Wydanie bieżące

15 października 20 (284) / 2015

Zuzanna Sokołowska,

ZNAKI SZCZEGÓLNE

A A A
Zjawisko dziedziczenia to jeden z najbardziej fascynujących fenomenów natury. Atrybuty osobnicze, takie jak kolor oczu, włosów, rysy twarzy czy cechy osobowości, przenoszone są z pokolenia na pokolenie, stanowiąc pewnego rodzaju konglomerat przeszłości, genetyczny depozyt przodków, których obecność identyfikowana jest właśnie za pomocą rodzinnych podobieństw. Ale genetyka to nie tylko wygląd; to także wrodzone predyspozycje i talenty, które wpływają na indywidualne zainteresowania oraz zdolności artystyczne, muzyczne, literackie czy matematyczne. Nie należy też, oczywiście, zapominać o chorobach uwarunkowanych błędną strukturą kodu DNA.

Bartek Jarmoliński w wystawie „Uwarunkowania genetyczne”, którą można oglądać w krakowskiej galerii Olympia, porusza wątek dziedziczenia w kontekście malarstwa. I to malarstwa pierwszorzędnego gatunku. Artysta stworzył cykl fotografii stylizowanych na pierwszą dekadę XX wieku, fotografując się z autoportretami Jacka Malczewskiego. Jarmoliński intuicyjnie poszukuje podobieństw między sobą a twórcą, którego dzieła na stałe wpisały się w  polską tożsamość kulturową.

Obrazy Malczewskiego, jak trafnie zauważył Stanisław Witkiewicz na łamach „Krytyki” w 1903 roku, były zręcznym połączeniem zarówno „poezji, jak i oryginalnego talentu  malarskiego” (Juszczak 1976: 266). „Talent ten opiera się stale i ciągle o naturę i, jakkolwiek daleko w niezamierzony świat uczuć i myśli sięga wyobraźnia artysty, jego malarstwo nie przestaje patrzeć, ze ścisłością przyrodniczego badacza, na budowę ludzkiego ciała, nie przestaje studiować natury, dążyć do opanowania wszystkich przejawów jej kształtu, starać się o wprowadzenie jej żywej, drgającej całą niespodzianością przypadkowych zjawisk” (tamże) – pisał Witkiewicz.

Widz spoglądający na wystawę Bartka Jarmolińskiego, składającą się  przede wszystkim z selfies artysty z Malczewskim, mimowolnie znajduje podobieństwa w rysach twarzy, mimice, gestach. Ale na tym lista analogii się nie kończy – obaj urodzili się tego samego dnia, czyli 15 lipca, obaj też poświęcili się malarstwu, będącemu dla nich najważniejszym medium, komentującym otaczającą ich rzeczywistość. Jarmoliński nie ukrywa, że jego mentorem – można by rzec, że artystycznym ojcem – jest właśnie Malczewski.

Dla Jarmolińskiego to właśnie malarstwo jest najwłaściwszym środkiem wyrazu, mogącym przybierać różnorakie formy. Daje ono nieskończone możliwości kreacji. Inne media wydają się artyście niekompatybilne, niepełne, dalekie od nawiązywania intymnego, bliskiego kontaktu z widzem. Owa więź z odbiorcą możliwa jest w przypadku malarstwa, będącego nośnikiem zarówno wizualnych treści, jak i prywatnych emocji, ukrytych głęboko w ludzkiej świadomości. Jarmoliński na swoich fotografiach mimowolnie wciela się w rolę bliskiego przyjaciela i pomocnika Malczewskiego, artysty Mieczysława Gąseckiego. Odzwierciedleniem łączącej ich więzi stał się obraz z 1922 roku „Przekazanie palety – Autoportret z Mieczysławem Gąseckim”.

Malczewski namalował własną postać we wnętrzu swojej lusławickiej pracowni. Zaraz za nim stoi Gąsecki, trzymający w rękach paletę i pędzle. Obraz ten posiada głęboki, symboliczny potencjał, który odnosi się przede wszystkim do przyszłych artystycznych pokoleń, decydujących o dalszym rozwoju i kierunku sztuki. Jak trafnie zauważa Grzegorz Witek, gest przekazania przez Malczewskiego pędzli sugeruje, „iż wszystko się już dokonało w życiu artysty, a otwarte drzwi oznaczają czas opuszczenia pracowni”. „Radosnym akcentem obrazu jest bijące światło upalnego letniego dnia, które zaprasza do wewnątrz, do ogrodu, zapewniając malarza o cieple i radości, jakie przyniosą mu kolejne lata w jego życiu, chociaż nie będzie być może już tworzył” – podkreśla Witek.

Jarmoliński również bezpośrednio odnosi się do tego dzieła, tworząc na potrzeby wystawy obraz wzorowany na „Przekazaniu palety…”. Maluje Malczewskiego i siebie, trzymającego w dłoniach pędzle i paletę, jako spadkobiercę jego artystycznej spuścizny oraz myślenia o malarstwie, które współczesnemu twórcy jest bardzo bliskie. Pomimo świadomości braku genetycznego pokrewieństwa, nie można oprzeć się wizualnemu wrażeniu: wygląda to tak, jakby Malczewskiego i Jarmolińskiego rzeczywiście łączyła jakaś bliska, trudna do określenia więź, której wyrazem są selfies pokazywane na wystawie. Zamyślony Malczewski i równie zamyślony Jarmoliński, którego delikatnie zamglony wizerunek wybrzmiewa na stonowanych, utrzymanych w sepii fotografiach, to pewnego rodzaju wizualny traktat, mający zachęcić współczesnych twórców do powrotu do malarstwa; powrotu do sposobów myślenia o malarstwie na wzór klasyków – mistrzów w tej dziedzinie. Jest to także podkreślenie fundamentalnej roli tworzenia obrazów, tracącej swoje archetypiczne znaczenie w dobie nowoczesnych technologii, produkującej nieskończenie wiele wizerunków pozbawionych jakiegokolwiek wizualnego sensu.

Można odnieść wrażenie, że ta niezwykle intymna, wręcz osobista ekspozycja to prywatny hołd dla Jacka Malczewskiego, stanowiącego niewyczerpane źródło twórczej, a przede wszystkim malarskiej inspiracji. Jarmoliński próbuje przywrócić właściwe miejsce w nowoczesnej sztuce malarstwu, będącemu według niego katalizatorem istotnych zmian w samym patrzeniu, nawiązaniu wzrokowej, ale także i emocjonalnej relacji między oglądanym obrazem a widzem. Trzeba przyznać, że ta trudna sztuka mu się udaje. Nic w tym zresztą dziwnego – Jarmoliński to „uwarunkowany genetycznie” artysta, który nie boi się prowokować widzów, stawiając trudne pytania nie tylko o przyszłość i kierunek samego malarstwa, ale także o nadmiar medialnych obrazów, pozbawiających umiejętności widzenia, patrzenia, z których, oprócz reakcji czysto fizjologicznych, zostało wypreparowane myślenie.

LITERATURA:

„Teksty o malarzach”. Red. W. Juszczak. Wrocław 1976.

„Jacek Malczewski i okolice Zakliczyna”. Informacje o gminie Zakliczyn, http://www.zakliczyn.com/zakliczyn/ciekawostki.php.
Bartek Jarmoliński: „Uwarunkowania genetyczne”. Galeria Olympia. Kraków, 02.10. – 05.11.2015.