Wydanie bieżące

1 października 19 (283) / 2015

Anna Katarzyna Dycha,

'CZY POLAĆ JESZCZE? BARDZO PROSZĘ'. TACO HEMINGWAY PRZYGLĄDA SIĘ STOLICY

A A A
Taco Hemingway to największe odkrycie polskiej sceny hiphopowej ostatnich miesięcy. Błyskotliwe teksty, wpadające w ucho beaty, tłumy na koncertach. Taco stał się głosem nie tylko swojego pokolenia.

Warszawskie metro, modne kluby, podrywane dziewczyny i wódka pita w klubokawiarniach. Taco Hemingway od niechcenia snuje historyjki o życiu w stolicy. Głos pokolenia? Tak, ale młody artysta (ukrywający się pod pseudonimem „Taco Hemingway” Filip Szcześniak to rocznik ’90) cieszy się ogromnym powodzeniem nie tylko wśród dwudziestolatków. Trafia też w gusta starszych słuchaczy, niekoniecznie nadążających za hiphopowymi modami. Przekonuje jego inteligentna twórczość. Przekonują jego soczyste teksty i zabawa słowem. Przekonują jego warsztat i własny styl. Podczas występów na żywo porywa publikę, która wyśpiewuje razem z nim teksty.

Początki? Taco debiutował minialbumem „Young Hems” w 2013 roku. W grudniu zeszłego roku własnym sumptem wydał drugi minialbum „Trójkąt Warszawski”. Podkłady przygotował mu Rumak – pod tym pseudonimem kryje się dawny szkolny kolega. Warszawskie realia i historyjki o pogmatwanych relacjach trójki bohaterów. To musiało się podobać. O Taco zrobiło się głośno w środowisku hiphopowym i nie tylko. W tym roku pojawiła się kolejna EP-ka – „Umowa o dzieło”. Młodym artystą zainteresowała się wytwórnia Asfalt Records. Zdecydowała się wydać na fizycznym nośniku dwie ostatnie EP-ki.

„Umowa o dzieło” to niewiele ponad półgodzinny materiał, osiem utworów. Opowieści przesycone miejskim duchem. Taco ma słuch do wypowiedzianych gdzieś w nocy, na imprezie kwestii. Zbiera je wszystkie i tworzy z nich swoje opowieści.

Czas zacząć przedstawienie. „Od zera” zapowiada tematy poruszane na tym albumie. Umowa o dzieło, pogoń za pieniędzmi, lejące się w lokalach alkohole, rozrzutne zakupy – to tylko niektóre z nich. W „A mówiłem ci” przynosi poważne ostrzeżenie. Dziewczyno! Nie włócz się nocą po mieście. Panowie mogą być wtedy niebezpieczni – „ich nerwy to pitbule nietrzymane na wodzy”. Zajadają się kebabami, tańczą w klubach do rana i piją dla kurażu. „Następna stacja” to historia podróży na urodziny kolegi. Stale pijany, nabuzowany, w starych ubraniach, stale zaspany – uczestnik imprezy nie ukrywa swojego stanu. Melodyjny podkład wdziera się w umysł. Wmiksowany lektor z metra (powtarzane „następna stacja”), kolejne warszawskie dzielnice, place, miejsca. „Litr wina, pół wódki; I sześć szlugów, byś palił i snuł smutki” – na imprezie używek nie brakowało.

Umowa zlecenie, umowa o dzieło, brak ubezpieczenia i lokat - te tematy powracają w numerze „6 zer”. „Smak naszego życia to wygazowane piwo” i „mam dwadzieścia parę lat, moje plany giną” – rapuje Taco i powtarza „6 zer, chciałbym kiedyś zrobić 6 zer”. Ale bez „hajsu” wizyta w klubokawiarniach nie ma takiego uroku. Tam „czystą wódę pije się w brudnych palarniach”. „+4822” to kolejny obrazek nocnego życia stolicy. I jeden z mocniejszych tutaj momentów. „Awizo” ma oryginalny podkład i tekst, w którym Taco bawi się akcentowaniem słów. W domu przeraża awizo (komornicy, TVP), ale na zakupach – wiadomo – żal oszczędzać.

Temat żywieniowy powraca w „Białkoholikach”. To kolejna udana zabawa słowem – w tym Taco jest rzeczywiście mocny. Finałowe „100 kmh” przynosi uspokojenie. „To już koniec przedstawienia, to była »Umowa o dzieło«”. Taco Hemingway zgarnia zasłużone oklaski. I to wszystko jeszcze przed długogrającym debiutem.
Taco Hemingway: „Umowa o dzieło” [Asfalt Records, 2015].