Wydanie bieżące

15 września 18 (282) / 2015

Andrzej Juchniewicz,

LEKCJA (NIE)NORMATYWNEJ ELEGIJNOŚCI: MELANCHOLIA PRZEŁOMU STULECI (PIOTR ŚNIEDZIEWSKI: 'ELEGIJNA ŚWIADOMOŚĆ ROMANTYKÓW')

A A A
Na początku była… elegijność!

Nowa książka Piotra Śniedziewskiego „Elegijna świadomość romantyków” sytuuje się w bliskim sąsiedztwie projektów Miłosza Piotrowiaka i Marka Zaleskiego. Otóż jeśli mowa o ontologii gatunków w sytuacji, gdy od kilku lat sukcesywnie zrywa się z myśleniem typologicznym i silnie normatywizowanym, książka Śniedziewskiego jest świetnym potwierdzeniem tez Ireneusza Opackiego z pamiętnego i najważniejszego bodaj artykułu mistrza genologii „Krzyżowanie się postaci gatunkowych jako wyznacznik ewolucji poezji”, pomieszczonego w 4. zeszycie „Pamiętnika Literackiego” z 1963 roku. Mimo iż Śniedziewski nie powołuje się na tezy Opackiego, jego subwersywna lektura sielanek romantyków zdradza wiele zapożyczeń i ustaleń autora „Odwróconej elegii”. Co ciekawe, silnie akcentowana w nagłosowej partii tytułu książki „elegijność” przestaje być wyizolowaną wiązką cech dystynktywnych, pojawia się jako specyficzny stan odczuwania świata, zbliżony do melancholii. To wsobne uczucie dojmującej straty zaciążyło na światopoglądzie estetycznym i etycznym romantyków oraz pozwoliło wygenerować nową wiązkę dualnie zorganizowanych hybryd: sielskich elegii i elegijnych sielanek.

Miłosz Piotrowiak w swojej najnowszej książce napisze: „Granica między idyllicznością a testamentalnością z pewnością nie rozdziela anachronizmu i nowoczesności. Obie formuły poetyckie z podobną mocą zastygają w schematach i ze zbliżonym zapałem przekraczają swe ograniczenia. Sielankowa twórczość Szymonowica nosi znamiona nowoczesnej wobec starożytnych eklog, lecz już Lenartowiczowskie kantyczki stanowią pastoralność nowej generacji, która musi ustąpić wobec (anty-)idyllicznych wycieczek Czernika i Ożoga w poszukiwaniu autentyku. Podobna sztafeta, której zapis odkłada się na kartach historii literatury, dotyczy testamentu. W tym przypadku trudno przedstawić w miarę jednolity system gatunkowy. Można mówić o poezji funeralnej – choć z jednej strony zawęża to nieprzewidywalność artykulacyjną słowa ostatniego, a z drugiej rozszerza na kartoteki szablonowego smutku, w które bardziej celuje poezja pastoralna” (Piotrowiak 2013: 12). Ten przydługi cytat popierający tezy Śniedziewskiego zbliża nas do rozważań transgatunkowych i interferencji międzygatunkowej. Marek Zaleski trafnie zauważy: „Od początku istnienia gatunku cechą pastoralnego przedstawienia była jego dwoistość: przynosiło ono poetycki obraz życia na łonie natury, ale zawsze odnosiło ów obraz do świata istniejącego poza linią horyzontu okalającego sielski krajobraz” (Zaleski 2007: 9). Wszyscy badacze zgodnie dostrzegają pęknięcie pastoralnego świata i sytuują moment poszerzenia świadomości gatunkowej na czas romantyzmu. Wszyscy też dostrzegają wyzierającą zza idyllicznych dekoracji melancholię, która staje się głównym komponentem tworzonego świata i to właśnie ona jest pozytywną bohaterką (występującą incognito) w książce Śniedziewskiego. Zaleski napisze o niej: „Kolejnym znakiem żywej obecności idylli jest jej związek z estetyką w służbie melancholii. Już Arkadię Wergiliusza – jak podkreślają badacze – »przenika bolesna melancholia, u źródeł piękna każdego obrazu pulsuje świadomość nieuchronnej zagłady tkwiącej w samej istocie rzeczy, a powracające obsesyjnie w błyskawicznych objawieniach cierpienie, zło i szpetota czynią każdą chwilę tym bardziej godną zapamiętania«. Od czasów romantyzmu współczesne raje i arkadyjskie krainy to raje utracone. Dlatego spojrzenie melancholijne [taki też tytuł, „Melancholijne spojrzenie”, nosi ostatnia książka Śniedziewskiego z 2011 roku – A.J.] jest czymś konstytutywnym dla idylli. Patrzeć tak, ażeby zdarzenia i krajobrazy od razu zmieniać w pamiątki, patrzeć tak, jakby się wspominało, antycypować gest utraty obiektu – oto co właściwe poecie pastoralnemu” (Zaleski 2007: 21).

