Wydanie bieżące

1 października 19 (283) / 2015

Przemysław Pieniążek,

MINISTERSTWO PODWYŻSZONEGO RYZYKA (KRONIKI DYPLOMATYCZNE)

A A A
Wydaje się, że Artur Vlaminck złapał Pana Boga za nogi: bohaterowi trafia się bowiem etat w Ministerstwie Spraw Zagranicznych (położonym przy paryskim bulwarze Quai D’Orsay), gdzie zostaje zatrudniony w charakterze doradcy odpowiedzialnego za językową warstwę przemówień Aleksandra Taillard de Vorms – charyzmatycznego ideowca oraz niekwestionowanego „wizjonera” dyplomacji. Natchniony minister zleca Arturowi priorytetowe zadanie: opracowywanie tez. Jakich? Tego nikt nie wie, ale to dopiero początek karkołomnych wyzwań stawianych protagoniście przez pryncypała, budzącego słuszny popłoch pośród swojej świty, której przewodniczy szef gabinetu i dobry duch skrajnie przepracowanego teamu, Claude Maupas. Ale nawet on ma poważny problem z „ugryzieniem” palącej kwestii Królestwa Luzdemu (prawdopodobnie posiadającego broń masowego rażenia), któremu Stany Zjednoczone gotowe są wypowiedzieć wojnę.

Christophe Blain współtworzy i brawurowo ilustruje satyrę polityczną inspirowaną autentycznymi przypadkami z życia Abla Lanzaca – niegdysiejszego doradcy we francuskim MSW. „Kroniki dyplomatyczne” to przezabawny, pełen kuriozalnych sytuacji obraz codziennej pracy dygnitarzy i sztabowców, z zaangażowaniem, poczuciem misji oraz autentyczną (szewską) pasją odgrywających określone role w teatrze międzynarodowej polityki. A przejście castingu to dopiero rozgrzewka. Mordercze tempo pracy (wszystko musi być gotowe na przedwczoraj), nieustająca presja (trudno zadowolić szefa zmieniającego koncepcje średnio kilka razy w ciągu minuty), intelektualny mętlik, zakulisowe rozgrywki, jawne manipulacje, zaniedbywanie życia osobistego – chociaż Vlamick dobrowolnie wkracza w ten szalony świat „nowoczesnej dyplomacji”, w którym pot, łzy i ryzyko zawału są czymś naturalnym, to bardzo szybko pozbywa się złudzeń, aczkolwiek nieco dłużej pozwala wybrzmieć swojej dumie. I chyba do pewnego stopnia czerpie satysfakcję z bycia częścią „komanda” Taillarda de Vorms, szykującego się na „rendez-vous z Historią”.  

Ów dynamicznie przechadzający się jegomość to bez wątpienia najbardziej barwna, ale i niejednoznaczna postać komiksu. Fakt: nadmiernie gestykulujący polityk (chętnie cytujący „Zdania” Heraklita) poniewiera jednostkami, ale równocześnie walczy o dobro ogółu. Konsekwentnie dąży do podniesienia poziomu międzynarodowej debaty, co nie przeszkadza mu w wyznawaniu zasady, iż „dobre negocjacje są wtedy, gdy goście po drugiej stronie stołu zaczynają majaczyć”. Oracje i przemyślenia Aleksandra wygłaszane na forum, w kuluarach,  samolocie czy nawet w ubikacji pozostawiają słuchaczy / potencjalnych współrozmówców w stanie skrajnego zdumienia (a raczej zbaranienia), a mimo to w bełkotliwym potoku słów kryje się zadziwiająco skuteczna metoda.

Wartkie tempo opowieści, świetne dialogi, cierpki humor i jedyna w swoim rodzaju oprawa wizualna (lekko karykaturalna kreska Blaina idealnie pasuje do klimatu dzieła) sprawiają, że lektura „Kronik dyplomatycznych” – wzbogaconych o szkicowy, niepublikowany epilog – jest prawdziwą przyjemnością. Pomijając chwile, gdy czytelnikowi włosy stają dęba na myśl o tym, że takie sytuacje mogą dziać (i pewnie dzieją) się naprawdę.
Abel Lanzac, Christophe Blain: „Kroniki dyplomatyczne” („Quai D’Orsay”). Tłumaczenie: Krzysztof Umiński. Wydawnictwo Timof i cisi wspólnicy. Warszawa 2015.