Wydanie bieżące

15 października 20 (284) / 2015

Maciej Duda,

Z KLUCZEM I PRZESŁANIEM (KRYSTYNA KOFTA: 'SUKI')

A A A
„Do sesji musiała zrobić »perfekcyjny«, profesjonalny makijaż, co sprawiło, że nie była do siebie podobna. Nie martwiła się tym. Nie lubiła zwracać uwagi. Była wystarczająco rozpoznawalna tam, gdzie trzeba. Nie miała zamiaru wcielić się w Annę Wintour z jej ponadczasowym bobem, czyli fryzurką Marii Dąbrowskiej z grzywka, strzyżoną w taki sposób, jakby ktoś założył jej dzieżę do ciasta na głowę. Stara dziewczynka to nie dla niej, nigdy do tego nie dojdzie. Gdy podczas kolegium powiedziała kiedyś o podobieństwie fryzury Wintour do grzywki Dąbrowskiej, zobaczyła wpatrzone w siebie, szeroko otwarte oczy, ciemne i jasne jeziora, niemogące zgłębić tajemnicy. Tylko Gabrysia Mżawka wiedziała, kto zacz. Z pomocą jak zawsze przyszły Google. Fotografia Maryjki Dąbrowskiej z opisem twórczości wyjaśniła, co trzeba. Nikt już nic nie czytał” (s. 20).

Szkic na temat „Suk” Krystyny Kofty zaczynam od cytatu, który wydaje mi się reprezentatywny dla całości opisywanej narracji. Zarówno w cytacie, jak i w całości znajdziemy odniesienia do „tu i teraz”, do współczesności oraz do historii. Wintour stanie obok Dąbrowskiej, dzieża obok Google'a, wieś obok miasta, zaś luksus i ekonomiczna niezależność zestawione zostaną z przemocą, siłą i hierarchią. Ów cytat prezentuje także jeden z podstawowych mechanizmów kształtujących narrację Kofty – wykorzystanie ironii i kpiny, które wynikać będą z rozczarowania, niezgody i próby zdystansowania się (narratorki, autorki) wobec opisywanych realiów.

„Suki” to powieść, która ani formalnie, ani tematycznie nie odbiega od wcześniejszej prozy Krystyny Kofty. Autorka wielokrotnie spisywała narracje kobiet, a jej bohaterki (może nawet wciąż jedna i ta sama postać w różnych odsłonach) oceniane były jako silne i samowystarczalne. Tak jest i tym razem. Główna bohaterka „Suk”, Ewa Szot, z powodzeniem kieruje medialnym imperium, a dzięki swoim działaniom i osiągnięciom wśród współpracowniczek i konkurencji zyskuje miano Evity, ewentualnie Naczelnej Suki. Konotacje obu są czytelne. Głównym zamiarem wszechwiedzącej/ego narratorki/a nie jest jednak chęć opowiedzenia historii Ewy. Jej życiorys stanie się osnową, która połączy różne wątki i ilustracje społecznych problemów. Ilustracje kwestii strukturalnych, nie indywidualnych. To przesunięcie będzie konstytutywne dla głównego tematu „Suk”.

