Wydanie bieżące

15 października 20 (284) / 2015

Marek Bochniarz,

WUESBE, OCAL MNIE!

A A A
Artysta zauważa te rzeczy w swoich pracach. Im większą siłę ma jego wyobraźnia, tym silniej oddziałuje na publiczność. Lecz jeśli te potężne fantazje nie znajdą stosownego ujścia, mogą zniszczyć artystę. To, czy złudzenia i wyobraźnia działają w sposób pozytywny bądź negatywny, zależy od konkretnego przypadku.

(Satoshi Kon)

Zamykająca wrzesień, kolejna odsłona Warsaw Gallery Weekend okazała się czasem niepohamowanej wyżerki sztuki wszelakiej, podczas której łatwo można było się potknąć o zblazowaną publikę uwieczniającą ajfonem swoje galeryjne wywczasy, zagubione duszyczki szukające środków uzyskania odpustu odchamienia zupełnego czy domorosłych kuratorów, narzekających na głupotę tych prawdziwych (tym ostatnim współczuję bycia obiektem niewybrednych komentarzy – to bardzo brzydki zwyczaj). W nagromadzeniu mniej i bardziej zobowiązujących ekspozycji nowa wystawa Wojciecha Bąkowskiego „Nastawnia ledwych ochot” w galerii Stereo była pierwszą dla polskiej publiczności okazją zmierzenia się z filmem „Analiza wzruszeń i rozdrażnień”, który swoją światową premierę miał na TIFFie, a teraz został zwrócony ojczyźnie.

Chciałbym w tym miejscu napisać zgrzebną, nielakierowaną relację w stylu „po prostu”, ale chodzi o Wojciecha Bąkowskiego, nie da się więc tego zrobić tak klarownie i przystępnie. Upraszam zatem o cierpliwość podczas lektury, bo rzecz jest w wielu, a przy tym dość nierównych, częściach, choć „Nastawnia ledwych ochot” to pozornie zaledwie parę rzeczy w pustej, jasnej przestrzeni, pozbawionej przeszkadzających ozdobników (jak ja nie lubię eksperymentalnych galerii w zdewastowanych lokacjach!). A jednak: kłopotliwe to wszystko.

film na uciekających kartkach

„Analiza wzruszeń i rozdrażnień” – czyli animacja poklatkowa, zrealizowana w oparciu o rysunki ołówkiem – podobnie jak nagrodzony w Oberhausen „Sound of My Soul”, jest prezentowana zarówno w galeriach, jak i na festiwalach filmowych (niekoniecznie dedykowanych animacji). Ten rozrzut świadczy o tym, jak twórczość wizualna polskich artystów, opuszczając jeden zamknięty obieg, przestała być trudno dostępna (i elitarna? – choć to słowo raczej nie przystaje do post-penerskiej poetyki twórczości Bąkowskiego).

Przykładami nowej rzeczowości są: aktualna bytność w kinach „Performera” Sobieszczańskiego i Rondudy czy wydanie oddzielnej publikacji na ten wciąż jakby egzotyczny temat: „Kino-Sztuka: zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej” (Warszawa 2015). Czytelnik (zwłaszcza, jeśli przynależy do fandomu WuEsBe / Niwei, swoje już widział / słyszał i drażni go to, co się w tym tekście wyprawia) pokręci nosem na tak usilne wpasowywanie osobnej twórczości Bąkowskiego w szersze ramy tego, co dzieje się w światku polskiej sztuki. Lecz zastrzegam: ten nowy film najlepiej ogląda się właśnie wielkoformatowo. Jest to jakby nowa, kinowa tym razem odsłona serii „filmów mówionych” artysty: znów zrealizowana w innej technice i zaprojektowana na wywołanie konkretnej gęstości emocji u widza.

Wielkie WuEsBe Srebrne

Prezentacja „Analizy wzruszeń i rozdrażnień” jest zresztą honorowym punktem ekspozycji w Stereo. Jak tłumaczą właściciele galerii, Zuzanna Hadyś i Michał Lasota: „Całość wystawy jest podporządkowana filmowi, który stanowi jej główny element – pod każdym względem: ma centralne miejsce, jest największy formatem (projekcja) i najgłośniejszy. Pozostałe elementy, jak rysunki i dwa obiekty, »usuwają« się na bok, ale każdy z nich otrzymał odpowiednie warunki ekspozycyjne – światło i przestrzeń”.

