” kuratorowanej przez Jakuba Śwircza. Zaproszeni artyści nie ograniczają się w swojej twórczości do fotografii, ale czynią ją elementem szerszego procesu, który korzysta z takich elementów, jak performance, rzeźba czy instalacja. Równie ważny co efekt końcowy jest właśnie proces prowadzący do powstania obrazu, przypominający laboratoryjny eksperyment na granicy materialności i niematerialności.

Zupełnie inne ramy eksploruje wystawa „Roots&Fruits” prezentująca twórczość studentów i absolwentów łódzkiej Szkoły Filmowej. Kluczem doboru fotografów, oprócz studiów we wspomnianej uczelni, były sukcesy odniesione w prestiżowych międzynarodowych konkursach. Aktywność twórcza oglądana przez pryzmat instytucji naukowo-dydaktycznej z konieczności objawia się jako niespójna, nierówna i pełna pęknięć. Obok fotografii dokumentalnej i reportażowej na wystawie znalazły się zdjęcia komercyjne spod znaku fotografii modowej, fotografie kreacyjne oraz ekspresyjne, intymne cykle balansujące na granicy dokumentu. Chociaż wystawa „Roots&Fruits” nie miała żadnego motywu przewodniego, wiele prezentowanych prac poruszało się w granicach szeroko rozumianego portretu. Ta paragatunkowa rama okazuje się kategorią wyjątkowo pojemną i otwartą na rozmaite kręgi tematyczne: wnikliwą fotografię podróżniczą (na przykład portrety zwierząt występujących w indonezyjskim teatrze małp autorstwa Artura Gutowskiego), problematykę społeczną (portret sześciolatka przed komputerem Renaty Dąbrowskiej), intymność i autobiografizm (zdjęcia Igora Pisuka) czy różnie ujmowaną tematykę śmierci i żałoby (Karolina Jonderko, Marcela Paniak).

Interesującym uzupełnieniem programu głównego była sekcja „Debiuty”, w której znalazły się cztery wystawy młodych artystów przygotowane we współpracy z kuratorami wrocławskich galerii. Najciekawszą propozycją tej części festiwalu wydaje się „Nierozpoznane przybycie” Marleny Jabłońskiej, studentki łódzkiej Szkoły Filmowej. Tytuł wystawy nawiązuje do myśli Władimira Proppa, który opisał strukturę bajki magicznej. Uniwersalny schemat posłużył autorce jako pretekst do snucia osobistej opowieści o trudnym powrocie do rodzinnego domu i konieczności spojrzenia na niego z odległej perspektywy czasowej. Baśniowa poetyka spotyka się tutaj z refleksami wspomnień, a nieoczekiwane zderzenia obrazów sugerują więzienie w przeszłości, której nie da się zmienić. „Nierozpoznane przybycie” jest elementem trzyczęściowego, wciąż powstającego cyklu, dlatego warto śledzić dalsze poczynania młodej autorki, która już teraz dała się poznać jako fotografka świadoma warsztatu i konsekwentnie budująca spójną opowieść.

W centrum dwóch innych wystaw debiutantów stały idee bardziej abstrakcyjne. „Mniejsze całości” Agaty Dobierskiej to ekspozycja makrofotografii bioform, czyli wymyślonych przez artystkę istot zbudowanych z zasuszonych elementów roślinnych. Wyobraźnia wydaje się napędzana nie tylko przez deklarowaną przez autorkę ideę jedności światów roślinnego, zwierzęcego i ludzkiego, ale i przez fetysz naukowości. Fotografie uzupełniają bowiem spreparowane bioformy i dzienniczek badaczki. Z kolei fotograf ukrywający się pod kryptonimem Kamil I skupił się na problemie widzenia samego w sobie. Nie intencjonalnego, ukierunkowanego na jakiś cel patrzenia, ale właśnie widzenia, które byłoby uwolnione od konwencji i zewnętrznych nacisków.

Ciekawym debiutem okazała się miniwystawa „Don’t draw the map of the comet”, której centralnym punktem była fotoksiążka Katarzyny Wąsowskiej podejmująca temat współczesnego nomadyzmu. Czerpiąc z własnych doświadczeń, autorka przygląda się potrzebie redefiniowania tożsamości człowieka pozostającego w nieustannym ruchu.

Publikacje fotograficzne stały również w centrum wystawy „Mapy”, nad którą czuwał Franek Ammer. Kilkadziesiąt książek zgromadzonych w Galerii Awangarda BWA odzwierciedla swoisty boom na różnego rodzaju publikacje poświęcone fotografii – monograficzne albumy wieńczące konkretne projekty, wydawnictwa konkursowe czy niszowe książki wydawane własnym sumptem w kilku lub kilkunastu egzemplarzach. Wystawa prezentowała zarówno projekty rodzimych fotografów, jak i artystów przyjeżdżających do Polski, zainspirowanych przypadkowo odkrytymi historiami i miejscami. Nie zabrakło też akcentów śląskich: pojawił się m.in. „Brutal” Michała Łuczaka poświęcony całkowicie przebudowanemu już Dworcowi PKP w Katowicach, a także premierowa „Rura” Krzysztofa Raconia skoncentrowana na życiu w Strzemieszycach Małych, niewielkiej miejscowości, przez którą przebiega taśmociąg Huty Katowice.

Chociaż wszystkie festiwalowe propozycje można zobaczyć podczas intensywnego weekendu otwarcia, niektóre domagają się bardziej wnikliwego poznania. Taki charakter ma właśnie obszerna wystawa „Mapy”, do której można wielokrotnie powracać i za każdym razem odkrywać coś nowego, czerpiąc przyjemność z powolnego przewracania stron i stopniowego zagłębiania się w fotograficzne opowieści. Podobnie potraktować można ekspozycję „Wyborny trup fotografii polskiej”. Choć jej kurator operuje skrótem, odbiorca może wobec takiej propozycji przyjąć strategię oporu i konsekwentnie poznawać twórczość kolejnych fotografów, przeszukując sieć, która wydaje się naturalnym rozszerzeniem wystawy. „Mapy” i „Wyborny trup fotografii polskiej” wykraczają poza dziesięciodniowy program festiwalu; można je oglądać we wrocławskiej Galerii Awangarda BWA do 11 października.
5. TIFF Festival, 3-13.09.2015 r., Wrocław.