Wydanie bieżące

1 października 19 (283) / 2015

Karolina Obszyńska,

DAĆ SIĘ PONIEŚĆ SŁOWU

A A A
Wrocławski Teatr Współczesny otworzył sezon nie tylko nowym spektaklem, lecz także nowym cyklem, w którego założenia premierowy „Dziwny pasażer” całkowicie się wpisuje. Przez większość czasu na scenie panuje półmrok, chwilami zastępowany przez zupełną ciemność. Powołanie cyklu „Teatr w ciemnościach” Andrzej Ficowski tłumaczy jako uzupełnienie pewnej niszy repertuarowej: „Taki rodzaj teatru daje bardziej intymny kontakt aktorów z widzami. Chcemy w ten sposób zaprosić widza do rozmowy w nieco innej przestrzeni, oderwanej od krzykliwości, jaskrawości”. 

Dać się ponieść słowu – na tyle pozwala sobie tytułowy bohater, a stylistyka spektaklu zmusza widza do podążania tym samym tropem. Dziwny pasażer, który wsiada do taksówki przypadkowego szofera, jest niespotykanie rozmownym towarzyszem podróży, przy tym niezwykle hojnym: płaci za każdy przejechany kilometr, nawet jeśli licznik wskazuje już liczbę czterocyfrową. Protagonista prowadzi z taksówkarzem niezrozumiałą grę, przypisując mu rolę swojego dawnego znajomego – Piotra, towarzysza niedoli z czasów okupacji.

Pasażer łaknie uwagi. Ma do opowiedzenia bolesne, pełne traumatycznych przeżyć historie, których prawdopodobnie nikt nie chce słuchać. Obiera więc sobie młodego szofera za cel i zmusza go do słuchania każdej opowieści, niemal błagając o chwilę atencji. Gra posuwa się jeszcze dalej, kiedy taksówkarz zostaje poproszony o przyjęcie na siebie roli, wypowiadanie kwestii i podtrzymywanie przekonania, że sytuacja sceniczna ma realne miejsce w przeszłości, a właściwie, że przeszłość staje się realną sytuacją w teraźniejszości. Droga przez Warszawę, zupełnie już inna niż ta, którą pamięta główny bohater, jest również drogą w głąb wspomnień, odrodzeniem strachu i próbą pogodzenia się z nierozliczoną przeszłością. Ta swoista anatomia lęku objawia się emocjonalną grą aktorską Krzysztofa Kulińskiego, miarowym, narastającym tempem przedstawienia i wykreowaniem na scenie pozornie zwyczajnej, codziennej sytuacji, która zdaje się generować coraz więcej paranoicznych zachowań pasażera, rozpaczliwie pragnącego dokonać rekonstrukcji minionych wydarzeń. To, jak silnie niedomknięte sprawy oddziałują na psychikę bohatera, manifestuje się choćby w jego głębokim przekonaniu, że pozbawiony jest jednej strony ciała. Dla taksówkarza sytuacja staje się z kolei coraz bardziej irytująca – obserwujemy jego powoli rodzący się sprzeciw.

Mocne aktorstwo, bardzo wyraziste, skupione na słowie jako nośniku wszelkich znaczeń, jest zdecydowanym atutem przedstawienia. Jednak pomysł na jego formę pozostaje dyskusyjny – zupełna ciemność zdaje się trwać wiecznie, aż wreszcie staje się męcząca, właściwie osłabiając uwagę widza, którą – przeciwnie  przecież – miała wyostrzyć. W kompletnym mroku, słuchając słów i szeptów, widzowie mają okazję sprawdzić, czy eksperyment Andrzeja Ficowskiego można zaliczyć do udanych. Jego celem było bowiem uczynić słowa sztandarem spektaklu, niczym nie rozpraszać widzów, nie kumulować uwagi w miejscach innych niż te, w których należy nadstawić uszu na mowę, szmer i dźwięk.

Wrocławską premierę można byłoby potraktować jako kolejne przedstawienie o traumie wojny i okupacji, gdyby nie zaskakująca analiza osobowości bohatera, który zwyczajną podróż taksówką zamienia w osobistą terapię. To ze spotkania dwóch przypadkowych osób rodzi się spektakl – poruszający, enigmatyczny, świetnie zagrany – nieco jednak przytłaczający formą, o której zasadność można się spierać.

Tadeusz Karpowicz: „Dziwny pasażer”. Reżyseria: Andrzej Ficowski. Scenografia: Dariusz Orwat. Muzyka: Jacek Modliński. Obsada: Krzysztof Kuliński, Krzysztof Boczkowski, Jolanta Solarz. Premiera: 12 września 2015. Wrocławski Teatr Współczesny.