Stan permanentnej elegijności nakazuje wzmożoną aktywność zmysłów, które uchwycą i przechowają w pamięci traconą bezpowrotnie chwilę. Elegijność rozumiana jako jakość estetyczno-etyczna wywiera silne piętno na genologicznym uwarunkowaniu romantycznych utworów wchodzących w silne związki krwi z trenem, żalem, skodyfikowanym i zrygoryzowanym epicedium oraz lamentem. Śniedziewski do najważniejszych teoretyków, mających ogromny wkład w subwersywną lekturę sielanek, zalicza Kazimierza Brodzińskiego, który jako autor rozprawy „O klasyczności i romantyczności tudzież o duchu poezji polskiej” z 1818 roku nieustannie przeciwstawia elegię idylli, oczywiście na korzyść gatunku pierwszego. Jest więc on pierwszym kodyfikatorem elegijności w polskiej poezji nowoczesnej. Brodziński w rozprawie powołuje się na ustalenia Friedricha Schillera, który w rozprawie „O poezji naiwnej i sentymentalnej” (opublikowanej po raz pierwszy w całości w 1800 roku) wyróżniał dwie postawy obciążone innym bagażem historyczno-społecznym. W „naiwnej” natura miała zdecydowaną przewagę nad kulturą, co oznacza, iż rzeczywistość nie była poddana dyktatowi sztucznych form i reguł. Pisarz nie postrzega więc natury jako pięknej formy (czyli przedmiotu estetycznego), ale raczej jako ideał życia, nadając jej w ten sposób wymiar moralny. Krajobraz zamieszkiwany przez człowieka jest piękny, gdyż kryje w sobie ideę harmonijnej, czyli pogodzonej ze światem egzystencji. Schiller wyeliminował z tego wariantu nieskończoność, rodzącą obawę i niepokój przed tym, co wymyka się ludzkim możliwościom poznawczym. „Sentymentalny” – jak stwierdza Schiller – jest świat nowoczesny, w którym dominuje sztuka. Człowiek utracił pewność i spokój, ale zwrócił się ku transcendencji. Nowoczesność jest w konsekwencji tożsama zarówno z wyzwoleniem człowieka, jak i ze stratą świata, w którym mógł on czuć się bezpiecznie i spokojnie. Brodziński, korzystając z kategorii i sądów Schillera, umieszcza Arkadię w czasie przeszłym. Jego zdaniem współcześnie powstające sielanki to marne imitacje złotego wieku, stąd kluczowa rola tonacji elegijnej, która wiąże się z przemianami świadomości historycznej i wyciska niezatarte piętno na strukturze utworów romantycznych. Rozwarstwienie gatunku idylli dostrzega już Schiller w przywoływanej pracy i kategorycznie stwierdza, że „idylle zalicza do gatunku elegijnego” (s. 18). Poezja sentymentalna, jak konstatuje Śniedziewski, zrodziła się ze świadomości straty. Badacz przywołuje również drugą, kluczową rozprawę Brodzińskiego „O elegii”, w której krytyk podkreśla, że istnieją co najmniej dwa pokrewne i chronologicznie nieodległe gatunki literackie sprzymierzone z elegią: ukraińska duma i dumka, którą Brodziński swobodnie łączy z popularnymi wówczas we Francji medytacjami (rozmyślaniami). Mimo chęci znalezienia dla dumy i dumki pokrewieństwa w łańcuchu gatunkowym, Brodziński ponosi klęską, ale formułuje normatywna definicję elegii, która patronuje syntetycznej rozprawie Śniedziewskiego: „Elegia właściwa ma ściślejsze znaczenie. Jest to wyrażenie poetyczne łagodnej boleści, obudzone spomnieniem [sic] lub tęsknotą, porównywające stan obecny do przyszłości albo przeszłości lub równające ideał z rzeczywistością. Jak człowiek w gwałtownym żalu nie duma, ale rozpacza lub się zapala, tak elegia nie może zajmować gwałtownych uniesień; spokojnym smutkiem być tylko powinna” (s. 21).