Podobnie jak w przypadku ostatniej wystawy Piotra Bosackiego, „Sprawa jest w załatwianiu” (trudno mi nie zechcieć choćby symbolicznie zestawić obu artystów), publiczności został zaoferowany „making of” w postaci rysunków użytych w filmie (u Bosackiego była to prezentacja dywanów wykorzystanych w „Filmie dywanowym”). Ich skromna ilość sugeruje, że zostały poddane selekcji, a jednak wcale tak się nie stało: „Rysunki nie były wybierane – pokazujemy na wystawie wszystkie rysunki z filmu »Analiza wzruszeń i rozdrażnień«. Jest ich tylko 10, a wynika to ze specyficznej techniki animacji, która nie polegała na rysowaniu kolejnych klatek filmu, lecz na używaniu jednego rysunku-matrycy i posługiwaniu się ołówkiem i gumką-myszką. Dlatego niektóre z rysunków są niemal zniszczone  –  zostały »zużyte« podczas pracy nad filmem” – wyjaśniają organizatorzy.

Tematem obrazu – jak wskazuje tytuł – są wzruszenia i rozdrażnienia, czyli stany podmiotu, jakim przypisuje się zazwyczaj średnie natężenie emocjonalne. Rozłożone na części pierwsze i poddane długim dywagacjom, nabierają one jednak nowego, wręcz przytłaczającego ciężaru, a przy tym – jak to w „filmach mówionych” Bąkowskiego czy Bosackiego bywa – abstrakcyjnym poczuciem humoru wywołują niespodziewany śmiech.

głowa jego jak ludzika lego

W „Analizie…” znów mamy do czynienia z medialną personą artysty – introwertycznym, wychudzonym „ogolonym głupkiem”, który serwuje nam przemyślenia wyrażone hermetycznym językiem, gdzie potknięcia mowy potocznej są nowym poziomem poezji, lub oferuje niektóre spośród jego bogatych doświadczeń, jakie i nam mogłyby być dane (dlatego sympatyzujemy z nim i poruszają nas jego stany emocjonalne). Wymieńmy kilka: mieszanie różnych przestrzeni rodem z marzenia sennego (tu: Poznania i Warszawy), niewartościująca kontemplacja świata z perspektywy tapczanu (w „filmach mówionych” czy „Suchym pionie” zwykle nie mogła się ona obyć bez nakrycia się warstwą solidnych pierzyn) czy wreszcie obserwacja pejzażu codziennego, złożonego w równym stopniu z absorbujących, pociągających oko przestrzeni, co przykrych ludzi zasłaniających te piękne widoki. Bohatera trapi myśl, że jak zawsze tylko w potencjalności tkwią pójścia gdzieś i czyny jakieś. Ta potencjalność „szumi w kaloryferze”. WuEsBe muzykę konstruuje tym razem z „układu fasad” blokowiska o „wielokrotnie ocieplanych”: „Wyciągam z tego jakieś melodie niewyraźne. Tańczę do nich na tapczanie”. Tu wypadałoby przypomnieć słowa z debiutanckiego solowego albumu Bąkowskiego „Kształt” (2012), z utworu „Najazdy podłogowe”: „To, co mi gadałeś, nagrałem, i do tego tańczę (…) Umiem to na pamięć (…) Robię sobie teledysk oczami, mruganiem”.

Tak jak w poprzednich filmach i wcześniejszej twórczości, artysta kawałkuje w „Analizie…” swoje ciało na części przypominające elementy lalki, a jego ogolona głowa i tajemnicza buzia co jakiś czas spozierają na nas z różnych, niespodziewanych miejsc (choćby i z czoła tramwaju). W świecie sztuki artysta uczynił z własnego ciała przyciągający uwagę widza obiekt – trochę tak, jak czynią to gwiazdy pop, metodycznie budujące wizerunek.

Święty Wojciech

Poza filmem i rysunkami, na wystawie w galerii Stereo zobaczymy dwa obiekty. Jeden z nich, „Panowanie nad fragmentem nocy”, to czarny, półprzejrzysty prostopadłościan, skrywający geometryczną strukturę (proszę samodzielnie rozsądzić zawartość wnętrza), który można było zobaczyć w Lismore Castle Arts w Irlandii w 2014 roku oraz w Galerii Labirynt w Lublinie. Tytułowa „Nastawnia ledwych ochot”, prezentowana w czerwcu tego roku w Bazylei, składa się z mlecznego klosza, w jakim świecą się mało widoczne kolorowe żarówki. Czy pieczę nad majaczącymi światłami codziennego niechciejstwa zechce objąć Święty Wojciech i sprawi, że coś się z nimi dobrego stanie? No bo to:

„Święty Wojciech od spraw beznadziejnych

Święty Wojciech od niemożenia wstać

Święty Wojciech od ciężkich kołder

Święty Wojciech od niemożenia wyjść”

(tekst utworu „Święty Wojciech” z albumu „Kształt”).

Idźcie i rozgłoście na cały świat jego dobrą nowinę.
Wojciech Bąkowski: „Nastawnia ledwych ochot”. Galeria Stereo. Warszawa, 25.09. – 31.10.2015.