Wydanie bieżące

15 września 18 (282) / 2015

Zuzanna Sokołowska,

KRÓTKA HISTORIA O MIŁOŚCI (FLUTTER... FLUTTER... JASMINE... JASMINE...)

A A A
Ona i on. Przytuleni do siebie, czule patrzą w sobie w oczy. Oszołomieni bliskością własnych ciał, bezwiednie poddają się miłosnej pieśni, poetycko rozbrzmiewającej w szumie miejskich dźwięków. Wydawać by się mogło, że ten krótki wstęp stanowi preludium do łzawego, romantycznego melodramatu, w którym piękni, młodzi i zakochani na tle pocztówkowych kadrów upajają się własnym uczuciem o zapachu jaśminu. Nic bardziej mylnego. Jest to zapowiedź wyjątkowego pod każdym względem wideo chińskiego artysty, Yanga Fudonga „Flutter… Flutter… Jasmine… Jasmine…” (2002), które można było oglądać na wystawie inaugurującej działalność kolejnego obiektu Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej „Manggha” w Krakowie – w Galerii Europa-Daleki Wschód. Ta nowa wystawiennicza przestrzeń, składająca się z dwóch białych pomieszczeń, powstała specjalnie dla aranżacji wystaw sztuki współczesnej, zarówno kultur krajów Azji Południowo-Wschodniej i Półwyspu Indyjskiego, jak i europejskich. „Muzeum Manggha zostało zbudowane dla kolekcji sztuki Dalekiego Wschodu ze zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie i te zbiory były dla nas zawsze punktem wyjścia. Sztuka tradycyjna pojawia się więc w głównym budynku często, a wystawy sztuki nowoczesnej organizowaliśmy nieco rzadziej. Teraz będziemy dysponowali wnętrzami idealnymi do prezentacji sztuki współczesnej, będzie jak pokazywać wideo czy ogromne przestrzenne instalacje” – mówi Bogna Dziechciaruk-Maj, dyrektor Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej „Manggha” oraz Galerii Europa-Daleki Wschód. Ekspozycja Yanga Fudonga otwiera tym samym nowy rozdział w działalności krakowskiego Muzeum – bez wątpienia najważniejszego w Polsce miejsca prezentującego artystyczny dorobek Dalekiego Wschodu.

Yang Fudong to „miłośnik chińskiej tradycji, artysta apolityczny, twórca onirycznych pejzaży. Jego filmy, chociaż bez wątpienia rządzi nimi wewnętrzna logika, mogą nam wydawać się niezrozumiałe, pozbawione sensu, afabularne. W świecie chińskiego artysty (…) celem nie jest opowiedzenie historii, a raczej pokazywanie urywków kilku opowieści naraz, stworzenie atmosfery charakterystycznej dla danej epoki” (Nowicka 2015: 14). Film „Flutter… Flutter… Jasmine… Jasmine…” to poszatkowana narracyjnie miłosna opowieść o parze trzydziestolatków w metropolii, którzy mieszkają w małym, wręcz intymnym mieszkaniu, ciesząc się po prostu byciem ze sobą. Obraz Fudonga można było oglądać jednocześnie na trzech wielkich monitorach – na każdym z nich pojawiały się kadry dokumentujące ich codzienne życie – przygotowanie śniadania, leniwe popołudnia spędzone w wygodnym fotelu przeplatane wielkomiejskimi obrazami i zbliżeniami na fakturę gładkiej, jeszcze, młodej skóry głównej bohaterki, której dziewczęca, niemalże niewinna uroda przyćmiewa wątpliwy urok jej chłopaka. Zagubieni, nieco melancholijni młodzi ludzie opowiadają o swoim pierwszym spotkaniu, pierwszym pocałunku o smaku „niedojrzałego jabłka” i o skrępowaniu podczas pierwszego zbliżenia, którego dziewczyna nie wspomina zbyt dobrze. Oczywiście, ich wzajemne uczucie podszyte jest również niepewnością – kobieta mówi o tym, jak chłopak złamał jej serce, kiedy nie pojawił się w szpitalu. Tymczasem młodzieniec, w przeciwieństwie do swojej pięknej partnerki, jest bardziej pewny siebie, choć bez wątpienia mniej dojrzały emocjonalnie. Bez cienia najmniejszego skrępowania opowiada, że uwielbia piękne kobiety i że pozwoliłby swojej dziewczynie odejść, gdyby pokochała innego. Co najważniejsze, nie odczuwa on aż tak silnego dyskomfortu w związku z fatalnym seksem w jego wydaniu – przekonany o własnej wyjątkowości, głupkowato uśmiecha się do obiektywu kamery, próbując ukryć subtelne zażenowanie.

Widz spoglądający na wideo Fudonga znajduje cechy wspólne wypowiedzi młodych ludzi – ich nawiną definicję miłości, zwyciężającą wszystko i wszystkich oraz natrętne uczucie zagubienia, niwelowane jedynie przez wspólną codzienność, która na pewno nie będzie ciągłą sielanką – zapach jaśminu kiedyś w końcu ulotni się w wilgotnym, deszczowym powietrzu. Ten oniryczny obraz kończy się wspólną miłosną pieśnią, zapatrzeniem młodych kochanków w dal oraz na własne, nienaznaczone zmarszczkami twarze, które zostaną niebawem zniekształcone przez upływający czas.

Film Fudonga, nieco sentymentalny i  przygnębiający, to wizualne przeczucie tego, co nieuchronne – ostateczności życia, które ulatuje tak szybko, jak niesiony wiatrem liść, znikający bezpowrotnie z horyzontu. To także ironiczny i nostalgiczny portret współczesnych trzydziestolatków, zderzonych z nieprzyjazną, miejską przestrzenią, próbujących stworzyć własną przystań – intymną, prywatną, domową, w której w końcu odnajdą swoją prawdziwą tożsamość.

LITERATURA:

M. Nowicka: „Galeria Europa-Daleki Wschód”. Dodatek do „Gazety Wyborczej”, 26 czerwca 2015.
Yang Fudong: „Flutter… Flutter…Jasmine… Jasmine…”. Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie, Galeria Europa-Daleki Wschód. 27.06-6.09.2015.