Ten charakterystyczny chwyt – historia Ewy Szot jako kanwa albo tło dla wypowiedzi narratorki czy autorki, Krystyna Kofta z powodzeniem wykorzystywała od dawna, m.in. pisząc „Chwałę czarownicom” czy „Złodziejkę pamięci”. I tym razem dzieje się tak, że droga głównej bohaterki splata się z drogą ważnej dla niej, mądrej, doświadczonej kobiety – Marianny Skiby, która będzie przewodniczką i ostoją dla głównej bohaterki. To jej postać, choć drugoplanowa, wiąże się z tym, co w przekazie Kofty wydaje się najważniejsze. Z doświadczeniem kobiet, ich wiedzą oraz idącymi za tym społecznymi nieporozumieniami, nakazami i zakazami, życiem na marginesie, wyobcowaniem. Wspomniane tropy odsyłają do figury wiedźmy, czyli tej, która wie, ma moc, choć niekoniecznie przekłada się ona na realną władzę i prestiż. Raczej społecznie jej szkodzi. Postacie Marianny Skiby oraz Ewy Szot, choć egzystują w zupełnie innych realiach, na obrzeżach Chruścisk Wielkich oraz w biurowcu w centrum Warszawy, wydają się zresztą podobne. Obie znajdują się na marginesie, obie niosą tajemnicę, obie przy pomocy różnych środków mogą też wpływać na los innych kobiet. Jeśli przyglądać się „Sukom” od strony kobiecej genealogii i wsparcia, to zauważyć można, że Krystyna Kofta za pośrednictwem narratorki mówi nam, że najważniejsza są współpraca i opieka. Co istotne, ta relacyjność wcale nie musi wiązać się z następstwem krwi. Relacje opisywane w „Sukach” nie dotyczą biologicznych powiązań matek i córek. Kofta przedstawia zależności między szefowymi i pracowniczkami, między koleżankami, pierwszymi żonami i kolejnymi partnerkami, wreszcie między teściowymi i synowymi. Jeśli już mamy okazję przyjrzeć się relacji Ewy Szot i jej biologicznej matki, to okazuje się, że zarówno jedna, jak i druga strona musiały dorosnąć do podmiotowego układu. W ten sposób Kofta sprzeciwia się naturalizacji i idealizacji instynktów. Pomoc, opieka i wsparcie wynikać mają po prostu z własnego doświadczenia, dojrzałości i chęci wsparcia kogoś, kto w przypadku bohaterek i bohaterów „Suk”, bez względu na zajmowaną pozycję społeczną i pochodzenie, mierzyć musi się z przemocą fizyczną lub ekonomiczną.

Rozpisana między Warszawą, Nowym Jorkiem i Chruściskami Wielkimi narracja jest właściwie opowieścią o przemocy i kobietach. Fizycznej, seksualnej i ekonomicznej przemocy, której doznają żony, ale też córki, synowie oraz porzucane w chorobie czy starości matki. Przemocy, której źródłem jest mąż, ojciec lub syn korzystający z możliwości, jakie zapewnia mu kulturowe status quo. Opisując losy kolejnych bohaterek i bohaterów, autorka nie ukrywa odniesień do rzeczywistości pozaliterackiej. Wielokrotnie nawiązuje do działań związanych z próbami ratyfikacji oraz ratyfikacją konwencji antyprzemocowej w Polsce. „Suki” można zresztą potraktować jako obrazek, ilustrację potwierdzającą potrzebę wprowadzenia owej konwencji. Jako takie, w stosunku do konwencji wcale nie są spóźnione. Wszak ratyfikacja tego dokumentu nie rozwiązuje jeszcze żadnego problemu. W ten sposób Kofta nadaje swojej prozie krytyczny, publicystyczny rys. Z tego też powodu może się spotkać z zarzutem pisania programowego, ideologicznego, feministycznego, ale też po prostu publicystycznego. Ów zarzut mógłby właściwie dotyczyć całej twórczości Kofty. To zaś oznacza, że dla czytelniczek/ów sięgających po jej kolejne tytuły, feministyczne i społeczne nachylenie pisarki jest zaletą, nie wadą.

Społeczne i polityczne zaangażowanie pisarki (nie w znaczeniu partyjnym, lecz obywatelskim) właściwie organizuje większość twórczości i działalności Krystyny Kofty, a tematy płci, klasy, wieku i stosunku do ciała budują jej constans. Społecznikowskie wykorzystywanie czy zaangażowanie literatury zazwyczaj nie cieszyło się poważaniem wśród krytyków, którzy skupiać chcieli się na aideologicznych nawiązaniach do historii i teorii literatury. Szczególnie krytycznie reagowali, gdy takowe zdradzała proza, rzadziej poezja, pisana przez kobiety. Dobitnie ukazała to historia debiutu Izabeli Filipiak. Wydaje się jednak, że dziś tak nieświadoma (?) krytyka antyideologiczna nie ma racji bytu, a jeśli występuje, należałoby ją zakwalifikować jako hipokryzję lub krytykę ideologiczną o odwróconym wektorze wyznawanych wartości – wcale nie literackich. Ponadto krytykowanie publicystycznych czy raczej społecznych wątków antyprzemocowych wydaje się nietrafione także z innych niż artystyczne i historycznoliterackie pozycji. Owa krytyka oznaczać mogłaby bowiem nie tylko akceptację kulturowego i społecznego status quo, ale też schematów, mechanizmów i zachowań siłowych i przemocowych, które są pochodnymi owej kultury. Wspomniana medialna i polityczna dyskusja na temat konwencji antyprzemocowej doprowadziła jednak do tego, że powyższego zastrzeżenia wcale nie można traktować jako obligatoryjne. Wszak logika nie musi mieć wiele wspólnego ze sporem o wartości i światopoglądy. Jest raczej instrumentalizowana przez obie strony przywołanego sporu o wartości, na których zasadza się władza. Oparciem i zabezpieczeniem myślenia przyczynowo-skutkowego dla obu stron stały się żywione przez ich przedstawicieli i przedstawicielki stereotypy, które zabezpieczają ich interesy. Podobnie dzieje się w przypadku bohaterów i bohaterek „Suk”.