Z przywołanych argumentów i sądów wyłania się specyficzny rodzaj elegijności, której centrum nieodmiennie zagarnia strata (temporalna, moralna, artystyczna i osobista) i świadomość nieprzystawalności współczesnego romantykom świata i zamierzchłej, apologizowanej przeszłości. Brak w książce Śniedziewskiego skodyfikowanego kanonu tematów i motywów elegijnych: wydaje się (i autor, budując szeroko zakrojone tło komparatystyczne, to potwierdza), iż elegijność to stan, który rezonuje i dźwięczy, niczym obraz w fenomenologii wyobraźni poetyckiej Bachelarda. To oś konstrukcyjna utworu lirycznego, której bazą pozostają tożsame lub komplementarne stany emocjonalne (żal, smutek, spokojna rozpacz, tkliwa rozpacz). Nigdy jednak nie dojdzie w elegijnym utworze do erupcji smutku w postaci niekontrolowanych wybuchów cierpienia i bólu, w tym aspekcie teoretycy romantyczni zgodnie podejmują trop, który Marek Bieńczyk i Alina Świeściak podniosą do rangi doktrynalnej stylorodnej właściwości melancholijnego podmiotu. Bieńczyk wyrazi to w mistrzowski sposób, wszak jego idiom pozostaje komplementarny w stosunku do melancholijnych rozważań: „ Owo »nic« jest w bezpośrednim doznaniu tak suwerenne, że zdaje się trwać poza wszelką przyczyną jako czysta nieokreśloność, nie wiadomo skąd daje niewiadomo co. »Nie wiadomo co«, które nie wynika bezpośrednio z jakiegoś nieszczęścia, lecz jest nieszczęścia wszechstronnym poczuciem, doświadczeniem smutku tak uogólnionym, że zasklepiającym swe źródła, nigdy niezawartym w liczniku istnienia jako okazjonalna żałoba, zawsze w mianowniku niezmiennego trwania” (Bieńczyk 2012: 17).

Autor „Melancholijnego spojrzenia” sumiennie dokumentuje sądy czołowych krytyków epoki, powołuje się na opinie Słowackiego, Brodzińskiego, Królikowskiego, Korzeniowskiego i Schwaldoplera. Książka Śniedziewskiego udowadnia (nie pierwszy raz w kanonie dotychczasowych publikacji), iż człowiek doby nowoczesnej zaabsorbowany jest problemem przemijania i ubywania, te składniki zaś nieodmiennie podsuwają elegijną fuzję gatunków. Pamiętać należy, iż osiemnastowieczni poeci pisali żale, treny i nenie nie tylko dla osób zmarłych, ale również dla kraju i sytuacji politycznej współczesnej Europy. Stan permanentnego napięcia zmysłów i gorzkiego zawodu współczesnym światem, który niewspółmiernie odbiega od zakładanej a priori harmonii, generuje sytuację liryczną, która skupia się na promieniującym poczuciu degradacji i afirmacji. Te dwa żywioły pozostają komplementarne, „żałować i delektować się żalem” – oto formuła estetyczna romantyków. Anna Legeżyńska wyzna: „W utworach elegijnych sytuację liryczną określa »gest pożegnania«: refleksja nad przemijaniem, próba scalenia życia, podsumowanie klęsk i zwycięstw, przygotowanie się do nadchodzącego kresu” (Legeżyńska 1999: 18). Romantyczne sielanki konsekwentnie przywoływały ten gest i na nim budowały semantyczno-strukturalną warstwę wyglądów i treści.

Śniedziewski sprawnie i efektownie dobiera argumenty dotyczące prymatu elegii w świadomości historyków literatury XIX wieku. Jego erudycja w zakresie prac polskojęzycznych i francuskich pozwala plasować „Elegijną świadomość romantyków” na pierwszym miejscu książek roszczących sobie prawo do całościowego oglądu sytuacji gatunkowej w Europie przełomu XVIII i XIX wieku. Publikacja jest też świetnym przykładem koincydencji teorii i praktyki: każdy rozdział bowiem składa się z efektownej interpretacji wybranych zjawisk poetyckich doby polskiego i europejskiego romantyzmu: mamy więc do czynienia z refleksją na temat elegijnego ustrukturowania czasu, przestrzeni i podmiotu, fenomenem XIX-wiecznych inskrypcji i apologią romantycznej pamiątki, o której pisał również Opacki, modnymi kliszami „poezji grobów”, ruin, cmentarzysk, w końcu zaś szczególnym dowartościowaniem elegii pastoralnej w historii literatury polskiej.

Książka Śniedziewskiego jest doskonale zaprojektowanym studium problemów marginalizowanych dotąd (lub poruszanych w rozproszonych artykułach) z zakresu genologii hermeneutycznej oraz iście romantycznych wyjątków jak „mit wpisu”, wpisy do sztambucha, grawerowanie inskrypcji nagrobnych, mentalna i faktyczna topografia cmentarzy i grobów. Śniedziewski, biegle władając francuskim i angielskim, bada zapożyczenia i kalki semantyczne „Elegii napisanej na cmentarzu wiejskim” Thomasa Graya, „Myśli nocnych” Younga oraz „Pieśni Osjana” Macphersona.

