Wydanie bieżące

1 października 19 (283) / 2015

Wiesław Kowalski,

KOBIETY DOROTY KOLAK

A A A
Warszawski Teatr Polonia i gdański Teatr Wybrzeże mają w swoim repertuarze hit. Jego autorami są przede wszystkim aktorzy – Dorota Kolak i Mirosław Baka – którzy pod wodzą Krystyny Jandy podsumowują historię niemalże trzydziestu lat swojego scenicznego małżeństwa. Barbarę i Karola publiczność zdążyła już pokochać, najpierw w „Seksie dla opornych”, który w Wybrzeżu zagrany został już 150 razy, a w Teatrze Polonia osiągnął liczbę stu spektakli. Na jubileuszowym przedstawieniu w Warszawie widownia pękała w szwach. Dla co wytrwalszych wejściówkowiczów pozostały już tylko miejsca na schodach. „Seks dla opornych” Michele Riml, grany od 2012 roku, doczekał się właśnie swojej drugiej odsłony. Można podejrzewać, że premiera „Raju dla opornych”, która miała miejsce u progu rozpoczynającego się w teatrach sezonu ogórkowego, szybko powtórzy sukces części pierwszej, zwłaszcza że do dotychczasowych gwiazd z powodzeniem dołączyła Aleksandra Konieczna z TR Warszawa.

Zanim Dorota Kolak i Mirosław Baka zaprzyjaźnili się z bohaterami kanadyjskiej dramatopisarki, by móc ukazać próby przełamania małżeńskiego kryzysu i tkwiący w nich lęk przed starzeniem, wielokrotnie spotykali się na deskach Teatru Wybrzeże, gdzie od lat kreują wspaniałe role w bardzo różnorodnym repertuarze. Janda jest zbyt wytrawnym znawcą teatru, by nie wiedzieć, że ta wspólnota doświadczeń może zaowocować pełnokrwistymi postaciami nawet w tekstach nienależących do szczególnie wyrafinowanych. A takie – na pierwszy rzut oka – wydają się dramaty Michele Riml. Tylko aktorskiej maestrii zawdzięczamy to, jak wspaniale wybrzmiewa ich tragikomiczny ton, którym zdeterminowane są obydwa warszawsko-gdańskie spektakle. Kolak z Baką doskonale pokazują dwuznaczność sytuacji, w jakiej znaleźli się ich bohaterowie; nie tylko potrafią być sentymentalni i pełni melancholii z powodu samotności, lecz także całymi garściami czerpią ze środków aktorskich przynależnych pastiszowi.

Kiedy dzisiaj podziwiam Dorotę Kolak w „Seksie dla opornych”, w moich wspomnieniach powraca jej niezapomniana rola w Teatrze Wybrzeże z roku 1993. W Katarzynie z „Poskromienia złośnicy” w reżyserii Anny Polony, tak jak w ściśniętej lateksem Barbarze, też było coś komicznego i smutnego zarazem. Bohaterka Szekspira, odziana w szary habit i czepek skromnej niewiasty, w swoim finałowym monologu, brzmiącym niczym kazanie, ze skwapliwością imitowanej prawdy wyraża swoje niezmierzone podporządkowanie żony. W obu spektaklach podskórnie ukryte przesłanie może niejednokrotnie pozostawić w pamięci grymas pojawiający się na twarzach bohaterek.

Dorota Kolak nie po raz pierwszy gra w przedstawieniu, które próbuje dochodzić przyczyn niedoskonałości stosunków między kobietą i mężczyzną. Podobnie było w roli Klary, którą zagrała na początku swojej kariery w kaliskich „Ślubach panieńskich”, a później w „Mężu i żonie” w Gdańsku, gdzie wcieliła się w postać Elwiry. Wszystkie jej bohaterki przepełnia ogromny potencjał kobiecych aspiracji i buntu; bywa, że są pełne szaleństwa, popłochu, a nawet perwersji. Barbara na przykład, niczym Ewa w raju, próbuje różnymi metodami rozbudzać w mężu oznaki dawnej namiętności.