Wykorzystując systemowe paralele, „Suki” można by też określić jako narrację polityczną. Nie tylko wedle opinii, że to co, prywatne jest publiczne i upolitycznione. Jeśli bowiem feministyczne zacięcie autorki traktować jako światopoglądowe wyznanie (a uprawniają nas do tego poprzednie narracje, wypowiedzi i działania pisarki) i zwrócić uwagę na zawartą w „Sukach” krytykę systemowego i kulturowego podejścia dopuszczającego przemoc, a nie na jednostkowe winy, to okaże się, że Kofta dzieli się z nami wizją społecznej zmiany. W tym rozumieniu jej twórczość nie odbiega od prozy Żeromskiego. Warto o tym pamiętać.

Publicystyczno-polityczne nawiązania nie są jednak jedynymi odniesieniami do pozaksiążkowej realności. „Suki” można też czytać jako narrację z kluczem. Narrator/ka opisujący/a Warszawę oraz stosunki panujące w medialnym imperium kolorowej prasy wielokrotnie portretuje tych i te, których znać możemy osobiście lub z kart czasopism czy ekranów tabletów. Takie epizody-obrazki zakończone jednoznaczną oceną narratorki urealniać mają pisaną narrację, a tym samym problem przemocy, który dotyczyć ma nas wszystkich. Bardzo możliwe, że także postaci drugoplanowe (Adela, Gabrysia Mżawka, Monika, Keta) mają swoje pierwowzory w warszawskich dziennikarkach, pisarkach, malarkach. To sprawia, że „Suki” są poniekąd narracją środowiskową. Wszak ich większa część obejmuje opisuje wydarzenia rozgrywające się w Warszawie. Dopiero narracyjne retrospekcje odsłonią przed nami wspominane wcześniej feministyczne oraz romansowe motywy związane z Chruściskami Wielkimi. Z kolei terapeutyczne zapiski głównej bohaterki pokażą nam jej emocje, motywacje i pragnienia. W ten sposób Kofta pogłębi wydrążoną figurę tytułowych „Suk”.

W całym tym układzie jest coś intrygującego. Narratorka jednocześnie opisuje mechanizmy, które wykorzystują redakcje papierowych mediów i na potrzeby własnej książki je kopiuje. Wydaje się, że właśnie z tego powodu fragmentaryczna budowa „Suk” obejmuje medialne okruchy wspomnianych wcześniej obrazków odnoszących się do warszawskiej rzeczywistości, zapewnia nam możliwość zabawy i odszukiwania pierwowzorów bohaterek i bohaterów, a przy okazji – wpisując w ich życiorys przemocowe historie, ujawnia wartości etyczne, o których czytać nie chcemy. W ten sposób Kofta wykorzystuje popularny schemat: strukturę plotki sugerującą narrację z kluczem, wątki romansowe oraz wynotowane przez Ewę Kraskowską motywy i struktury prozy kobiecej, jak pisze badaczka – swoistą suprakonwencję, która obejmuje zestaw możliwości wyboru tematyki i jej przedstawienia, czyli postać wiedźmy, doświadczonej kobiety, opisy związków i relacji między kobietami – siostrzanej wspólnoty, fragmentaryczność, meandryczność i powtórzenia wątków. Wszystko po to, by opowiedzieć nam własną niezgodę na realną przemoc, nie tylko na tę dość realistycznie i sugestywnie opisywaną na kartach książki. W tej niezgodzie pozostaję zgodny z narratorką i autorką „Suk”. Przyjemność z lektury „Suk” nie jest jednak tak wielka, jak moja niezgoda na przemoc. Niezgoda jest bowiem krańcowa, a czytelnicza przyjemność tylko spora. Ta ostatnia w dużej mierze wynika z umiłowania do ironii oraz wspomnianej suprakonwencji, którą od lat z powodzeniem wykorzystuje Krystyna Kofta.
Krystyna Kofta: „Suki”. Świat Książki. Warszawa 2015.