Jedną z ciekawszych i finezyjnie zbudowanych analiz strukturalno-semantycznych jest ta poświęcona fenomenowi elegii w poezji Lamartine’a, który pisze o „włóknach ludzkiego serca” i sytuuje akt deskrypcji w pulsującym ciele: ciele wydanym na niebezpieczeństwa i pokusy przyjemności bólu i cierpienia. Lamartine buduje zatem nowoczesną, semiotyczną teorię podmiotu elegijnego: „(…) wnętrze ciała jest jedyną przestrzenią, w której pojawić może się poezja. To w ciele drżą włókna mięśni, to w nim nerwy napinają się niczym struny, to ono wreszcie oddycha, raz szybciej, raz wolniej, dając tym samym dowód życia. Ten ciąg katachrez można by uznać za dość żałosną enumerację, gdyby nie fakt, iż kryją się w nim dwa elementy kluczowe dla określenia tożsamości podmiotu. Pierwszy – podmiot jest niczym pudło rezonansowe. To spostrzeżenie pozwala Lamartine’owi rozwijać kolejne metafory muzyczne. Jednak w tym przypadku nie chodzi tylko o czystą przyjemność gry lub o przypomnienie – bardzo istotne w kontekście »Méditations poétiques« – melicznego charakteru poezji. Stawka wydaje się dużo większa: jest nią odnalezienie utraconej harmonii. A zatem ciało drży, ponieważ usiłuje przypomnieć sobie idealny ton, prawdziwą muzykę, która zagłuszana jest nieustannie przez odgłosy płynące z zewnętrznej wobec ciała rzeczywistości. Z tego zaś wynika drugi, zapowiedziany element. Otóż drżenie ciała jest także dowodem tego, że ono żyje, że doświadcza świata. A jeśli u podstaw poezji tkwi tego typu doświadczenie, to łatwo zrozumieć, że wiersz nie może mieć charakteru abstrakcyjnego, spekulatywnego, że nie jest zabawą w rymowanie, ale raczej odpowiedzią na wyzwanie rzucone człowiekowi przez rzeczywistość” (s. 71). Ten długi cytat świetnie ilustruje konstruowanie się w XIX wieku podmiotu somatycznego, który musi zmierzyć się z upływającym czasem, okiełznąć jego skutki i zapewnić sobie choć dystych nieśmiertelności. Te postulaty umożliwiają inskrypcje nagrobne, z których najbardziej znana jest ta zamieszczona na nagrobku Johna Keatsa: „Here lies one whose name was writ in water” („Tu spoczywa ten, którego imię zapisano na wodzie”). Śniedziewski, śledząc zmiany semantyczne tej frazy i doniosłość roli, jaką odegrała ona w świadomości współczesnych Keatsowi i potomnych (fascynowała ona Krasińskiego, Norwida, Słowackiego), przywołuje szereg strategii memorialnych, które miały zapewnić romantykom nieśmiertelność i ukoić strach przed bezmiarem czasu rozciągającym się po śmierci.

Studium Śniedziewskiego jest przykładem rzetelnej architektury sensów, które nawet dla badaczy i fascynatów innych okresów literackich okażą się wiążące i nośne semantycznie. To książka o innym (świeżym) obliczu polskiego romantyzmu i jego powinowactwach z romantyzmem europejskim. Elegijność romantyków wolna jest od sztafażu retorycznego i ekwilibrystycznych gier lingwistycznych. Twórcę elegijnego cechuje: „język prosty, pozbawiony ornamentów, wolny od retorycznych popisów. Postulowana przez teoretyków »naturalność« wynika z przeświadczenia, że elegia jest zapisem rzeczywistego doświadczenia, zgryzot, które nie są pochodną abstrakcyjnych rozważań, ale wynikają z przeżytego cierpienia bądź rozczarowania” (s.260). Elegijność to stan, który nigdy nie ulegnie dezaktualizacji, i książka Śniedziewskiego jest tego najlepszym przykładem. Śmierć uchylić może jedna genialna linijka celnego epigramatu lub strofa, w której pulsować będzie rytm autora i rytm jego idiomu. Ta doskonała koincydencja Lamartine’a jest najlepszą konsolacją i lekiem na „nic, które boli”.

LITERATURA:

Bieńczyk M.: „Melancholia. O tych, co nigdy nie odnajdą straty”. Wydanie drugie. Warszawa 2012.

Legeżyńska A.: „Gest pożegnania. Szkice o poetyckiej świadomości elegijno-ironicznej”. Poznań 1999.

Piotrowiak M.: „Idylla/testament. Wiersze przebrane. Testament/idylla. Wiersze przybrane”. Katowice 2013.

Zaleski M.: „Echa idylli w literaturze polskiej doby nowoczesności i późnej nowoczesności”. Kraków 2007.
Piotr Śniedziewski: „Elegijna świadomość romantyków”. Słowo/obraz terytoria. Gdańsk 2015 [seria: Wokół literatury].