Kolak zawsze stara się jak najdalej uciekać od banalnych rozwiązań. O wiele bardziej interesuje ją głębokie eksplorowanie psychologicznych motywacji swoich bohaterek, poszukiwanie w nich tego, co tajemnicze i nie do końca odkryte, dające szansę na wyjście poza schemat postaci jednowymiarowej i płaskiej. Ciekawie jest obserwować, jak w długoletniej karierze teatralnej aktorka z roli na rolę stara się pozbawiać swoje sceniczne kobiety sentymentalnego tonu i tych uczuć, które mogą je zgubić w koleinach całkowitego podporządkowania. Z drugiej strony, od początku podziwiałem jej nieposkromiony temperament, który zawsze imponował, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę fizyczną kruchość artystki, pewien charakterystyczny rodzaj drapieżności i nerwowości, a także determinację i niczym nie skrępowaną odwagę w próbie pokazania całej złożoności postaci, z którą przychodzi jej się mierzyć – niezależnie od tego, czy bohaterka dąży do zwycięstwa czy autodestrukcji. Trzeba jednak dodać, że Kolak znakomicie odnajduje się również w rolach o zupełnie innej proweniencji, kreując postaci, które motywacji swojego postępowania poszukują w obszarach mistyczno-irracjonalnych, wychodzą poza czysty weryzm, opisując rzeczywistość w poetyckim abstrakcie i świecie bardziej zmetaforyzowanym. Tak objawiały się jej role chociażby w gdańskich spektaklach reżyserowanych przez Krzysztofa Babickiego w latach 80. i 90. – Elsinoe w „Irydionie” Krasińskiego, Violetta w „Kordianie” Słowackiego,  tytułowa „Panna Julia” Strindberga, Boletta w „Kobiecie z morza” Ibsena, Kassandra w „Troilusie i Kressydzie” czy Oktawia w „Antoniuszu i Kleopatrze” Szekspira. O jej precyzyjnej, pełnej wewnętrznego napięcia i emocjonalnego rozedrgania  kreacji w „Biesach” Dostojewskiego, gdzie była okaleczoną Marią Lebiadkin, nie sposób do dziś zapomnieć. Wtedy też spotkała się na scenie z Mirosławem Baką, który wcielał się w postać Szatowa; wcześniej można ich było razem oglądać obok Winiarskiej i Kiszkisa w „Wolności Barabasza” Wójcickiego.

Co ciekawe, we wszystkich tych postaciach wiele jest wariantów damsko-męskich uzależnień i fascynacji, wiele kobiecej wrażliwości, która musi toczyć walkę z poczuciem wyalienowania, inności i wzajemnej nieprzystosowalności. Zważywszy na rangę wymienianych utworów, może się to wydać dziwne, ale patrząc na Barbarę wymyśloną przez Kolak, wciąż przywołuję w pamięci jej poprzednie role. Także diaboliczną Goplanę w „Balladynie” czy rozwibrowaną Maję Ochołowską w „Opętanych” Gombrowicza – bohaterki, które ciągle zaskakiwały próbami poszukiwania nowych rodzajów ekspresji dla kolejnej plejady kobiet, niepoddających się kolejom losu czy też skrywających swe emocje pod maską chłodu i obojętności.

W Barbarze w interpretacji Kolak jest wiele z poprzednich ról aktorki: momentami pojawia się tu charakterystyczny rodzaj wyniosłości, są też elementy prowokacji i zabawy, gorączka współuczestnictwa w akcji niepozbawionej humoru, wynikającej z bystrej obserwacji tego, co przynosi dzisiejsza rzeczywistość pokoleniu pięćdziesięciolatków. Jest tu też charakterystyczna gestykulacja, a nawet sposób i częstotliwość chodzenia, jest doprowadzony do perfekcji sceniczny szept, umiejętność przechodzenia od stanów agresywnych do apatii, od euforii do zastygnięcia, od krzyku do całkowitego wyciszenia. Bo Kolak do perfekcji posiadła umiejętność budowania dramatycznego napięcia, które w późniejszych latach objawiło się również w lżejszym  repertuarze komediowym, w „Koleżankach”, w „Run for your wife” czy „Nie teraz, kochanie” w reżyserii Grzegorza Chrapkiewicza.

Już niebawem dojdzie do kolejnego scenicznego spotkania Kolak z Baką i znów zobaczymy ich w roli małżonków. Grzegorz Wiśniewski pracuje w Teatrze Wybrzeże nad dramatem Albee’go „Kto się boi Wirginii Woolf” w przekładzie Jacka Poniedziałka. Tym razem nie trafimy jednak ani do hotelowego pokoju, ani na łono natury. Niecodzienne afterparty odbędzie się w domu George’a i Marthy, a wielowymiarowość spotkania mocno zakrapianego alkoholem podbije przybycie Nicka z żoną, młodych małżonków, których uczucie dużo wcześniej niż miłość Barbary i Karola zostanie poddane bolesnej próbie.

***

Dorota Kolak – urodzona w Krakowie polska aktorka teatralna i filmowa. W 1980 roku ukończyła krakowską PWST. Początkowo związana z Teatrem im. W. Bogusławskiego w Kaliszu, już dwa lata później, w 1982 roku, została aktorką Teatru Wybrzeże, gdzie dała się poznać jako artystka wybitna i nieprzeciętna. Stworzyła także ciekawe role w spektaklach Teatru Telewizji, filmach i serialach. Jest laureatką wielu prestiżowych nagród na licznych festiwalach i przeglądach scenicznych. Do dziś związana z Teatrem Wybrzeże.